Miłość własna bywa pojęciem niełatwym, ponieważ łatwo pomylić ją z egoizmem, skupieniem na sobie albo obojętnością wobec innych. Wielu ludzi boi się troszczyć o siebie, bo ma wrażenie, że jeśli powiedzą „potrzebuję odpoczynku”, „to mnie rani”, „nie mam już siły” albo „muszę postawić granicę”, zostaną uznani za samolubnych. Tymczasem zdrowa troska o siebie nie jest przeciwieństwem miłości do innych. Jest często warunkiem tego, aby kochać dojrzale, odpowiedzialnie i bez wewnętrznego wypalenia.

Egoizm polega na tym, że człowiek widzi przede wszystkim siebie, swoje potrzeby, swoje pragnienia i swoją wygodę, nie licząc się z dobrem innych. Egoista używa ludzi do własnych celów, oczekuje, że wszystko będzie podporządkowane jemu, i nie bierze odpowiedzialności za skutki swojego postępowania. Zdrowa miłość własna jest czymś zupełnie innym. Nie mówi: „ja jestem najważniejszy, a inni się nie liczą”. Mówi raczej: „ja również jestem człowiekiem, którego godności, sił i granic nie wolno lekceważyć”.

Człowiek, który nie umie troszczyć się o siebie, bardzo często zaczyna żyć ponad siły. Bierze na siebie zbyt wiele, nie odpoczywa, nie prosi o pomoc, nie mówi o swoich potrzebach i zgadza się na rzeczy, które go niszczą. Z zewnątrz może wyglądać na odpowiedzialnego, dobrego i oddanego. Wewnątrz jednak może narastać zmęczenie, frustracja, żal i poczucie, że nikt nie widzi jego wysiłku. Brak zdrowej troski o siebie nie zawsze prowadzi do większej miłości. Czasem prowadzi do cichego wypalenia.

Miłość własna zaczyna się od uznania prawdy o własnym człowieczeństwie. Człowiek ma ograniczone siły. Potrzebuje snu, odpoczynku, relacji, ciszy, bezpieczeństwa, szacunku i czasu na regenerację. Nie jest maszyną do spełniania oczekiwań innych ludzi. Nie może stale dawać, jeśli nigdy nie przyjmuje. Nie może stale wspierać, jeśli sam nie ma gdzie oprzeć własnego zmęczenia. Dojrzałość polega na tym, by nie udawać, że ograniczenia nie istnieją.

Zdrowa troska o siebie wymaga także granic. Granice nie są murem niechęci wobec innych. Są sposobem ochrony tego, co ważne. Człowiek ma prawo powiedzieć: „nie mogę teraz”, „potrzebuję czasu”, „nie zgadzam się na taki sposób rozmowy”, „to przekracza moje możliwości”, „nie chcę uczestniczyć w czymś, co mnie niszczy”. Takie zdania nie muszą być egoizmem. Mogą być wyrazem odpowiedzialności za własne życie i za jakość relacji.

Często najtrudniej postawić granice tym, którzy są nam bliscy. Człowiek boi się, że kogoś zrani, rozczaruje albo straci jego akceptację. Dlatego mówi „tak”, choć wewnętrznie czuje „nie”. Zgadza się na kolejne obciążenia, choć jest wyczerpany. Milczy, choć czuje się zraniony. Uśmiecha się, choć w środku narasta napięcie. Taka postawa może przez pewien czas utrzymywać pozorny spokój, ale długofalowo niszczy szczerość i rodzi ukryty żal.

Miłość własna nie oznacza unikania poświęcenia. Są sytuacje, w których miłość wymaga wysiłku, rezygnacji z wygody, cierpliwości i oddania. Rodzice poświęcają się dla dzieci, małżonkowie wspierają się w chorobie, przyjaciele są obecni w trudnym czasie, ludzie podejmują odpowiedzialność za innych. To wszystko może być piękne i dobre. Ale czym innym jest dobrowolny dar z siebie, a czym innym życie w stałym przymusie, poczuciu winy i przekonaniu, że własne potrzeby zawsze muszą być ostatnie.

Człowiek, który zdrowo troszczy się o siebie, nie musi być mniej dostępny dla innych. Często staje się dostępny w sposób bardziej dojrzały. Pomaga nie z przymusu, ale z wolności. Słucha nie z lęku przed odrzuceniem, ale z prawdziwej troski. Daje nie po to, by zasłużyć na miłość, ale dlatego, że chce kochać. Granice nie niszczą miłości. One oczyszczają ją z ukrytej presji, manipulacji i wzajemnych pretensji.

Ważne jest również to, aby nie mylić miłości własnej z ciągłym pobłażaniem sobie. Zdrowa troska o siebie nie oznacza, że człowiek zawsze wybiera to, co łatwe i przyjemne. Czasem troska o siebie oznacza dyscyplinę, leczenie, odpoczynek, terapię, zmianę nawyków, uporządkowanie życia, odejście od destrukcyjnych schematów albo podjęcie trudnej rozmowy. Miłość własna nie pyta tylko: „co sprawi mi teraz ulgę?”, ale także: „co naprawdę służy mojemu życiu?”.

Egoizm zamyka człowieka na innych. Zdrowa miłość własna przeciwnie — pomaga być z innymi bez utraty siebie. Egoizm mówi: „inni mają mi służyć”. Miłość własna mówi: „mogę kochać innych, ale nie mogę przestać istnieć jako osoba”. Egoizm domaga się przywilejów. Miłość własna przypomina o godności. Egoizm nie chce ponosić odpowiedzialności. Miłość własna uczy odpowiedzialności zarówno za siebie, jak i za sposób, w jaki jesteśmy obecni wobec innych.

Człowiek, który nie ma zdrowej miłości do siebie, może łatwo wchodzić w relacje zależne. Może szukać potwierdzenia własnej wartości w cudzej aprobacie, w ciągłym pomaganiu, w byciu niezastąpionym albo w spełnianiu oczekiwań. Wtedy relacje przestają być przestrzenią wolności, a stają się miejscem lęku: „jeśli odmówię, przestaną mnie kochać”, „jeśli postawię granicę, odejdą”, „jeśli odpocznę, uznają mnie za słabego”. Taki lęk bardzo często odbiera człowiekowi pokój.

Zdrowa troska o siebie wymaga odwagi. Trzeba czasem rozczarować cudze oczekiwania, aby nie zdradzić własnego sumienia i własnych granic. Trzeba nauczyć się odpoczywać bez poczucia winy. Trzeba prosić o pomoc, gdy samemu brakuje sił. Trzeba przyznać, że nie wszystko można udźwignąć. To nie jest porażka. To jest realizm. Człowiek dojrzały nie udaje wszechmocy.

Miłość własna ma także wymiar duchowy i moralny. Jeśli człowiek wierzy, że życie jest darem, nie powinien traktować samego siebie z pogardą. Nie chodzi o pychę ani skupienie na sobie, lecz o wdzięczność i odpowiedzialność. Własne zdrowie, psychika, ciało, sumienie, czas i siły są przestrzenią, o którą trzeba się troszczyć. Zaniedbywanie siebie nie zawsze jest cnotą. Czasem jest brakiem mądrości.

Dojrzała troska o siebie pozwala lepiej kochać innych. Człowiek wypoczęty, bardziej świadomy swoich granic i uczciwy wobec własnych potrzeb rzadziej kocha z pretensją. Rzadziej daje po to, by później wypominać. Rzadziej pomaga ponad siły, a potem czuje gniew, że nikt tego nie docenia. Zdrowa miłość własna sprawia, że dobro dawane innym staje się bardziej wolne, czyste i odpowiedzialne.

Nie trzeba więc przeciwstawiać miłości własnej miłości bliźniego. Problemem nie jest to, że człowiek troszczy się o siebie. Problemem jest wtedy, gdy troszczy się wyłącznie o siebie. Zdrowa postawa znajduje równowagę: widzi potrzeby innych, ale nie zapomina o własnych granicach. Potrafi dawać, ale potrafi też odpocząć. Potrafi służyć, ale nie pozwala się wykorzystywać. Potrafi kochać, ale nie buduje miłości na samozniszczeniu.

Miłość własna nie jest egoizmem, jeśli prowadzi do większej prawdy, odpowiedzialności i wolności. Jest sposobem uznania, że ja także jestem człowiekiem, a nie tylko funkcją w życiu innych osób. Mam prawo do odpoczynku, szacunku, granic, pomocy i troski. Dopiero wtedy mogę być dla innych nie z przymusu i lęku, ale z dojrzałej miłości, która nie niszczy ani mnie, ani tych, których kocham.

« »