Kategoria: Religia chrześcijańska


Bóg dzisiaj do nas mówi! Jezus Chrystus na nas spogląda! My tego nie widzimy, ale możemy to poczuć. Wiary również nie widzimy, tylko ją czujemy, ale napędza nas do życia. Wiara jest czymś wspaniałym. Jest czymś, co ubogaca naszą duchowość. Wiara daje nam pęd do życia. Wiara nas zmienia i określa nasze życie. Wiara prowadzi nas do zbawienia, albowiem zbawieni jesteśmy przez wiarę, a nie przez nasze uczynki.
Wszyscy chcemy mieć dobre, wspaniałe i bezbolesne życie. Tymczasem Bóg często wystawia nas na próbę zsyłając nam jakieś kłopoty, chorobę, nieszczęście czy samotność. Cierpiąc zbliżamy się bardziej do cierpiącego Jezusa. Nikt jednak świadomie nie chce cierpieć. Chcemy być zdrowi i szczęśliwi. Chcemy, aby zdrowi byli nasi bliscy, nasza mama, tata, brat, siostra, mąż, żona, dzieci, wnuki. Chcemy idealnego życia. Życie doczesne nigdy nie będzie jednak idealne. Często jest to życie pełne bólu, rozczarowań. Często zastanawiamy się czym zawiniliśmy Bogu, że tak cierpimy, albo czym zawinili wobec Boga nasi bliscy?
Pamiętajmy, że Jezus też cierpiał. Jezus cierpiał najbardziej z nas wszystkich i oddał życie dla naszego zbawienia. To najwyższa ofiara, jaką sobie tylko można wyobrazić.

Czy uczniowie Jezusa wypełnili Jego nakaz misyjny o chrzeczeniu nawracaniu wszystkich narodów na wiarę chrześcijańską?
Patrząc przez pryzmat historii, wiemy, że chrześcijaństwo stało się potęgą, jednakże, gdzieś po drodze niektórzy duchowni się mocno pogubili i zapomnieli, czym jest wiara chrześcijańska. Zapomnieli również, jaka jest nauka Chrystusa. Z bólem serca należy patrzeć też na powstające poza Kościołem „haíresis” (sekty), które wypaczają prawdziwe nauczanie Jezusa. Charakteryzują się tym, iż w małej społeczności, pojawia się jakiś przywódca, guru, który poprzez swoją aktorską charyzmę, odciąga ludzi od prawdziwej wiary chrześcijańskiej. Przywódcy takich sekt manipulują ludźmi, wykorzystując ich słabości, zagubienie. Ludzie, którzy stają się członkami takich sekt są z reguły rozdarci, szukają swojego miejsca na ziemi, poszukują sensu życia, którego nie byli w stanie odnaleźć w Kościołach tradycyjnych. Sekta jest to taka grupa, która izoluje się od reszty społeczeństwa, tworzy swoją własną hierarchię wartości i norm zachowania w obrębie sekty. Grupa ta wspólnie chce przeżywać uniesienia religijne, częstokroć mocno teatralne. Silnie zaznaczona jest w takiej grupie rola przywódcy sekty, który staje się dla grupy substytutem Jezusa.
Co to jednak ma wspólnego z chrześcijaństwem? Co to ma wspólnego z wiarą i nauką Chrystusa?
W przeszłości wiele było takich sekt: marcjoniści, montaniści, gnostycy, ebjonici i wiele, wiele innych. To były sekty heretyków, a nauczanie i egzystencja w takich sektach były oficjalnie potępianie przez Kościół, Ojców Apostolskich i Ojców Kościoła, którzy notabene napisali wiele dzieł przeciwko herezjom. Dużo z tych dzieł przetrwało do dzisiejszych czasów. Warto je czytać, zapoznawać się z ich treścią, poznawać patologie, które są obecne z nami do dzisiaj. Wiele z tych średniowiecznych herezji, stało się dzisiaj ideologią dla sekt różnego rodzaju.
Zastanówmy się teraz, czy Jezus chciał, aby tak wypaczono Jego nauki? Czy to wszystko, co się dzieje z chrześcijaństwem podoba się Bogu?
Ludzie się pogubili. Ludzie zboczyli z drogi, jaką dał nam Jezus. Zeszli z drogi, jaką wskazywali Jego uczniowie. Kościół się podzielił, utracił swoją jedność. Hierarchowie zaczęli się wynosić nad Jezusa, podważać Pismo Święte. Papieże czuli się bogami. Poza Kościołem zaczęły się tworzyć sekty również wypaczające nauki Chrystusa. W sektach tych przywódcy również stawiali się nad Jezusem. Do tego wszystkiego dochodzi dzisiaj coraz powszechniejsza ateizacja, odchodzenie ludzi od Kościoła. Nienawiść do Kościoła, do Boga, nienawiść do chrześcijan. Taki obraz naprawdę nie napawa optymizmem. Jezus z bólem serca spogląda na poczynania ludzi. Nie taką misję wyznaczył swoim uczniom, którą przekazał w nakazie misyjnym. Świat odwraca się od Kościoła, którego głową jest Jezus.
Dzisiaj my musimy wypełniać nakaz misyjny Pana. Powinniśmy zapomnieć o wstydzie, pogardzie i nienawiści, jaką będą nas obdarzać ludzie z tego powodu. Znienawidzą nas z powodu Jego imienia. Czy jesteśmy na to gotowi?

W tym tkwi tajemnica krzyża? Człowiek musi się ukorzyć przed Bogiem, uwierzyć w krzyż Chrystusa, w Jego mądrość i orędownictwo. Człowiek musi być dla drugiego człowieka, człowiekiem. Nie ważne czy spotykamy chrześcijan innych wyznań, czy też ludzi nie wierzących. Dla wszystkich musimy być ludźmi. Nie możemy nikogo traktować z góry! Nie możemy nikogo obrażać! Nie możemy żyć nienawiścią do drugiego człowieka! Nie ważne jakie wyznanie chrześcijańskie reprezentuje twój sąsiad, sąsiadka, brat czy siostra. Może jest katolikiem, Żydem, czy prawosławnym. Jakie to ma znaczenie? Dla Boga jesteśmy wszyscy równi. Nie ważne jakie kto ma poglądy polityczne, lewicowe czy prawicowe. Nie skreślajmy nikogo, tak jak Jezus nie przekreślał ludzi. Okazał serce i ocalił życie prostytutce, którą chciano ukamienować. Obiecał zbawienie łotrowi na krzyżu, a także modlił się przed śmiercią za swoich katów. Taki był Jezus. I taki też jest Jego krzyż, pełen miłości, przebaczenia, empatii. Krzyż, który winien wskazywać nam drogę.

Recenzja książki Paula Tillicha „Męstwo bycia”

Książka Paula Tillicha „Męstwo bycia” jest jednym z jego najlepszych dzieł, a jej treść do dzisiaj nie jest zdezaktualizowana, pomimo, iż sama teologia Tillicha jest do dzisiaj mocno krytykowana. Książka cały czas inspiruje wielu teologów dogmatycznych, którzy delektują się teologią Tillicha. Niemiecki teolog starał się przedstawić znaczenie Objawienia w rozmaitych elementach życia człowieka, zahaczając o aspekty kulturowe. Tillich dość obszernie analizuje dysonans męstwa, którym jest według niego ontologia lęku, towarzyszącym człowiekowi przez całe życie. Jak twierdzi – „Męstwo jest samoafirmacją bytu wbrew faktowi niebytu.”

Książka „Męstwo bycia” składa się z sześciu rozdziałów, które omawiają męstwo, lęk, witalność, indywidualizm i egzystencjalizm. W rozdziale pierwszym „Byt a męstwo” Tillich przytacza rozważania filozoficzne na temat ustalenia definicji, czym jest męstwo? Zaczyna od myśli Sokratesowej, która nie była w stanie zdefiniować pojęcia męstwa. Sokrates poległ przy tym zagadnieniu filozoficznym. Wg tego antycznego filozofa, rozumienie męstwa zakładało zrozumienie człowieka i otaczającego go świata wraz z jego płaszczyznami i wartościami. Tillich przytaczał, że Platon z kolei łączył męstwo z elementem duszy, który nazywał Thymos. Element ten miał być u człowieka pomiędzy rozumem a zmysłami i bezrefleksyjnie dążył do tego, co w naturze ludzkiej było szlachetne. Z kolei Arystoteles, że mężny człowiek postępuje szlachetnie, gdyż taki jest cel cnoty. Największym dowodem męstwa była gotowość najwyższej ofiary, czyli oddania życia, dlatego wg. Arystotelesa męstwo cechowało wojowników.
Teolog średniowieczny Tomasz z Akwinu pisał o dwojakim znaczeniu męstwa. Twierdził, że męstwo jest siłą duchową zdolną do przezwyciężania wszystkiego, co stanowi przeszkodę w osiąganiu dobra. Męstwo łączył z moralnością, jedną z czterech cnót kardynalnych. Pozostałymi cnotami była sprawiedliwość i umiarkowanie. Tomasz z Akwinu podporządkowywał męstwo mądrości. Jak pisał Tillich, doskonałe męstwo było wg. Tomasza z Akwinu darem Ducha Świętego i łączył je z chrześcijańskimi cnotami: z wiarą, nadzieją i miłością. Tillich podsumowując próbę zdefiniowania pojęcia męstwa stwierdził, że prowadzi to do alternatywy, że albo używamy terminu „męstwo”, jako jednej z cnót, albo w innej opcji, interpretuje się wiarę za pośrednictwem analizy męstwa. dowiedz się więcej »

Dlaczego Jezus mówił do swoich słuchaczy w przypowieściach? Czy Zbawiciel musiał wszystko komplikować ukrywając kwintesencję swej nauki w przypowieściach? Czy nie mógł po prostu uczynić wszystko prostszym i ujawnić, iż jest Mesjaszem, Synem Bożym i na potwierdzenie swych słów zrobić jakiś spektakularny cud i kazać na przykład jakieś wysokiej górze wznieść się na niebiosa, a następnie runąć do jeziora Tyberiadzkiego? Czy nie mógł jednym słowem unicestwić wszystkich rzymskich okupantów? Takie cuda i manifestacja Boskiej Mocy na pewno przekonałyby wszystkich, włącznie z faryzeuszami i saduceuszami. Po co było wszystko gmatwać i utrudniać sobie misję, jaką miał do wypełnienia? Jaki miały cel przypowieści, którymi raczył swoich słuchaczy?

Tajemnicę znaczenia podobieństw odkrywa Ewangelista Mateusz, który cytuje słowa Jezusa (13,11-17):
„I przystąpiwszy uczniowie, rzekli mu: Dlaczego mówisz do nich w podobieństwach? A On, odpowiadając, rzekł: Wam dane jest znać tajemnice Królestwa Niebios, ale tamtym nie jest dane. Albowiem temu, kto ma, będzie dane i obfitować będzie; a temu kto nie ma, i to, co ma, będzie odjęte. Dlatego w podobieństwach do nich mówię, bo, patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. I spełnia się na nich proroctwo Izajasza, które powiada: Będziecie stale słuchać, a nie będziecie rozumieli; będziecie ustawicznie patrzeć, a nie ujrzycie. Albowiem otępiało serce tego ludu, uszy ich dotknęła głuchota, oczy swe przymrużyli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, i sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, a Ja żebym ich nie uleczył. Ale
błogosławione oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą, Bo zaprawdę powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli.”

Podobnie mówił Ewangelista Marek, który napisał (4, 33 – 34), iż Jezus „ w wielu takich podobieństwach zwiastował im słowo stosownie do tego, jak mogli słuchać. A bez podobieństwa nie mówił do nich. Na osobności zaś wykładał uczniom swoim wszystko. „

Forma nauczania w przypowieściach to nie wynalazek Jezusa, albowiem była znana już starożytnym Izraelitom, czego przykładem jest przypowieść Jotama na górze Garizim (Sdz 9, 8-15), czy przypowieść króla Izraela Joasza skierowana do Amazajsza króla Judy (2 Krl 14,9). Celem przekazywania pewnych mądrości w przypowieściach Izraelitów, było zilustrowanie słuchaczom pewnej historii i samodzielnego poszukiwania jej znaczenia, odkrycia prawdy.
Jakie były przypowieści Jezusa? Czy ich cel był zbieżny ze starożytnym świadectwem tej formy przekazu?
Jezus korzystał ze staroizraelskiego sposobu nauczania. Mowy, które wygłaszał publicznie zawsze przesiąknięte były opowieściami z życia codziennego, w które wplatał ukrytą naukę, której sensu trzeba było poszukać. Przypowieści, które wygłaszał Chrystus miały charakterystyczny motyw przewodni, a mianowicie dotyczyły Królestwa Bożego, obecności Boga w życiu człowieka i Jego odwiecznego panowania nad światem, który stworzył.
Jezus wygłosił 35 przypowieści, które dotyczyły życia codziennego ludzi np. o siewcy, o chwaście, o skarbie, o robotnikach w winnicy, o drzewie, o miłosierny samarytaninie i inne. Każda z tych przypowieści ukrywała jakieś przesłanie moralne, które miało oddziaływać dydaktycznie i mądrościowo na słuchaczy. Kwintesencją przypowieści był parabolizm, czyli pewnego rodzaju zestawienie, równoległość dotycząca opowiadanej historii i właściwej myśli z niej wynikającej.
Jezus swoim licznie zebranym słuchaczom opowiadał wszystko w przypowieściach, natomiast uczniom na osobności wyjawiał znaczenie takiej przypowieści. Była to zatem kompilacja nauczania powszechnego i nauczania indywidualnego skierowanego do wąskiej grupy dwunastu uczniów. Jezus jednocześnie gloryfikował błogosławieństwo, dzięki, któremu uczniowie mogli poznać tajemnice Królestwa Bożego, o których marzyli prorocy, czy też sprawiedliwi Izraelici, a które były dla nich nie osiągalne.
Uczniowie Jezusa zostali obdarzeni przez Zbawiciela szczególnym błogosławieństwem, aby umieli dostrzec i zrozumieć sprawy Ducha. Zostali w ten sposób wyróżnieni, aby w przyszłości zainicjować powstanie i rozwój Kościoła chrześcijańskiego.

Przypowieści Jezusa miały bilateralne znaczenie. Tym, którzy uwierzyli Jezusowi, pomagały lepiej zrozumieć tajemnice Królestwa Bożego, a tym, którzy byli sceptyczni i Go potępiali, przypowieści nie niosły za sobą żadnego ukrytego przesłania. O tym napisał między innymi
Ewangelista Marek (4, 11-12), cytując Jezusa mówiącego, że tajemnica Królestwa Boga została dana uczniom, zaś osobom spoza ich kręgu, tajemnica jest przekazywana w przypowieściach.
Dlatego też osoby niewtajemniczone niczego nie widzą i nie rozumieją, co spowoduje, że się nie nawrócą a ich grzechy nie będą nigdy odpuszczone.

Co ukryte było w tajemnicy Królestwa Bożego? Jak napisał Paweł z Tarsu w Liście do Efezjan (3, 8-9), była to Ewangelia o niezgłębionym bogactwie Chrystusa i ukazanie działania tajemnicy ukrytej od wieków w Bogu, w Jezusie. Dzięki wierze Chrystusa Jego uczniowie mogą się bezpiecznie i ufnie przybliżyć do Boga, odsłonić jeden z Jego sekretów. Gdy apostołowie poznają miłość Chrystusa zostaną napełnieni całkowitą pełnią Boga (Ef3,19). Do pełnego zrozumienia prowadzą wiara i miłość, zaś brak ich wiedzie do jeszcze większego braku wiedzy, albowiem bez wiary i miłości człowiek staje się pustym naczyniem, które napełnia się nieczystościami tego świata.
Przypowieści nie można odczytać słuchem, rozumem, lecz sercem poprzez przyjęcie przez wiarę i miłość Ewangelii o Jezusie Chrystusie. Jeśli w sercu swoim ludzie uwierzą, że Bóg wskrzesił Jezusa z martwych i uznają Go za Pana, osiągną zbawienie, ponieważ sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej prowadzi do zbawienia. To proste zasady, które głosił Paweł z Tarsu.
Jezus Chrystus poprzez swoje przypowieści zaprasza wszystkich słuchaczy do udziału w Królestwie Bożym, którego obecność mogą poczuć poprzez Jezusa. Przypowieści tworzą swoisty most widzialny dla ludzi będący połączeniem pomiędzy życiem doczesnym a Królestwem Bożym. Most ten osiągalny jest dla uczniów Jezusa, który otrzymali błogosławieństwo poznania sensu przypowieści. To szczególne wyróżnienie, dostępne dla nich, nie było doceniane w czasach, gdy Jezus był wśród swoich uczniów. Dopiero po Jego śmierci i zmartwychwstaniu apostołowie tak naprawdę pojęli, jak szczególnym błogosławieństwem i wiedzą obdarzył ich Jezus.

Bibliografia:
Biblia Warszawska, Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne w Warszawie,
Przypowieści Jezusa. Wprowadzenie i objaśnienie, Ks.Antoni Paciorek, Wydawnictwo Edycja Świętego Pawła

Ikonoklazm i spór o ikonach.
Ikona, w języku greckim to εἰκών, eikón. Jest to obraz, który przedstawia wizerunek Jezusa Chrystusa, Matki Bożej, czy świętych, mający stanowić pomost pomiędzy strefą boską i doczesną, ludzką. W VI wieku ikony były bardzo rozpopularyzowane na Wschodzie. Podczas Soboru in Trullo zwołanego cesarza Justyniana II w Konstantynopolu na przełomie lat 691 i 692, wydano postanowienie nakazujące przedstawianie Chrystusa w ludzkiej postaci. Kult ikon usprawiedliwiała filozofia neoplatońska, które została zmodernizowana przez Jana z Damaszku, który stworzył teorię prototypu, jakim był dla niego przykładowo Jezus Chrystus. Z uwagi na to, iż prototyp i jego przedstawienie są w pewnym sensie identyczne, ikona została przedmiotem kultu i mogła działać cuda w zastępstwie za Jezusa, Maryję, czy świętych.

Początki kultu obrazów, ikon w chrześcijaństwie sięgają tradycji hellenistycznych. Grecy uważali, że wiele figur bożków jest magicznych i nie powstały z ręki człowieka, lecz zstąpiły z nieba. Oddawano im specjalną cześć, co odrzucało między innymi wiara Izraelitów w Jahwe, gdyż Bóg zabraniał im oddawanie czci innym bożkom (Wj 20,4; Pwt 4,16). Izraelici w przeciwieństwie do Greków nie posiadali żadnych obrazów, posągów, które miałyby odzwierciedlać rzekomy wizerunek Boga. Wcześniej w okresie monarchicznym w Królestwie Izraela i Królestwie Judy większość króli uprawiała bałwochwalstwo oddając cześć bogom asyryjskim i kananejskim, stawiając posągi Baala i Aszery, a Jeroboam czcił cielce, które umieścił w dwóch sanktuariach. Izraelici całkowicie odrzucili kult obrazów w czasach machabejskich, kiedy poczuli zagrożenie ze strony kultury helleńskiej. Pierwsi chrześcijanie w czasach apostołów, związani z tradycją starotestamentową Izraelitów, również nie uznawali, jakichkolwiek wizerunków Boga, Jezusa, jednakże z biegiem czasu późniejsi chrześcijanie liberalizowali swoje podejście, wzorując się na nurcie hellenistycznym. Podstawą zmiany światopoglądu religijnego było odwoływanie się do Listu do Kolosan, gdzie Jezus mówi o sobie, że jest „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1, 15), co według nich świadczyło, że Bóg ma swój wizerunek. Wraz z upływem lat w świątyniach i w domach wyższej warstwy społecznej – patrycjuszy zaczęły się pojawiać wizerunki chrześcijańskie.

Ikonolatria, ikonodulia, czyli kult ikon swój gwałtowny i spektakularny rozkwit odnotowały na przełomie przełomie VI i VII wieku. Klasztory tętniły wtedy życiem, a związane to było z pielgrzymkami do miejsc świętych, gdzie między innymi przechowywano ikony. Rozwijał się wtedy handel obrazami, naczyniami z malowidłami, amuletami. Uważano (podobnie, jak to było przed wiekami w starożytnej Grecji), że niektóre obrazy nie zostały namalowane ludzką ręką, ale przez samego Chrystusa. Przykładem była ikona „Świętego Oblicza” z Edessy. dowiedz się więcej »

Jezus wielokrotnie mówił „nie lękajcie się”. Tak było między innymi, gdy apostołowie wypłynęli łodzią nad Jezioro Genezaret i tam zaskoczyła ich burza. Jezus musiał uspokoić burzę i serca przerażonych uczniów (Mt 14, 27).
Na Górze Przemienienia, kiedy Jego uczniowie zobaczyli objawienie się Boga, przerazili się, ale Jezus uspokoił ich również słowami: „nie lękajcie się”. Chrystus nie chciał, aby spotkanie z Bogiem wiązało się dla uczniów z lękiem i przerażeniem.
W całym Piśmie Świętym Bóg wzywa nas  do wyzbycia się lęku, aż 365 razy, czyli tyle, ile liczy ziemski rok. Przez 365 dni w roku, przez całe nasze życie, powinniśmy zwalczać w sobie lęk, zastępując go ufnością i wiarą.

Lęk jest czymś naturalnym, uczuciem, które nas motywuje do walki lub do ucieczki, jednakże musimy nad nim panować, kontrolować go, aby nas nie paraliżował w codziennym życiu.
Lęk musi być jak mały płomień ogniska. Jeśli mamy nad nim kontrolę, to ognisko ogrzewa nas zawsze swoim blaskiem i jesteśmy bezpieczni. Jeżeli pozwolimy płomieniowi się rozprzestrzenić, to wybuchnie pożar, który ogarnie wszystko, a wtedy spłoniemy. Niekontrolowany ogień symbolizuje paniczny lęk, który zawładnął nami bez reszty, uniemożliwiając działanie. Musimy kontrolować płomień, a wtedy zapanujemy nad lękiem.
W obliczu lęku najlepiej kierować swoje myśli do Boga. W Nim znajdziemy zawsze swoje pocieszenie i siłę. Jezus da nam moc pokonania lęku i wątpliwości.
Każdy człowiek się czegoś boi. Tajemnica panowania nad  lękiem tkwi w kontroli swojego umysłu. Jeżeli panuje w nim Pokój Boży, to zawsze pokonamy lęk, albowiem, ”jeśli Bóg z nami, to któż przeciw nam?”(Rz 8, 30-31).

W dzisiejszych czasach ludzie świadomie eliminują w swoim życiu, jakiekolwiek konstruktywne wartości. Liczą się tylko pieniądze, seks, kariera i przyziemne przyjemności. Każdy człowiek podświadomie myśli, że jest nieśmiertelny, a tymczasem śmierć codziennie wyciąga swoje ręce po ludzi, którzy się tego absolutnie nie spodziewają. Spójrzcie na jakikolwiek cmentarz, na groby, w których spoczywają ciała rozmaitych ludzi. Zastanówcie się, za czym ci ludzie tak bezustannie pędzili, jakie mieli zmartwienia, co ich cieszyło, jaki mieli cel życia i czy wszyscy mieli Boga w sercach?
Powszechnie kupujemy drogą odzież, nabywamy szereg zbędnych i kosztownych przedmiotów, aż pewnego dnia wszystko się nagle kończy. Na drugi świat, tak jak to śpiewa Zakopower, wszyscy „ludzie pójdą boso”. Wszystkie rzeczy materialne, które człowiek z taką pieczołowitością gromadził przez całe swoje życie, zostaną tutaj na ziemi. Rodzina najczęściej się ich pozbywa, wydaje odzież lub ją wyrzuca, podobnie jak osobiste rzeczy zmarłego. Nasze samochody z czasem są sprzedawane i w końcu wszystkie lądują na złomowiskach, a drogi sprzęt na wysypiskach śmieci. A więc, po co to wszystko robić? Po co gromadzić niezliczoną ilość przedmiotów, ubrań i pieniędzy? Stajemy się przez to lepsi, bardziej dowartościowani? Nie, albowiem wszyscy wpadamy w pułapkę zastawioną przez fałszywego boga, jakim są pieniądze. Nasze życie to nieustanna pogoń za pieniędzmi, które stawiamy wyżej od Boga, naszego Stwórcy i Odkupiciela. Poświęcamy Bożą miłość, rodzinę, wolny czas i spokój dla tych „nędznych srebrników”, których do grobu ze sobą nie zabierzemy. One się stają naszym celem życia.
Dlaczego bogiem dla człowieka stają się właśnie pieniądze? Dlaczego ludzie tak pożądają pieniędzy i coraz częściej chcą być na siłę nowocześni i gloryfikując ateizm, dewiacje, morderstwa, w imię jakiś chorych, liberalnych racji, stojących w opozycji do Pisma Świętego?
Bóg jest tylko jeden. Bóg jest miłością, Bóg jest miłosierdziem, nadzieją, wolnością i zbawieniem. Szanujmy wiarę i ludzi. Pielęgnujmy chrześcijańskie wartości. I przede wszystkim, zawsze i wszędzie pamiętajmy o pierwszym przykazaniu – „Nie będziesz miał innych Bogów obok mnie”!

Archikolegiata w Tumie

Jeśli macie chwilę czasu w okresie wakacyjnym, to polecam wyprawę w okolice Łęczycy. Znajduje się tutaj piękna Kolegiata w Tumie, której powstanie datuje się w pierwotnej postaci na 997 roku. To jeden z najstarszych obiektów sakralnych w Polsce.W 1140 roku znajdujące się tu opactwo benedyktynów przeniesiono do Mogilna, a na fundamencie postawiono obecną Kolegiatę.
W 1241 roku nie zdołali jej zdobyć Tatarzy, ale pół wieku później zdobyli ja jednak Litwini mordując ludzi, którzy się tam schronili. W XIV wieku dwukrotnie Kolegiata była najeżdżana przez Krzyżaków. W 1705 roku podczas najazdu Szwedów Kolegiata została zniszczona, a potem mozolnie odbudowywana. Podczas drugiej wojny światowej Kolegiata została zdewastowana i splądrowana przez Niemców.. Dopiero w 1947 roku rozpoczęto odbudowę kościoła.
Warto tutaj zajrzeć, gdyż Kolegiata w Tumie to nie tylko olbrzymi kościół, ale też wspaniała budowla obronna.
Polecam wszystkim, których fascynują historyczne obiekty sakralne 🙏

Recenzja książki Obermann H.A.”Marcin Luter. Człowiek między Bogiem a diabłem”

Jedną z ciekawszych pozycji dotyczących „Ojca Reformacji” Marcina Lutra jest wydana w 1996 roku książka holenderskiego historyka i luterańskiego teologa Heiko Obermana. Pisarz przedstawił nam obrazowo i bardzo przekonywujący wizerunek księdza Marcina Lutra. Autor ukazał nam w książce księdza Marcina Lutra, jako genialnego, błyskotliwego teologa, ale jednocześnie, jako prawdziwego człowieka „z krwi i kości”, który ma też problemy natury codziennej. Jest to niesamowite świadectwo, które uwidacznia nam, iż życie i myśli Marcina Lutra są jak najbardziej adekwatne współczesnym czasom i niosą za sobą uniwersalne, ewangeliczne przesłanie.

Oberman przedstawia nam interpersonalne zmagania Lutra jeszcze przed decyzją o wstąpieniu do klasztoru, która nie była wynikiem jednorazowego przeżycia, lecz długotrwałego namysłu Lutra nad swoją przyszłością, duchowością i zbawieniem. Holenderski teolog prowadząc nas przez swoją książkę, ukazuje nam etykę Lutra, a także fakt, jak ważne w jego etyce miejsce zajmują, takie gesty miłosierdzia, jak przebaczenie i pojednanie. „Prawo, które karze winnego, powinno być łagodzone przez miłość. Z kolei miłość i pojednanie najlepiej można praktykować na łonie rodziny” (por. „Marcin Luter. Człowiek między Bogiem a diabłem”. cyt., s. 210)
Heiko A. Oberman w swojej książce „Marcin Luter człowiek między Bogiem na diabłem” ukazuje nam wewnętrzną walkę Lutra, jego przeżycia, doświadczenia. Reformator przedstawiony zostaje nam, jako człowiek znajdujący się między Bogiem a diabłem. W tej właśnie perspektywie Oberman ukazuje wszystkie znaczące wydarzenia teologiczne w życiu Lutra, a także zagrożenia, z jakimi musiała się zmierzyć Reformacja po śmierci wittenberskiego zakonnika. Oberman przywraca obraz Marcina Lutra, który nie urodził się ani świętym, ani też heretykiem, lecz poprzez swoje doświadczenia i wiedzę staje się szczególną osobą dla historii Kościoła chrześcijańskiego – wielkim Reformatorem. Oberman nie kanonizował jednak Lutra, wspominając też jego wystąpienia antychłopskie i antysemickie. Pisarz ukazuje go dość obiektywnie, z jego zaletami i wadami, ze słabościami i siłą. Poznajemy jego sposób myślenia, reagowania, dosadny język, sposób wypowiadania się, żartowania. dowiedz się więcej »

Powered by ST.