Wpisy z: sierpień, 2021


Po śmierci bliskiej osoby wokół żałoby często pojawia się milczenie. Ludzie nie wiedzą, czy wypada wspominać zmarłego, czy nie sprawią tym dodatkowego bólu, czy nie „rozdrapią ran”. Z dobrych intencji zaczynają więc omijać temat, unikać imienia osoby, która odeszła, i zachowywać się tak, jakby najlepiej było mówić o wszystkim innym. Tymczasem dla człowieka w żałobie takie milczenie bywa bardzo bolesne. Może sprawiać wrażenie, jakby ukochana osoba nagle zniknęła nie tylko z życia, ale także z pamięci innych.

Pamięć jest jednym ze sposobów przeżywania miłości po stracie. Człowiek, który odszedł, nie przestaje być częścią historii rodziny, przyjaźni, wspólnoty czy osobistego życia tych, którzy go kochali. Nieobecność fizyczna nie usuwa znaczenia relacji. Dlatego mówienie o zmarłych może być ważnym elementem żałoby. Nie chodzi o zatrzymywanie się w przeszłości ani o nieustanne rozdrapywanie bólu, lecz o uznanie, że ta osoba była ważna, zostawiła ślad i nadal ma miejsce w pamięci.

Dla osoby po stracie możliwość wypowiedzenia imienia zmarłego, opowiedzenia wspomnienia, powrotu do wspólnych chwil albo usłyszenia od kogoś: „pamiętam go”, „pamiętam ją”, może być bardzo cenna. Takie słowa pokazują, że zmarły nie został wymazany. Że jego życie miało znaczenie nie tylko dla najbliższych. Że inni także coś zawdzięczają jego obecności, dobroci, pracy, rozmowom albo zwykłym codziennym gestom.

Czasami ludzie boją się wspominać zmarłego, bo widzą łzy osoby w żałobie. Myślą wtedy: „niepotrzebnie to powiedziałem”, „sprawiłem jej ból”, „lepiej było milczeć”. Ale łzy nie zawsze oznaczają, że wspomnienie zaszkodziło. Czasem są naturalną reakcją na miłość, tęsknotę i wzruszenie. Ból w żałobie i tak jest obecny. Wspomnienie go nie tworzy, lecz pozwala mu znaleźć ludzki wyraz. Milczenie nie zawsze chroni przed cierpieniem. Czasem tylko pogłębia samotność.

Mówienie o zmarłych pomaga także zachować ciągłość życia. Śmierć wprowadza bolesne przerwanie, ale pamięć tworzy most między tym, co było, a tym, co trwa. Człowiek uczy się żyć dalej, nie dlatego, że zapomina, lecz dlatego, że stopniowo znajduje nowe miejsce dla miłości, której nie da się już wyrazić w codziennej obecności. Wspomnienia, zdjęcia, opowieści, rocznice, modlitwa, zapalenie świecy, odwiedzenie grobu — wszystko to może być częścią procesu, w którym strata nie zostaje wyparta, lecz oswojona.

Pamięć może leczyć, ponieważ przywraca zmarłemu pełniejszy obraz. Po śmierci, zwłaszcza nagłej albo bolesnej, ostatnie chwile mogą przesłonić całe życie. Człowiek zapamiętuje chorobę, cierpienie, szpital, wypadek, telefon z tragiczną wiadomością albo moment pożegnania. Wspomnienia pomagają zobaczyć więcej: śmiech, rozmowy, dobro, wspólne dni, zwyczajne gesty, charakter, słowa, które zostały w sercu. Dzięki temu zmarły nie zostaje sprowadzony wyłącznie do momentu śmierci.

Warto także pozwolić osobie w żałobie powtarzać te same historie. Dla otoczenia mogą one brzmieć znajomo, ale dla cierpiącego człowieka ich opowiadanie ma znaczenie. Jest próbą uporządkowania straty, zatrzymania więzi, nadania kształtu temu, co się wydarzyło. Nie trzeba za każdym razem odpowiadać czymś nowym. Czasem wystarczy słuchać z cierpliwością, bez przerywania i bez zmieniania tematu.

Pamięć o zmarłych jest szczególnie ważna w rocznice, święta, urodziny i dni, które wcześniej były wspólne. Dla wielu osób są to momenty wyjątkowo trudne. Warto wtedy napisać krótką wiadomość, zadzwonić albo powiedzieć: „pamiętam, że to dzisiaj może być dla Ciebie bolesne”. Taki gest nie musi być wielki. Czasem jedno zdanie wystarczy, aby ktoś poczuł, że nie jest sam ze swoją pamięcią.

Oczywiście trzeba zachować delikatność. Nie każdy chce rozmawiać w tym samym momencie i w ten sam sposób. Niektórzy potrzebują wspomnień, inni ciszy. Dlatego warto pytać, słuchać i obserwować. Można powiedzieć: „jeśli chcesz, możemy o nim porozmawiać” albo „jeśli wolisz dzisiaj milczeć, też jestem obok”. Chodzi nie o narzucanie wspomnień, lecz o stworzenie bezpiecznej przestrzeni, w której pamięć może wybrzmieć.

Mówienie o zmarłych jest także formą szacunku wobec ich życia. Człowiek nie jest tylko datą urodzenia i śmierci. Jest historią dobra, relacji, wyborów, pracy, słów, obecności i wpływu na innych. Kiedy wspominamy zmarłych, uznajemy, że ich życie miało sens i zostawiło ślad. To ważne nie tylko dla najbliższych, ale także dla wspólnoty, która uczy się wdzięczności, pamięci i szacunku wobec ludzkiej kruchości.

Pamięć nie usuwa żałoby. Nie cofa śmierci i nie sprawia, że pustka przestaje boleć. Może jednak sprawić, że ból nie będzie samotny i niemy. Może pomóc przejść od samego doświadczenia utraty do wdzięczności za życie osoby, która odeszła. Może nauczyć, że miłość nie kończy się w chwili śmierci, choć zmienia swoją formę.

Dlatego warto mówić o zmarłych. Warto wypowiadać ich imiona, przywoływać dobro, które zostawili, i pozwalać bliskim przeżywać pamięć bez wstydu. Żałoba potrzebuje łez, ciszy i czasu, ale potrzebuje także wspomnień. Bo człowiek naprawdę umiera w życiu społecznym dopiero wtedy, gdy nikt już o nim nie mówi, nikt go nie wspomina i nikt nie niesie dalej dobra, które po nim zostało.

Lęk przed oceną jest jednym z tych lęków, które potrafią bardzo mocno wpływać na codzienne życie. Człowiek może bać się nie tylko jawnej krytyki, ale także spojrzeń, komentarzy, domysłów i tego, co inni mogą o nim pomyśleć. Czasami wystarczy sama możliwość oceny, aby pojawiło się napięcie, wycofanie i niepewność. Wtedy cudze spojrzenie zaczyna mieć większą władzę nad człowiekiem niż jego własne sumienie, rozsądek i poczucie wartości.

Taki lęk często rodzi się z potrzeby akceptacji. Każdy człowiek chce być przyjęty, zrozumiany i potraktowany z szacunkiem. To naturalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy potrzeba akceptacji staje się zależnością od opinii innych. Człowiek przestaje pytać, co jest prawdziwe, dobre i zgodne z jego przekonaniami, a zaczyna pytać przede wszystkim: „jak to zostanie odebrane?”, „co powiedzą inni?”, „czy nie zostanę odrzucony?”.

Lęk przed oceną może prowadzić do ciągłego kontrolowania siebie. Człowiek analizuje każde słowo, gest, decyzję i zachowanie. Zastanawia się, czy nie powiedział za dużo, czy nie zabrzmiał źle, czy ktoś nie zinterpretował jego intencji w niewłaściwy sposób. Takie życie w stałym napięciu jest bardzo wyczerpujące. Zamiast swobodnie uczestniczyć w relacjach, człowiek zaczyna funkcjonować tak, jakby stale stał przed komisją oceniającą. dowiedz się więcej »

Czytając Ewangelie, łatwo zapomnieć, że Jezus nie przemawiał do współczesnych Europejczyków, lecz przede wszystkim do Żydów żyjących w Palestynie w I wieku. Jego słowa, gesty, przypowieści oraz spory religijne były osadzone w konkretnym świecie: w historii Izraela, Prawie Mojżeszowym, nauczaniu proroków, tradycji synagogalnej i oczekiwaniu na przyjście Mesjasza. Bez poznania tego środowiska wiele wypowiedzi Jezusa może zostać spłyconych albo błędnie zrozumianych.

Jezus był Żydem nie tylko ze względu na swoje pochodzenie. Żył jak członek narodu izraelskiego. Został obrzezany, chodził do synagogi, pielgrzymował do Jerozolimy, obchodził Paschę i inne święta oraz cytował Pismo Święte Izraela. Nazywano Go „Rabbi”, czyli Nauczycielem. Jego uczniowie również byli Żydami, a większość pierwszych sporów dotyczących Jego działalności rozgrywała się wewnątrz żydowskiego świata religijnego.

Niekiedy przedstawia się Jezusa tak, jakby wystąpił przeciwko całemu judaizmowi i zamierzał od początku stworzyć całkowicie nową religię. Taki obraz jest zbyt uproszczony. Jezus krytykował obłudę, nadużywanie autorytetu, legalizm pozbawiony miłosierdzia oraz zastępowanie Bożych przykazań ludzkimi tradycjami. Nie oznacza to jednak odrzucenia całego dziedzictwa Izraela. dowiedz się więcej »

Wspominam moich dziadków, Magdalenę i Leona Banasik z Łęczycy, którzy odeszli do domu Pana. Poznali się podczas okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej i byli zgodnym i kochającym się małżeństwem przez kilkadziesiąt lat, wychowując czwórkę dzieci i wielu wnuków.
Jestem świadomy, że śmierć nie jest naszym końcem, jest tylko podróżą do Królestwa Niebieskiego. Od momentu narodzin, dzień za dniem idziemy wciąż naprzód i nieuchronnie zbliżamy się do Boga. Wszystko ma swój początek i wszystko ma też swój koniec, także każdy z nas, któregoś dnia opuści swoją ziemską powłokę i uda się w wędrówkę do Królestwa Bożego.
Jezus Chrystus jest naszą Drogą, Prawdą i Życiem. Jest obietnicą, nadzieją, zmartwychwstaniem i życiem wiecznym. Każdy człowiek, który wierzy w Jezusa i przestrzega Jego słów, choćby umarł żyć będzie.
Jezus Chrystus pokazał nam drogę, dał nam przykład i objawił nam Prawdę o życiu i śmierci. Nie lękajmy się, bo On jest naszą Mocą, Pieśnią i Zbawieniem.

Boże, nasz Ojcze, w każdej chwili obdarowujesz nas życiem i na wieki nie przestaniesz tego czynić. Ty jesteś Miłością, a więc i śmierć ciała, jako kara za grzech pierworodny, jest na nas dopuszczona przez Miłość dla naszego dobra. Bądź więc uwielbiony w śmierci naszego ciała i w przyszłym jego zmartwychwstaniu.
Wierzę, że śmierć to Twój potężny i piękny Anioł, posłuszny Twojej woli, który w odpowiednim dniu wyprowadza duszę z ciała i prowadzi ją przed Twoje oblicze. Śmierć jest więc przyjaciółką posłaną przez Miłość do tych, którzy kochają (chociaż także do tych, którzy Ciebie nienawidzą).
Panie Boże, miłosierny Ojcze bądź dzisiaj z moimi bliskmi, którzy wspominają moich dziadków. Utul ich swoim Ojcowskim ciepłem i daj obietnicę życia wiecznego. Wiem, że śmierć jest drogą do ciebie, a więc do wiecznej miłości i szczęścia. Zadaje jednak ona ból nam pozostającym na ziemi, otwiera w nas głęboką ranę, gdyż odchodzący mają w naszym sercu swoje – nie do zastąpienia przez kogokolwiek z ludzi – miejsce Czy sam nie znasz tej rany? Chociaż jesteś Bogiem, a więc Pełnią Szczęścia, czyż nie cierpiałeś najwięcej ze wszystkich, gdy Twój Syn Jedyny umierał na krzyżu…? Dobrze więc rozumiesz  ból po stracie. Zapisz ten ból w swoim Ojcowskim sercu jako mój i krzyż, który teraz niosę i Tobie ofiaruję…Amen.

Powered by ST.