Archiwum dla: K-1


Wspomnienie: Alistair Overeem w Polsce!

Treningi z mistrzem świata w K-1, czołowym zawodnikiem MMA w wadze ciężkiej, pretendentem do pasa mistrzowskiego organizacji UFC – Alistair’em Overeem, podczas jego pobytu w Polsce ( Warszawa, Olsztyn, Częstochowa).

1 Kamil Bazelak, Mirosław Okniński, Alistair Overeem 2 Kamil Bazelak, Alistair Overeem 3 Kamil Bazelak, Alistair Overeem 4 Kamil Bazelak, Alistair Overeem 5 Kamil Bazelak, Alistair Overeem

Międzynarodowy Puchar Polski Furo Karate

12 lutego o godzinie 10:00 rozpocznie się otwarty Międzynarodowy Puchar Polski Furo Karate w Wiśniowej Górze. Przewidywana jest rywalizacja dzieci w przedziale wiekowym 5-10 lat, juniorów 11-17 lat, seniorów 18-39 lat i weteranów +40 lat i +50 lat.

Międzynarodowy-Puchar-Polski-Furo-Karate

Rozegrane zostaną następujące formuły walki:
1.Furo Grappling (dzieci, młodzież, seniorzy, weterani)
2.Kumite semi knock-down (młodzież, dorośli)
3.K-1 (seniorzy)
4.Furo Full Ruls (formuła MMA) – seniorzy

Wszystkie walki odbywać się będą w oktagonie. Wpisowe na zawody (35zł).
Zgłoszenia klubów, zawodników prosmy wysyłać w terminie zawitym najpóźniej do 2 lutego na e-mail: valetudopromotion@gmail.com lub furokarate@gmail.com.
W zgłoszeniu podajemy imię i nazwisko, klub, wiek, wagę i stopień w karate.

Największy rodzimy portal nazywa go wschodzącą gwiazdą polskiej prawicy. Nie boi się głosić jasno sprecyzowanych poglądów. Popiera tezę o zamachu Smoleńskim, Wałęsę nazywa „Bolkiem”, „Pokłosie” i „Idę” – obrazoburczymi dziełami. Bez ceregieli ruga lewicowe środowiska. Pisze, że wychowują one legiony zboczeńców. Radykalizm słono go kosztuje. Przez dosadnie formułowane przekonań wypadł z rozpiski pożegnalnej gali Andrzeja Gołoty. Jak sam jednak podkreśla, nie zamierza sprzeniewierzać ideałów w imię sportowej kariery.

 

Kamil Bazelak to człowiek głęboko zatroskany o losy naszego kraju. „Vanderlei” (ringowy przydomek na cześć legendy sportów walki Wanderleia Silvy) doskonale zna rodzimą historię. Studiuje ją regularne, równocześnie z naukami Chrystusa. Krytycznym okiem spogląda na zachodzące polityczne i społeczne zmiany. Nie obawia się oceniać działań rządzących obozów, powtarza, że jedną władzę w jego życiu stanowi Bóg („To do Niego należy i od Niego pochodzi”).

Nie zawsze w identyczny sposób postrzegał otaczający świat. W połowie zeszłego dziesięciolecia ganiał się po mieście z Mariuszem Pudzianowskim (mierzył się z nim także na zawodach Strongman). „Byłem zaślepiony bezrozumną nienawiścią” – przyznaje. Pisząc o wrogim sobie dziś uczuciu, cytuje Pismo Święte: „Każdy kto nienawidzi brata swego, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie ma w sobie życia wiecznego”. Obecnie nie zamierza wzbudzać swoją postawą jakichkolwiek negatywnych emocji. Mówi, że przed walką unika nawet kontaktu wzrokowego z przeciwnikiem, nie chcąc go sprowokować.

40-latek bierze na klatę 240 kilo i ma czarny pas karate. Nie zamierzam z nim niemniej rozmawiać o zacięciu do MMA, K-1, czy wrestlingu.

Od kilku dni z głowy nie mogą mi wylecieć słowa Victora Orbana. Człowiek, który uwolnił Węgry od wrogiego socjalizmu (obecny premier Madziarów) wstrząśnięty ostatnimi atakami terrorystycznymi w Paryżu zwrócił się w stronę naszego kraju: „Jeżeli naród największych bohaterów – polski naród – się nie obudzi, to Europa za 15 lat będzie islamska”.

Orban doskonale zna zapis naszych dziejów. Wie, że 12 września 1683 roku armia Jana III Sobieskiego rozbiła pod Wiedniem potężne wojska wezyra Kara Mustafy, zapobiegając tym samym islamizacji Starego Kontynentu. Jest świadom, iż 10 lat wcześniej świętowaliśmy swój największy militarny sukces studząc zapędy Imperium Osmańskiego. Dlaczego tak niewielu rodaków zna datę bitwy pod Chocimiem? Jak to możliwe, że chętniej wspominamy dziś morderczą Obronę Częstochowy? Dlaczego nie miewamy snów o potędze i często zapominamy o złotym polskim XVI wieku? Czy kolejne stulecie było dla nas wyłącznie krwawym okresem zmarnowanych szans? Czemu większą estymą darzymy Jana Kazimierza, niż Stanisława Żółkiewskiego – gościa, który zdobył Moskwę i w zasadzie w pojedynkę wskazał cara?

Aż wreszcie.

Czy współczesną „Odprawę posłów greckich” dałoby się w ogóle czytać?

Jesteśmy świeżo po obchodach 97. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Tak donośne święto skłania do refleksji i mnoży palące historyczne zagadnienia. Piątkowe zdarzenia potęgują pytania. Jaka czeka nas przyszłość? Pomimo licznych represji przetrwaliśmy 123 lata niewoli. Musimy zrobić wszystko, aby Rzeczpospolita już nigdy więcej nie zniknęła z mapy świata.

***

Hubert Kęska: Przed tygodniem świętowaliśmy 97. rocznicę odzyskania niepodległości. Jest Pan dumny z historii naszego kraju?

Kamil Bazelak: Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Że urodziłem się tu, na tej ziemi. Że w tym kraju mieszkam, pracuję, mogę realizować swoje pasje i marzenia. Nasza historia również napawa mnie dumą, choć na pewno nie wszystkie jej elementy. Nie wspominam z podziwem kolaboracji podczas drugiej wojny światowej. Uważam, że w czasie komunizmu ujawniły się najgorsze ludzkie cechy. To były dwa haniebne okresy w dziejach Polski.

H.K.: To niezłomna wiara pozwoliła nam przetrwać komunizm?

K.B.: Zdecydowanie tak. Przede wszystkim wiara. Byli ludzie, którzy tę wiarę w nas krzewili, umacniali. Mówię w tym kontekście m.in. o księdzu Popiełuszce, prałacie Jankowskim, kardynale Wyszyńskim, Janie Pawle II. W czasach komunistycznych ludzie z wielką przyjemnością chodzili do kościoła. To było niesamowite. Grono wiernych, chociaż pokaźne, wciąż się rozrastało. Wiernych, którzy żyli zgodnie z wartościami głoszonymi przez kościół. Byliśmy uciskani i kierowaliśmy swoje serca w stronę Boga.

H.K.: Pan w pełni zawierzył naukom Jezusa Chrystusa dziewięć lat temu, po długiej rozmowie z zaprzyjaźnionym księdzem. Wtedy po raz pierwszy sięgnął Pan po Ewangelię. Dziś Kamil Bazelak kojarzy się z zagorzałym chrześcijaninem.

K.B.: Jestem protestantem, który hołduje uniwersalnym wartościom katolickim. W kościele rzymskokatolickim większość wiernych jest dla siebie anonimowa. Przedstawiciele kościoła protestanckiego za to, spotykają się po nabożeństwach na „Herbatkach parafialnych, „Obiadach diakonijnych”. Dyskutują. To bardziej zwarta, zżyta grupa ludzi. Z drugiej strony, wśród protestantów nie brakuje osób, które w tak naprawdę odeszły od Boga. Proszę zwrócić uwagę na to, co dzieje się teraz w prawosławnym kościele szwedzkim. Biskupem jest tam kobieta. Kobieta żyjąca w związku z inną reprezentantką płci przeciwnej. Lesbijka. To porażające! Takiej liberalizacji religii zupełnie nie popieram. Dla mnie to nie jest już nawet chrześcijanka.

H.K.: Podziwia Pan Mieszka I, który pragnąc uniknąć siłowej chrystianizacji i faktycznego podboju polskich ziem przez Cesarstwo Niemieckie, uprzedził ruch zachodu i ożenił się z czeską księżniczką? Musiał jednocześnie zrezygnować z wygodnego życia u boku sześciu pięknych żon.

K.B.: Mieszko żył w grzechu. Nie wnikam, jakie były pobudki przyjęcia przez niego chrześcijaństwa. Formalizując związek z Dobrawą natomiast, z pewnością postąpił słusznie.

H.K.: 4 listopada Rosja obchodziła święto Jedności Narodowej. Rocznicę upamiętniającą zdobycie Kremla moskiewskiego i zakończenie okresu Wielkiej Smuty. Polacy panowali na Kremlu po zwycięstwie pod Kłuszynem. Zygmunt III Waza mógł mieć we władaniu i Rosję, i Szwecję (był jej prawnym sukcesorem), a skończył z niczym. Ostatecznie nie zgodził się, aby jego syn Władysław (miał zostać carem) przeszedł na prawosławie. Mało tego, postanowił nawracać Rosjan na wiarę katolicką. To spotkało się ze sporym sprzeciwem tubylców. Wybuchło ogólnonarodowe powstanie, które zapoczątkowało panowanie dynastii Romanowów. Zatwardziała katolicka postawa polskiego króla Panu imponuje? Czy był to po prostu strategiczny błąd?

K.B.: Wydaje mi się, że to był błąd. Od 2006 roku dokładnie studiuję Pismo Święte, analizuje poszczególne fragmenty nauk Jezusa i wiem, że nie stworzył On tylko jednego wyznania. Wszyscy jesteśmy chrześcijanami. Katolicyzm, protestantyzm, prawosławie – to są odłamy. Wierzę w jedność chrześcijan. Dla każdego z nas Jezus Chrystus jest Bogiem. Jeżeli w niego wierzysz, będziesz zbawiony. Poza tym, nakłanianie kogoś na siłę do zmiany religii to niewłaściwe podejście.

H.K.: Przedstawiciel polskiego mesjanizmu Adam Mickiewicz pisał w „Dziadach”, że Polska była przez wieki „Chrystusem narodów”. Że nasza ojczyzna wzorem syna Bożego została skazana na niezawinione cierpienie. Powinniśmy szczycić się tym, że udało się nam przeżyć? Podkreślać to historyczne męczeństwo? Czy wprost przeciwnie, starać się z tym nie obnosić i myśleć o sobie jako o narodzie zwycięzców?

K.B.: Nie powinniśmy się skarżyć. Nie można zapominać o krzywdach, jakich doświadczali nasi przodkowie, ale apoteozować, gloryfikować należy bardziej wzniosłe momenty historii, wielkie zwycięstwa Polaków.

H.K.: Podczas słynnego kazania na górze Jezus przemówił do zgromadzonych słowami: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie”. Zastanawiam się, czy takie postrzeganie świata nie staje się dziś dla masy ludzi tanim usprawiedliwieniem pogodzenia z losem, zaprzestania dążenia do samodoskonalenia, rozwoju?

K.B.: Jeżeli zubożałe rodziny usprawiedliwiają swoje kiepskie położenie trudną historią, to… poniekąd mają rację. Większość z nich przeżyło kilkadziesiąt lat sowieckiej niewoli. Polacy byli wtedy prześladowani, patrioci sądzeni, następnie skazywani na karę więzienia, torturowani, zabijani. To wszystko zostawia ślad, kładzie cień na życie w naszym kraju. Fakt, iż trzykrotnie byliśmy pod zaborami także nie pozostaje bez wpływu na pokolenia Polaków.

Inna sprawa, że nasza mentalność jest różnorodna. Od szlachty, przez czasy zaborów, aż po dzień dzisiejszy wielu rodaków kieruje się w życiu antywartościami. Mamy w sobie dużo zazdrości, zawiści –  niepożądanych, pejoratywnych cech. Jak na dłoni widać to za granicą. Emigranci w straszny sposób traktują swoich krajan.

Trzeba mieć świadomość historii, tego co doświadczyliśmy, ale należy żyć życiem teraźniejszym.

H.K.: Termin „Gloria victis” jest dla Pana szczególnie ważny. Janusz Korwin-Mikke uważa zaś, że pojęcie to powinno być zakazane. Że przejęliśmy je od Żydów, który wychwalają swoich poległych przodków broniących Masady i Jerozolimy. Europoseł mówi wprost: „Nie wolno nam mówić o przegranym Powstaniu Warszawskim, Powstaniu Listopadowym i innych klęskach”. Podaje przy tym obrazowy przykład: „Bokserowi przed walką nie mówi się jak dostał po mordzie, tylko przypomina mu się, jak dołożył innym. I tak trzeba ludzi wychowywać – świętować zwycięstwa, a nie dotkliwe przegrane”.

K.B.: Za niektórymi poglądami Janusza Korwin-Mikkego stoję murem. Tutaj akurat się myli. Nie można porównywać wolnościowych powstań z walką bokserską. Absolutnie! Wiadomo, że przed pięściarskim pojedynkiem człowiek wtłacza do głowy wyłącznie mega pozytywne myśli. Tyle że my nie jesteśmy w trakcie wojny, z nikim jej nie prowadzimy! Tym mocniej musimy pamiętać o tym, co przeżyli nasi bohaterowie podczas Powstania Warszawskiego. Jak walczyli o naszą niepodległość, jak byli mordowani.

H.K.: Radosław Sikorski twierdzi, że Powstanie Warszawskie było narodową katastrofą. Rafał Ziemkiewicz nazywa je pięknym samobójstwem. Gdy spytałem o sens wybuchu Powstania silnie związanego z Ruchem Narodowym wybitnego szermierza Ryszarda Parulskiego, odrzekł: „Z jednej strony, powstanie pochłonęło 200 tys. ofiar, doszczętnemu zniszczeniu uległ narodowy dobytek. Ja straciłem w nim matkę. Z drugiej jednak, takie wydarzenia budują tożsamość. Wie Pan czym różnimy się od narodu czeskiego? U nas legendą obrosły historie Wołodyjowskiego, Skrzetuskiego, Kmicica. A u nich za bohatera narodowego robi dobry wojak Szwejk”. Ma Pan podobny ogląd na temat nieudanych narodowościowych zrywów?

K.B.: Dokładnie, w pełni zgadzam się z panem Parulskim. Powstanie Warszawskie było potrzebne, niezależnie od tego ile ofiar pochłonęło. Przez moment odzyskaliśmy upragnioną niepodległość, byliśmy wolni. Ludzie oddawali za innych życie, dominowało braterstwo. To był okres budowania silnej świadomości narodowej, patriotyzmu. Był on bardzo widoczny nie tylko w relacjach między powstańcami, ale także normalnymi ludźmi. To było coś niesamowitego, dlatego jestem dumny z tego wydarzenia. Nie raz myślałem jak bardzo chciałbym żyć w tamtych czasach. Naprawdę, mimo wszystko, chciałbym doświadczyć takiego zjednoczenia, mobilizacji, walki w konspiracji. Darzę wielką atencją żołnierzy Armii Krajowej i innych bohaterów, którzy przeżyli ten piekielnie trudny zryw.

H.K.: Mówiliśmy o uciemiężeniu rodaków, ciężkich chwilach Polski. Porozmawiajmy teraz o wielkich zwycięstwach. Zwycięstwach, którymi przysłużyliśmy się całej Europie. Cud nad Wisłą 1920. Dzięki wygranej Bitwie Warszawskiej uratowaliśmy zachodnią część kontynentu przed rozlewem komunizmu i rozprzestrzenieniem władzy bolszewików. Przedwojenny brytyjski dyplomata Edgar Vincent D’Abernon zalicza opisaną konfrontację do piętnastu przełomowych w dziejach świata. Dlaczego Pana zdaniem dopiero niedawno zaczęto mówić o niej głośniej, szerzej? Pamiętam lekcje historii w szkole – krótka wzmianka, 15 minut. Szach-mat, kolejny temat.  

K.B.: Sam uczęszczałem do podstawówki w czasach głębokiego komunizmu. Historia była wówczas tak przekłamana, że w rzeczywistości uczyłem się jej wysłuchując relacji ojca i dziadka. Dziadek – podobnie jak bracia – służył w partyzantce, był łącznikiem AK. Jego opowieści otworzyły mi oczy i pozwoliły zupełnie inaczej spojrzeć na przeszłość. W szkole uczono mnie, że Rosjanie są naszymi przyjaciółmi. Że Katyń to zbrodnia niemiecka. Okropna obłuda! Miałem świadomość tego, jak wyglądała historia, ale nie mogłem mówić o tym w szkole, na lekcjach.

H.K.: Innym przełomowym momentem naszej historii była bitwa pod Grunwaldem. Co roku organizuje się jej inscenizację. Stała się narodowym symbolem sukcesu, uznawana jest za jedną z największych średniowiecznych bitew. Datę 1410 zna na wyrywki każdy dziesięciolatek. Historycy spierają się jednak, czy powinniśmy przykładać tak wielką wagę do zbrojnego triumfu Władysława Jagiełły. Polski publicysta Leopold Tyrmand zauważył, że wojny Greków, Persów i Rzymian nie polegały wcale na boju kilkudziesięciotysięcznych armii. Że tak naprawdę biły się dwie bandy. Nie o Troję i prześliczną Helenę, ale o stado owiec albo o zagon kapusty. Tym tropem idzie Paweł Zarzeczny, który traktuje Grunwald jako legendę oceaniczną – suche majtki na dnie morza. „To było po prostu starcie Pruszkowa z Wołominem, po którym pokonani czmychnęli do Sochaczewa” – zauważa.

K.B.: Nie rozumiem takiego deprecjonowania historii. Myślałem, że Zarzeczny ma trochę inny światopogląd, ale widocznie się myliłem. Jestem szczerze zbulwersowany tą wypowiedzią. Przecież Grunwald to była wielka bitwa, po której potężny Zakon Krzyżacki zaczął chylić się ku upadkowi! Później było starcie pod Królewcem, no i początek końca Krzyżaków. Pod Grunwaldem ich upokorzyliśmy. To w tej bitwie zginął arcymistrz zakonu Ulrich von Jungingen!

H.K.: 11 listopada nie tylko odzyskaliśmy niepodległość. 245 lat przed wycofaniem oddziałów niemieckich z terytorium Królestwa Polskiego wojska hetmana koronnego Jana Sobieskiego rozbiły armię turecką, odnosząc największe – pod względem skali zniszczenia oddziałów przeciwnika – zwycięstwo w dziejach naszego kraju. Imperium Osmańskie zostało napoczęte, by dziesięć lat później całkowicie przejść do defensywy i pożegnać się z wielkimi planami islamizacji chrześcijańskiej Europy. Czym jest spowodowane to, że tak mało osób zna datę bitwy pod Chocimiem? Znacznie większym uznaniem cieszy się u nas odparcie Potopu szwedzkiego, skuteczna Obrona Częstochowy.

K.B.: Niestety nie mówi się o wielu ważnych dla Polski bitwach. Reżimowe media przedstawiają coś zupełnie innego, sukcesy militarne kraju permanentnie pomijając. Obserwujemy postępujący proces niszczenia naszego społeczeństwa. Rujnowania wszelkich wartości, zwłaszcza tych patriotycznych. Patriotów nazywa się dziś faszystami, a chrześcijan prześladuje. W miejscach publicznych chce się zdejmować krzyże, w szkołach zlikwidować religię. Tak wygląda obecna Polska, obecny świat. Myślę, że część Polaków wzoruje się na modzie płynącej z zachodu. Zachód promuje dziś seksualizację dzieci, homoseksualizm, transseksualizm, gender.

H.K.: Szkoda, że nie przejęliśmy z Zachodu mody na szanowanie narodowych uroczystości.Zbydlęcenie amerykańskiego 4 lipca wydaje mi się niemal nierealne. Amerykanie radują się tym dniem.

K.B.: Tak, tylko że Amerykanie mają zupełnie inny komfort życia. Zarabiają więcej, żyją lepiej. Nie oszukujmy się, w Polsce większość osób ledwo wiąże koniec z końcem. Frustracja wynikająca z ciężkiej sytuacji materialnej jest przyczyną gorszących zachowań.

H.K.: Marsz Niepodległości od kilku lat nie cieszy się dobrą sławą.

K.B.: Wielu uczestników Marszu odczuwa miłość do ojczyzny, ducha patriotyzmu. Oni – jak Amerykanie – weselą się świętem odzyskania niepodległości. Inni wychodzą na ulice po to, żeby zademonstrować jak im jest w Polsce po prostu źle.

H.K.: Były szef Współorganizującej Marsz Młodzieży Wszechpolskiej – Robert Winnicki zauważa, że: „Demonstranci to żołnierze na pierwszej linii frontu walki o wolną Polskę”.

K.B.: Manifestują swoje poglądy, krzyczą o Bogu, honorze, ojczyźnie. Tak, można ich tak nazwać.

H.K.: Ale zamiast się jednoczyć, wzajemnie na siebie napuszczają wywołując zamieszki. Skąd to się bierze? Młodzi, agresywni ludzie wycierają sobie gębę państwowym świętem, czy ulegają centralnie sterowanej prowokacji?

K.B.: Tutaj wchodzą w grę dwa aspekty. Po pierwsze są to ludzie, którzy kierując się nadrzędnymi patriotycznymi wartościami nie boją się jasno i wyraźnie sprzeciwić dyktaturze, z jaką zetknęli się za rządów Platformy Obywatelskiej. Po drugie ulegają policyjnym prowokacjom. Nie ma wątpliwości, że są one sterowane politycznie. Proszę zwrócić uwagę, że budka przed rosyjską ambasadą nie została podpalona przez demonstrantów. To nie był wynik chuligańskiego wybryku, tylko celowy zabieg władzy. Informowała o tym Telewizja Republika.

H.K.: Co w dzisiejszych czasach – jak Pan zauważa: „przesiąkniętych deprawacją, hipokryzją i bałwochwalstwem” – oznacza bycie patriotą? Na blogu pisze Pan, że to współcześni Żołnierze Wyklęci.

K.B.: Tak uważam. W czasie ośmioletniej kadencji poprzedniego rządu – który sterował popierającymi go mediami, prokuraturą i sądami – patrioci byli traktowani jak Żołnierze Wyklęci. Byli szykanowani, skazywani w procesach (m.in. za skandowanie narodowych haseł na wykładzie Baumana). Wszelkie objawy patriotyzmu były tłamszone, próbowano gasić je w zarodku.

Dobrze, że nastał nowy rząd i poprzednia dyktatura przechodzi do lamusa.

H.K.: 25 października pełnię władzy w Polsce przejęło Prawo i Sprawiedliwość. Wiem, że głosował Pan na tę partię, będąc wcześniej wielkim zwolennikiem wyboru na prezydenta Andrzeja Dudy. Nie ma Pan wątpliwości, że w pierwszej kolejności PiS powinien zająć się rozliczeniem poprzedniego obozu władzy i odsunięciem od stanowisk w urzędach administracji publicznej byłych członków PZPR. Pytanie, czy stać nas na dochodzenie prawdy i pogłębianie podziałów? Może korzystniejsza byłaby tutaj postpeerelowska polityka grubej kreski?

K.B.: Myślę, że dojście do prawny będzie nam się opłacać. Należy rozliczyć się z historią. Tym bardziej, że zbrodniarze żyją cały czas wśród nas. Ludzie, którzy wydawali wyroki na Żołnierzy Wyklętych, którzy byli odpowiedzialni za represje stalinowskie pobierają wysokie emerytury. Jest tysiące takich osób! Karmi się ich z pieniędzy podatników. Chodzi o świadczenia w wysokości 5-6 tysięcy złotych. To paranoja! Normalni ludzie martwią się jak przeżyć z dziesiątego do dziesiątego, mają najniższe emerytury, AK-owcy przymierają głodem, a stalinowscy oprawcy mają u nas jak u Pana Boga za piecem. Żyją jak królowie.

H.K.: Nie lepiej zostawić pewnych spraw sądowi Bożemu? Sześć dni temu zmarł generał Kiszczak – człowiek okrzyknięty największym zbrodniarzem stanu wojennego. Nie chciał go pochować żaden katolicki ksiądz. 

K.B.: Za życia nigdy nie został sprawiedliwie osądzony. Nie odcierpiał za swoje przestępcze dokonania. Możemy tylko domniemywać co go czeka teraz, jak surowo osadzi go Bóg. Co powinniśmy zrobić po śmierci Kiszczaka? Na pewno zdegradować go do najniższego stopnia wojskowego. Żeby pośmiertnie przestać tytułować go generałem.

H.K.: Postacią, która jednoznacznie kojarzy nam się z odzyskaniem niepodległości jest Józef Piłsudski. Pisarz historyczny Sławomir Koper wyznaje, iż odkąd w jednej ze swoich książek nadmienił, że marszałek miał dwie nieślubne córki, na każdym ze spotkań autorskich napotyka protesty. Mamy problem z obiektywnym spojrzeniem na pomniki? Narodowych świętości nie wolno krytykować, nawet w sferze obyczajowej?

K.B.: Nie chodzi o to, żeby celowo coś tuszować, przemilczeć drażliwe kwestie. Ale z pewnością obyczajowość schodzi na dalszy plan, jeżeli weźmiemy pod uwagę cały dorobek Piłsudskiego. Ten jest zdecydowanie pozytywny. Posiadanie nieślubnych dzieci, choć jest niewłaściwe i godne potępienia, ma tu marginalne znaczenie.

H.K.: W książkach historycznych można znaleźć informacje na temat alkoholizmu Sasów, bo też dynastia ta politycznie bardzo źle nam się kojarzy. Ciężko jednakże odnaleźć wzmianki o nieumiarkowania w jedzeniu i piciu Bolesława Chrobrego (Zagraniczni kronikarze pisali, że był tak otyły, iż ledwo mógł usiedzieć na koniu. Nazywali go opojem), który wprowadził nas na europejskie salony; czy neutralnej relacji śmierci wybitnego gospodarczo Kazimierza Wielkiego (Złamał nogę na polowaniu. Wracając do zamku odrzucił abstynencję i mimo ostrzeżeń lekarzy pił alkohol, co skończyło się wysoką gorączką, zapaleniem płuc i przedwczesnym zgonem). Prawie nikt nie mówi również np. o degrengoladzie wspaniałego na polu bitwy Jana III Sobieskiego („Raz nietrzeźwy polecił przebudować mostki nad pobliskimi kanałami na huśtawki. Potem, stojąc w oknie rezydencji, śmiał się do łez, kiedy wszyscy, bez względu na wiek, płeć, niespodziewanie wpadali do wody”*). Moim zdaniem taka wiedza uczłowieczyłaby tamte postacie. Dałaby nam ich pełniejszy obraz.  

K.B.: Możliwe. Wszyscy jesteśmy ludźmi, prawda? Mamy swoje ułomności, mniejsze lub większe grzechy na sumieniu. Nie mogą one przykryć dokonań, niepodważalnych osiągnięć. Wszyscy wymienieni przez Pana ludzie wydatnie przysłużyli się Polsce. Niezależnie od tego czy pili i czy żyli rozpustnie.

H.K.: Chyba najbardziej rozwiąźli byli piastowscy książęta dzielnicowi. Od Leszka Białego (Odmówił krucjaty do Ziemi Świętej, ponieważ nie było tam piwa, a bez tego napoju nie potrafił funkcjonować), przez księcia śląskiego Władysława (Nie przyjął godności biskupa Pasawy, gdyż uważał, że tamtejsze piwo jest podłej jakości), aż po rządzącego Legnicą Bolesława III Rozrzutnego. Rozwiąźli to może złe słowo. W średniowieczu ściśle przestrzegano przecież Wielkiego Postu. Po 40 dniach odrzucania przyjemności, sowicie to sobie odbijano. Ostatni z wymienionych książąt zmarł podczas trwającego w nieskończoność śniadania wielkanocnego. Zjadł trzynaście kurczaków, popił je ogromną ilością piwa oraz wina, po czym wyzionął ducha. Czy to nie charakterystyczne dla naszej sarmackiej natury? Wyrzeczenia i postanowienia ponad wszystko, a później uczta i zabawa na całego?

K.B.: Często tak u Polaków niestety bywa. (śmiech) Widząc cel potrafimy się faktycznie zdyscyplinować, ale trwa to zazwyczaj krótko. Z czasem wracamy do starych nawyków. Nie mówię o sobie, bo ja poszczę przez cały rok. Sześć lat temu całkowicie odrzuciłem jedzenie mięsa.

H.K.: Profesjonalny sportowiec może sobie na to pozwolić? Nie ma obaw o anemię? Pytam pomny historii Tomasza Garguli.

K.B.: Jak najbardziej. Nie mam potrzeby jedzenia mięsa i nie obawiam się anemii. Można np. pić mleko, jeść jajka, które zawierają wszystkie potrzebne człowiekowi aminokwasy egzogenne, endogenne i są bardziej wartościowe niż mięso.

H.K.: Chce się Panu jeszcze walczyć? W marcu sprawił Pan nie lada sensację pokonując rywalizującego jeszcze w zeszłym roku w Bellatorze Karla Etheringotna. Kilka miesięcy później wyraźnie uległ Pan znanemu z KSW Oliemu Thompsonowi. Po tym pojedynku donośnie pytał Pan sam siebie: „Może faktycznie jestem już za stary na sporty walki?”.

K.B.: To była chwilowa refleksja. Czarne myśli minęły, w czwartek wyjeżdżam na Litwę (rozmawialiśmy 10 listopada – przyp. HK). Nie mogę się doczekać aż odwiedzę Wilno. To miasto, w którym zostawiliśmy kawał naszej historii. Stoczę tam najbliższy pojedynek z Tomasem Pakutinskasem (Litwin wygrał z Bazelakiem przed czasem – przyp. HK). Co dalej z karierą? W marcu ponownie zmierzę się z Lloydem Bakerem. Ostatni nasz pojedynek został bezzasadnie przerwany przez sędziego. Jeżeli zdrowie pozwoli, chciałbym walczyć do pięćdziesiątki. W dniu pięćdziesiątych urodzin z satysfakcją zdmuchnąć świeczki

* Znajomość historycznych ciekawostek zawdzięczam w dużej mierze pracom wzmiankowanego Sławomira Kopra.

Źródło: www.sporteuro.pl Rozmawiał: Hubert Kęska (obserwuj na Twitterze)

Gala King of Kings, jedna z najlepiej rozpoznawalnych marek w kickboxingu, tym razem odbędzie się w swoim macierzystym Wilnie. Emocjonujące walki kickbokserskie i MMA rozegrają się w tamtejszej Siemens Arenie w sobotę 14 listopada. Transmisja na żywo w FightBox HD rozpocznie się o 18:00.

Jedną z najciekawszych walk wieczoru będzie starcie na zasadach MMA naszego rodaka Kamila Bazelaka (2-6 MMA) z przedstawicielem gospodarzy Tomasem Pakutinskasem (10-11 MMA) w kategorii ciężkiej. Walki Bazelaka, znanego z odważnych wypowiedzi byłego strongmana, niemal zawsze kończyły się w dyskusyjnych okolicznościach, a żadna z nich nie trwała dłużej niż jedną rundę. Faworytem jest Litwin, nie tylko dysponujący 10-centymetrową przewagą wzrostu, ale też znacznie bardziej doświadczony od Bazelaka.
Drugi Polak, Dawid Mirkowski, zmierzy się w kickbokserskim pojedynku z ulubieńcem litewskich fanów Herkusem Lukosiunasem. To będzie druga zawodowa walka Mirkowskiego. Na gali King of Kings w Kiszyniowie Polak przegrał co prawda na punkty z Alexandrem Prepelitą, ale trzeba pamiętać o jego sukcesach amatorskich: był mistrzem Polski K-1 Juniorów i wicemistrzem Europy w muay thai, zajął też I miejsce w Pucharze Świata WAK-1F. Zwycięstwo w wileńskiej gali z pewnością doda impetu jego profesjonalnej karierze.

Poniżej pełna karta walk.
Bushido Series – na żywo w FightBox HD:
-71 kg, Kickboxing KOK: Jordy Laret (Holandia) vs. Martynas Jasiunas (Litwa)
-71 kg, Kickboxing KOK: Dawid Mirkowski (Polska) vs. Herkus Lukosiunas (Litwa)
-83 kg, Kickboxing KOK: Raimond Aukstikalnis (Łotwa) vs. Valdemar Kulda (Litwa)
-96 kg, MMA: Alexander Grebenkin (Rosja) vs. Teodoras Aukstuolis (Litwa)
-71 kg, Kickboxing KOK: Kurtis Allen (Wielka Brytania) vs. Henrikas Viksraitis (Litwa)
+93 kg, MMA: Kamil Bazelak (Polska) vs. Tomas Pakutinskas (Litwa)

King of Kings to wydarzenia na najwyższym poziomie, przyciągające do największych aren światowej klasy zawodników i najbardziej oddanych kibiców sportów walki. KOK zdobywa licznych fanów dzięki swojej niezwykłej intensywności i widowiskowości. Niemal 80% walk kończy się nokautem – to przyciąga miłośników silnych sportowych wrażeń.
Oprócz bezpośredniej transmisji na kanale FightBox HD w przeszło 40 krajach na całym świecie, galę będzie można zobaczyć na żywo także w Internecie: w ramach abonamentu platformy VoD FilmBox Live oraz w systemie pay-per-viev na www.fightboxlive.com.

źródło: stsport.pl

Kamil Bazelak  udzielił  obszernego wywiadu dla portalu o tematyce wrestlingowej mywrestling.com.pl

1.Witaj! Dziękuję, że zgodziłeś się na tę rozmowę. Jakby nie było „MyWrestling” to portal o wrestlingu, więc pierwsze pytanie brzmi.. jak zainteresowałeś się tą nietypową rozrywką sportową?

– Zawsze lubiłem wrestling. Pierwszy raz zobaczyłem go pod koniec lat osiemdziesiątych w filmie „Highlander” i byłem nim zafascynowany. Potem w kolejnych latach pilnie śledziłem zmagania wrestlingowe. Był to sport, którym zainteresowałem się więc od dzieciństwa. W owym czasie byłem wielkim fanem indiańskiego wojownika „Tatanki”.

2. Wiemy, że w 2009 roku powstała organizacja Total Blast Wrestling, gdzie miałeś okazję występować. Co doprowadziło do tego, że postanowiłeś wejść na ring TBW?

– Trenowałem dość intensywnie zapasy szykując się do występów w MMA. W międzyczasie dostałem propozycję wystąpienia na gali wrestlingu od profesora zapasów Andrzeja Suprona i komentatora Pawła Borkowskiego. Do pierwszej walki pomagał mi w przygotowaniach „Cybernic Machine” i Bernard Van Damme, potem miałem okazję trenować w Spale pod okiem Andrzeja Suprona i olimpijczyka Ryszarda Wolnego.

3. Co możesz powiedzieć o swoich występach w TBW? Podobała ci się rola wrestlera?

– W TBW występowałem dwa razy walcząc w Radomiu i Zawierciu, gdzie miałem zwycięskie starcia z Augustem i Michael Kovacem. Potem była gala Extreme Gladiators we Władysławowie, gdzie pokonałem w Triple Machu Darksoula i Karstena Becka. Występy wrestlingowe zakończyłem w marcu 2011 roku, gdzie podczas gali Wrestling Fighters Show w Spale, pokonałem Crazy Sexy Mike’a.

5. Total Blast Wrestling to nie jedyna organizacja wrestlingu, która powstała wtedy w Polsce. Drugą było Do or Die Wrestling (DDW). Słyszałeś o tej federacji i czy dostałeś kiedykolwiek propozycję na występ od władz DDW?

– Oczywiście, że słyszałem o tej federacji. Nikt jednak, nigdy ze strony organizatorów nie zwrócił się do mnie z propozycją walki na gali DDW.

6. Niestety TBW nie jest już aktywną organizacją, jednak rok temu w naszym kraju, powstała kolejna – Maniac Zone Wrestling (MZW). Czy, jeśli nadarzyłaby się taka okazja, chciałbyś powrócić do wrestlingowego ringu?

– Ogromnie żałuję, że po dwóch tak świetnych galach Andrzej Supron i Paweł Borkowski zawiesili organizacje gal wrestlingu. Po przygodzie z TBW miałem jeszcze dwa występy, lecz na tym się skończyło. Ciekawą galą była Extreme Gladiators we Władysławowie, gdzie gala wrestlingu połączona była z treningiem medialnym przed KSW 14. Na gali tej walczyli między innymi Cybernic Machine i Bernard Van Damme. Sędzią na ringu wrestlingowym był znany z występów w KSW Antoni Chmielewski.
Przyznam się szczerze, że chciałem dalej kontynuować i rozwijać swoją karierę we wrestlingu, ale z braku możliwości rywalizacji „zawiesiłem rękawice na kołek.” Jeżeli miałbym okazję powrócić na parę dobrych walk do wrestlingu to z całą pewnością bym to zrobił. Jestem otwarty na propozycje.

7. Kamilu, jesteś nie tylko wrestlerem, ale także zawodnikiem MMA, K1, boksu, a także karate. Prawdziwy fighter 😉 Od czego zaczynałeś, dlaczego akurat sporty walki i na czym obecnie się koncentrujesz?

– Zaczynałem od treningów karate Kyokushin w latach 80-tych. Potem w latach 90- tych miałem przygodę z kickboxingiem i boksem amatorskim. Występowałem w zawodach kulturystycznych, potem przez pięć lat rywalizowałem w zawodach strongman. Po latach postanowiłem wrócić do sportów walki. Dzisiaj rywalizuje w każdej możliwej formule walki, gdyż uważam, że mnie to rozwija jako człowieka i jako zawodnika. Na co dzień trenuję MMA, prowadzę też sekcję karate SeiBudokai, które jest jednym z najbardziej wszechstronnych systemów walki, gdyż oprócz technik karate trenujący uczą się elementów boksu, zapasów i jiu-jitsu.

8. Chyba jednym z Twoich największych sukcesów jest walka na gali KSW 18. Jak wspominasz swoją przygodę w tej federacji?

– Akurat walki dla federacji KSW nie uważam za sukces, lecz raczej za porażkę. Doznałem wtedy poważnej kontuzji kolana, dlatego między innymi przegrałem walkę. Moim największym sukcesem życiowym jest pokonanie na gali BAMMA19 zawodnika Bellatora Karla Etheringotna.
Jak wspominam przygodę z KSW? Było, minęło. Zdecydowanie lepsze wspomnienia mam z występów dla innych federacji takich jak BAMMA, AWOL, UWC czy PLMMA.

9. Pewnego czasu, dość głośno było o możliwej walce – Kamil Bazelak vs Mariusz Pudzianowski. Ponoć łączy was niechęć do siebie. To prawda?

– Z całą pewnością, w tamtym czasie zbyt emocjonalnie do tego wszystkiego podchodziłem. Byłem zaślepiony jakąś bezrozumną nienawiścią. Padło wiele niepotrzebnych słów z obydwu stron. Dzisiaj z całą pewnością, tak by się nie stało. Przewartościowałem swoje życie i mam szacunek dla wszystkich ludzi. A Pudzianowski jest mi obojętny. Nie interesuję się jego życiem, nie śledzę jego walk…

10. Wymarzeni przeciwnicy w MMA, K1, boksie i wrestlingu to…?

– Szczerze powiedziawszy to nie mam żadnych typów. Biorę to co mi daje los. Chciałbym rywalizować z dobrymi zawodnikami, gdyż walka z kimś lepszym zmusza mnie do pełnej mobilizacji psychicznej i fizycznej. To wielkie wyzwanie stawać do walki z zawodnikami o klasę lepszymi od siebie.

11. Czym interesujesz się poza sportami walki?

– Sporo czasu zajmuje mi działalność charytatywna. Byłem teraz na konferencji społecznej „Łączy nas sport, nie narkotyki”. Ponadto jestem ambasadorem Hospicjum im. Królowej Apostołów w Mławie, patronem honorowym Grupy Zalewski Patrol, członkiem Federacji Inicjatyw Społecznych w Mikołowie i ambasadorem Fundacji Przyjazna Łapa w Puławach. Poza tym lubię nurkować, interesuję się teologią i historią. Jeżdżę po całej Polsce opisując średniowieczne warownie.

12. W takim razie powodzenia w dalszej karierze jak i rozwijaniu swoich zainteresowań! Dzięki za wywiad!

– Ja również dziękuję.

źródło: mywrestling.com.pl/Patryk Dereszyński

Przedstawiamy wywiad z Kamilem Bazelakiem, który zawalczy poza granicami kraju dwie bardzo ważne walki dla jego przyszłej kariery.



– Witam cię Kamilu, powiedz nam co nowego u ciebie?

Kamila Bazelak: Witam. Nic specjalnego, praca, praca i jeszcze raz praca. Ostatnio brakuje mi nawet czasu na życie prywatne.

– Wiemy, że wystąpisz w dwóch ważnych pojedynkach dla twojej przyszłej kariery. Jak postępują przygotowania, coś może w nich zmieniasz i gdzie będziesz trenował?
KB: Przygotowania do walki staram się zsynchronizować z moją pracą. Rano biegam, idę na siłownię. Potem w trakcie pracy udaje mi się wyrwać na trening specjalistyczny. Przygotowuję się pod okiem mojego trenera Tomka Kwiatkowskiego.

– Czy to nie problem, że walki są w zbliżonych terminach?
KB: Nie jest to problem. Zdążę się zregenerować, chyba że podczas pierwszego pojedynku doznałbym kontuzji. Niestety nie jestem już najmłodszy, stuknęła mi 40-stka, także te kontuzje przytrafiają mi się coraz częściej. Ale jestem dobrej myśli, mam dużą wiarę w siebie.

– Twoimi pierwszym rywalem będzie Stav Economou, będzie to walka rewanżowa. Jak myślisz, jakie błędy popełniłeś w tym pierwszym pojedynku, i jak oceniasz najbliższego przeciwnika?
KB: Długo zabiegałem o tą walkę rewanżową. Stav jest znakomitym zawodnikiem. Walka z nim to cenne doświadczenie, a zarazem wielkie wyzwanie. Jakie błędy popełniłem? Na pewno słabo walczyłem w klinczu. Przyznam się bez bicia, że w owym czasie zaniedbywałem tą płaszczyznę walki. Spodziewałem się ostrych wymian w stójce i ewentualnie walki w parterze. Stav rozegrał to jednak inaczej i zwyciężył. Szacunek dla niego.

– Następnie czeka cie walka z zawodnikiem walczącym dla federacji Bellator Karlem Etheringtonem. Oglądałeś jego walki, czy na razie skupiasz się na pierwszym oponencie?
KB: Oglądałem jego wszystkie walki. To wielki, budzący respekt chłop i w dodatku doskonały judoka. Ma on jednak też swoje słabe strony. Tak jak każdy człowiek. Nie ma ludzi idealnych, każdy może wygrać lub przegrać. Takie jest życie. Doskonały na tym świecie jest tylko Bóg.

– Podpisałeś kontrakt na kilka walk z obiema federacjami? Jak się z tym czujesz, obie są poważnymi federacjami?
KB: Podpisałem na razie kontrakty na te dwie walki. Co będzie dalej czas pokaże. Na pewno pojedynki z tak wyśmienitymi rywalami to dla mnie olbrzymia nobilitacja.

– Jakiś czas także mówiło się o twojej walce z Januszem Dylewskim, dalej chciałbyś tej walki?
KB: Po to, żeby sztucznie podreperować sobie rekord? Nie, nie chciałbym.

– Pomimo rekordu 1-3, nie przeszkadza ci to w jakiś sposób występować na scenie MMA?
KB: Sporty walki to moja pasja. Nie robię tego dla rekordów czy pieniędzy. Lubię czuć tą adrenalinę przed walką. Nikt kto nie walczył, nie zna tego uczucia. Będę rywalizował tak długo, jak pozwoli mi na to zdrowie. Nawet w wieku 50 lat.

– Wiemy także, że walczyłeś także w boksie i w formule K-1. Masz jakieś plany jeszcze w tych sportach walki?
KB: Jeśli będą propozycje, to z całą pewnością będą i dalsze plany. Nie boję się żadnych wyzwań.

– Jest jakiś zawodnik, z którym chciałbyś zawalczyć?
KB: Nie, jest mi to zupełnie obojętne. Zawsze biorę to co mi daje los.

– Z jakich przyczyn nie doszło do twojej walki z Akopem Szostakiem. Czy liczysz na walkę z tym zawodnikiem?
KB: Organizatorzy tej gali wymyślili sobie jakiś pretekst, aby mnie z tej walki wyeliminować. Do końca nie wiem, jakie były tego przyczyny. Brak pieniędzy, polityka, a może po prostu szukali łatwiejszego rywala dla Akopa? Nie mam pojęcia i prawdę mówiąc niewiele mnie to interesuje. Nie ma co płakać na rozlanym mlekiem. Było, minęło. Cieszę się, że gala pomimo braku mojej walki z Akopem udała się w 100%. Szacunek dla organizatorów.

– Dzięki za poświęcony czas, jeżeli chcesz kogoś pozdrowić to chwila dla ciebie.
KB: Dziękuję za rozmowę. Chciałbym pozdrowić wszystkich Chrześcijan i patriotów, ludzi kierujących się w życiu konstruktywnym systemem wartości, mających jakiś nadrzędny cel w życiu. Dziękuję Bogu za to, że dał mi w życiu kolejną szansę na nowy początek. Pozdrawiam.

Rozmawiał: Arkadiusz Hnida/ sporty-walki.org

Toczył pojedynki w boksie, K1, MMA, wrestlingu, karate, jako strongman rywalizował z Mariuszem Pudzianowskim. Ale sławę przyniosły mu dopiero polityczne wypowiedzi, po których stał się bożyszczem Internetu. Nam Kamil Bazelak (39 l.) mówi o sobie.

„Super Express”: – Co się stało, że przeszedłeś tak wielką chrześcijańską przemianę?

Kamil Bazelak: – Jestem protestantem, ale w 2006 roku poznałem księdza katolickiego, który sprowadził mnie na właściwą drogę życiową. Byłem wierzący, ale niepraktykujący, dzięki niemu zacząłem czytać Ewangelię, poznawać Boga i wiarę. Zrozumiałem wtedy, że życie ma głębszy sens i zmieniłem się całkowicie.

– Uprawiałeś wiele dyscyplin sportu…

– Zaczynałem od piłki ręcznej… Potem było karate, boks amatorski, kulturystyka i zawody siłaczy. Przewinęły się też jeszcze walki w K1, brazylijska capoeira i teraz boks zawodowy.

– Dokąd zmierzasz?

– Nie mam pojęcia. Uważam, że przez życie prowadzi mnie siła wyższa.

Media określają cię jako radykalnego neofitę…

– Mówię to, co dyktuje mi serce, zawsze prosto z mostu. Mam radykalne poglądy, jestem chrześcijaninem i wartości religijne są dla mnie nadrzędne. Jestem też patriotą, Polakiem, dlatego gloryfikuję wartości patriotyczne.

– Wyniosłeś to z domu?

– Mama i tata ewoluowali moim zdaniem w niewłaściwym kierunku. Ojciec, żołnierz zawodowy, nie był w partii w czasie komuny, kształtował we mnie patriotyzm, ale teraz popiera SLD. Mama z kolei zakochała się w Platformie Obywatelskiej. Może winna temu jest lektura niewłaściwych książek, mainstreamowej prasy, oglądanie niewłaściwych programów telewizyjnych. Moi rodzice przechodzą pranie mózgów. Ja też początkowo dawałem się manipulować przez rządowe media. Ale śledziłem również niezależne media i doszedłem do wniosku, że myliłem się w swoich poglądach. Zawiodłem się na PO, która okazała się antypolska i antyreligijna. Popieram te partie, które kierują się wartościami chrześcijańskimi i patriotycznymi.

– Jak ważne jest dla ciebie życie duchowe?

– Bardzo ważne. Kiedyś nie chodziłem do kościoła, teraz staram się być na nabożeństwach w każdą niedzielę. Jestem protestantem, ale bronię też Kościoła katolickiego z uwagi na uniwersalizm wartości, jakim się on kieruje. Skończyłem pisanie książki „Żywot Jezusa Chrystusa”.

– Dokąd zmierzasz jako sportowiec?

– Nie zastanawiam się nad tym. Chcę uprawiać sport tak długo, jak pozwoli zdrowie. Nie zawsze muszę wygrywać, w życie wliczone są też porażki.

Podobno po kontrowersyjnej wypowiedzi zostałeś wycofany z gali Andrzeja Gołoty.

– Tak, występ na gali z Gołotą byłby dla mnie wielkim wyróżnieniem. Ale ze swymi poglądami okazałem się niewygodny dla organizatorów.

Kamil Bazelak (ur. 9 stycznia 1975):

– były redaktor naczelny magazynu Body Style
– promotor sportów walki (Vale Tudo Promotions)
– posiada czarny pas karate Sei Budokai
– ambasador Stowarzyszenia Hospicjum Królowej Apostołów i Fundacji „Po Ludzku Do Zwierząt – Przyjazna Łapa”
– członek Federacji Inicjatyw Społecznych
– bilans we wrestlingu: 4-0
– bilans w boksie zawodowym: 0-2
– bilans w MMA: 1-3
– bilans w K1: 3-0

źródło: super express/ leszek dudek

Foto:  Simona Supino, Marek Bazak
Agencja foto: Super Express

Portal katolicki DEON.pl opublikował wywiad ze znanym strongmanem i zawodnikiem sportów walki Kamilem Bazelakiem (l.39), który nie kryje swoje zaangażowania w sprawy religijne.

„Bóg na siłę nie ingeruje w nasze życie, nie można więc Go winić za nasze porażki. Człowiek sam kształtuje swój los i przeznaczenie. Jeżeli ktoś mocno wierzy, jego miłość do Boga jest ponad wszystko” – mówi słynny strongman, Kamil Bazelak.

Piotr Kosiarski: Kiedy zacząłeś swoją przygodę ze sportem?

Kamil Bazelak: Sportem interesowałem się od najmłodszych lat. Zacząłem od karate Kyokushin. Później był boks, kulturystyka, Strong Man, K-1, wrestling i MMA. Nie ma chyba sportu walki, z jakim bym nie miał do czynienia. Wynikało to tylko i wyłącznie z tego, że zawsze lubiłem trudne wyzwania. Im większe kłody rzucano mi pod nogi, tym bardziej ochoczo przez nie przeskakiwałem.

A jak kształtowała się Twoja wiara? Czy zawsze starałeś się być blisko Chrystusa?

Niestety, chociaż pochodzę z katolickiej rodziny, długi czas miałem awersję do Kościoła. Byłem wierzący, lecz nie praktykujący. Nie mogłem się przemóc, aby zajrzeć do Kościoła choćby w święta. Przełom w moim życiu nastąpił w 2006 roku, po rozmowie z księdzem katolickim z parafii Świętej Teresy i Jana Bosko w Łodzi. Wtedy też odnalazłem w swoim życiu Jezusa i zacząłem czytać Ewangelię. Jednocześnie odkryłem, że istnieje Kościół Ewangelicki, z którym ostatecznie się związałem.

Dlaczego wybrałeś właśnie Kościół Ewangelicki?

Bardzo spodobały mi się w nim między innymi dwie zasady: Sola scriptura -„Tylko Pismo” i Solus Christus -„Tylko Chrystus”. Biblia jest przecież jedynym źródłem przesłania Boga dla ludzi, a Jezus jedynym pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludźmi. Dlatego wybrałem ten Kościół.

Mam nadzieję, że znasz jednak jakieś osoby, które są katolikami i świadczą swoim życiem o Chrystusie?

Znam wielu katolików, którzy są dla mnie przykładem tego, jak należy żyć. Mam kilku znajomych księży katolickich, którzy są ludźmi o niesamowitej charyzmie i głębokiej wierze w Jezusa. To jest niesamowite! Być księdzem to powołanie, głos Boga w ich sercach i duszach. Człowiek, który wierzy w Boga, pielęgnuje i gloryfikuje wartości chrześcijańskie, niezależnie od wyznania, jest moim bratem w wierze.

Sporty walki i wiara w Boga to połączenie dość nietypowe. Jak udaje Ci się pogodzić jedno z drugim?

Te dwie rzeczy nie stoją ze sobą absolutnie w żadnej opozycji. Można być wierzącym sportowcem. To wiara determinuje mnie do tego, abym robił dalej to co robię. Przed każdą walką zdaję się na Boga i jeśli nawet przegrywam, to przyjmuję to z pokorą. Bóg wie, co w danej chwili jest lepsze dla mnie.

Jak modli się zawodnik sportów walki?

Modlę się w różnych porach dnia. Częstokroć po prostu prowadzę dialog z Jezusem. Proszę o oczyszczenie mojej duszy, ze złych i grzesznych myśli.

Czy jest jakiś fragment Pisma Świętego, który dodaje Ci siły?

Tak. To słowa :”Wszystko mogę w Tym, Który mnie umacnia” (Flp. 4, 13)

Czy deklarowanie wiary w środowisku zawodników uprawiających sporty walki jest trudne?

Nie spotkałem się przejawami krytyki wśród sportowców z powodu mojej deklaracji wiary. Wielu zawodników jest wierzących, choć nie każdy potrafi przyznać się publicznie do tej wiary.

W mediach często można spotkać się ze stwierdzeniem, że wiara w Boga jednoznacznie związana jest z obciachem. Zgadzasz się z tym?

Absolutnie się z tym nie zgadzam. Bycie katolikiem, protestantem, czyli po prostu chrześcijaninem to powód do dumy, a nie wstydu. Jestem dumny z tego, że wierzę i żal mi ludzi, którzy pozbawieni są tej najwyższej wartości, jaką jest miłość do Boga.

Jakie było najtrudniejsze doświadczenie w Twoim życiu. Jak sobie wtedy poradziłeś?

Miałem wiele trudnych chwil w swoim życiu, zawsze jednak kiedy mam jakiś wielki problem to powtarzam afirmacje Boskie: „Bóg wypełnia moją duszę i serce, otacza mnie swoją zbroją, jedyną władzę w moim życiu sprawuje Bóg. Wszystko mogę w Chrystusie, Który mnie umacnia”.
Te słowa pomagają.  Otwierają drzwi do innego wymiaru. Do Boga…

Wiele osób gubi dzisiaj sens życia lub zmaga się z depresją. Ich sytuację pogłębiają często trudne doświadczenia z przeszłości, zranienia, brak akceptacji, a czasem po prostu fizyczne cierpienie. Czy jako zawodnik uprawiający sporty walki możesz powiedzieć coś co zmotywuje ludzi dotkniętych takimi kryzysami?

Bóg na siłę nie ingeruje w nasze życie. Na pewno nie można więc Go winić za nasze porażki. Człowiek sam kształtuje swój los i przeznaczenie. Jeżeli ktoś mocno wierzy, jego miłość do Boga jest ponad wszystko. Wtedy jego serce nie przepełnia depresja, zwątpienie, lecz Boskie światło i moc. Wtedy nasza wiara przenosi góry! Nie wystarczy prosić Boga o coś, trzeba po prostu w Niego wierzyć.

Na społeczeństwo można jednak spojrzeć także w sposób całościowy. Kryzysy jakie zaczynają się wtedy rysować wydają się być równie niepokojące. Rozpad rodziny, problemy związane z tożsamością, odwrócenie biegunów w ocenie dobra i zła… Czy Twoim zdaniem jesteśmy jeszcze w stanie jakoś sobie z tym poradzić?

Trwa wojna z pogaństwem, demoralizacją, zezwierzęceniem i totalną degrengoladą, jaką usiłują wprowadzić do naszego życia bezwartościowi ludzie, pozbawieni elementarnych wartości. Mają za sobą wielkie pieniądze i mainstreamowe media.  Próbują oni zniszczyć rodzinę i zdeprawować nasze dzieci, wprowadzając do szkół i przedszkoli pedofilię i homoseksualizm pod przykrywką ideologii gender. Ludzie ci chcą mieć totalną kontrolę nad wszystkim, usiłują zalegalizować w pełni mordowanie ludzi chorych, starszych i nienarodzonych dzieci. To chory świat, z którym trzeba walczyć, poprzez głoszenie Ewangelii. Wierzę, że w końcu prawda i miłość zwyciężą z aberracjami seksualnymi i lewackimi ideologiami.

Ufając w Bożą miłość do człowieka wierzymy, że Jezus Chrystus obdarza każdą i każdego z nas powołaniem lub wezwaniem do służby, którym najpełniej możemy uwielbić Boga i odpowiadać na potrzeby innych ludzi. W jaki sposób przejawia się Twoja służba?

Staram się, poprzez działalność charytatywną, pomagać innym. Angażuję się w rozmaite mecze i pokazy dla chorych dzieci, apeluję o pomoc finansową dla potrzebujących. Biorę również udział w akcjach pomocy dla bezdomnych. Ponadto w licznych wykładach staram się wskazać młodym ludziom właściwą drogę z dala od przemocy, narkotyków i alkoholu. Każdy człowiek wyciągnięty z bagna, to mój osobisty wielki sukces, pokazujący celowość takiego działania, czyniony zawsze w imię Boga i dla Jego chwały.

Jak sądzisz, na czym polega szczęście człowieka? Jak możemy je osiągnąć?

Szczęście polega na harmonii, jedności z Bogiem, stworzeniu rodziny i wychowaniu dzieci w wierze chrześcijańskiej, na wskazywaniu im odpowiednich wartości i celów. Czegoż więcej do szczęścia potrzeba? Miłości, bo tylko ona jest wieczna.

Zdradzisz jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Właśnie skończyłem pisać książkę „Żywot Jezusa Chrystusa”, nad którą pracowałem od 2006 roku. W tej chwili jest w korekcie. W tym miesiącu idzie do druku. Jakie mam plany? Mam w głowie kilka kolejnych projektów pisarskich, będę się starał je na pewno zrealizować. Ponadto chciałbym niezależnie od wyników, o ile mi na to oczywiście zdrowie pozwoli, rywalizować w sportach walki przynajmniej do 50 roku życia. Marzę też o studiach. Konkretnie o teologii. Zobaczymy jednak, co z tego wyjdzie, gdyż musiałbym studiować w Warszawie. Ponadto w procedurach przyjęcia na teologię protestancką wymagane jest poparcie księdza ze swojej parafii.  Kiedy rozmawiałem na ten temat, jakieś dwa lata temu, ksiądz proboszcz uświadomił mnie, że nie jestem jeszcze gotów. Dlatego, cały czas nad sobą pracuję, staram się zmienić negatywne cechy i przyzwyczajenia. Pragnę być jak najbliżej Boga. Sam wiem doskonale, że ogrom pracy przede mną. Jestem jednak pewny swojej drogi życiowej.

źródło: Deon/Rozmawiał Piotr Kosiarski

Plakat gali Vale Tudo Cup 2 w Zielonce

 

Informacja prasowa:

Federacja Vale Tudo Promotions organizuje kolejną zawodową galę MMA.

15 czerwca o godzinie 20:00 odbędzie się gala Vale Tudo Cup 2 w Hotelu Trylogia w Zielonce. Gala objęta jest patronatem IPA czyli International Police Association, czyli Międzynarodowego Stowarzyszenia Policji.

Walki będą odbywały się tym razem w ringu bokserskim. Zobaczymy osiem pojedynków w formule Pro MMA i Semi Pro MMA, a także walkę o pas mistrzowski Vale Tudo Cup w formule K-1 Kobiet w kategorii OPEN.

W jednej z walk wieczoru wystąpi zawodnik MMA, K-1 i pięściarz zawodowy Kamil Bazelak. W ringu pojawi się również Mariusz Dałek, który podczas gali PLMMA 18 pokonał Rafała Niedziałkowskiego. Ponownie podczas VTC zobaczymy również Michała Kowalskiego, który stoczył w Puławach niezwykle emocjonującą walkę z miejscowym bohaterem Michałem Wojdatem. W zawodowej formule MMA zobaczymy również młodego i utalentowanego Przemysława Stasiaka, który podczas ostatniej gali stoczył zacięty pojedynek w pełnym dystansie z wielokrotnym mistrzem Polski Muay Thai Kamilem Szczepaniakiem.

W swojej zawodowej jedenastej walce wystąpi również Dawid „Harnaś” Haras. Jego przeciwnikiem będzie Grzegorz Białas z Warszawy, dla którego to siódmy zawodowy pojedynek w karierze. Zawodnicy zmierzą się w kategorii do 75kg.

Pełny fightcard gali już wkrótce.

źródło: stsport.pl

Powered by ST.