Porównywanie się z innymi ludźmi jest jedną z najbardziej naturalnych, a jednocześnie najbardziej męczących cech człowieka. Od najmłodszych lat uczymy się patrzeć na siebie w odniesieniu do innych. Kto szybciej czyta, kto lepiej się uczy, kto ma ładniejsze ubrania, kto jest bardziej lubiany, kto więcej zarabia, kto szybciej założył rodzinę, kto kupił mieszkanie, kto odniósł sukces, a kto został w tyle. Te porównania często zaczynają się niewinnie, ale z czasem mogą stać się sposobem myślenia, który odbiera człowiekowi radość, spokój i wdzięczność za własne życie.

Problem nie polega na samym zauważaniu różnic. Ludzie zawsze różnili się talentami, wyglądem, zdrowiem, majątkiem, temperamentem i możliwościami. Problem zaczyna się wtedy, gdy cudze życie staje się miarą naszej wartości. Wtedy sukces drugiego człowieka nie jest już po prostu jego sukcesem, ale zaczyna brzmieć jak oskarżenie wobec nas. Ktoś awansował, więc ja jestem nieudacznikiem. Ktoś schudł, więc ja jestem słaby. Ktoś ma szczęśliwy związek, więc ze mną jest coś nie tak. Ktoś podróżuje, więc moje życie jest nudne. W taki sposób porównanie przestaje być informacją, a staje się wewnętrznym wyrokiem.

Współczesny świat bardzo mocno wzmacnia ten mechanizm. Dawniej człowiek porównywał się głównie z rodziną, sąsiadami, znajomymi z pracy albo ludźmi ze swojej miejscowości. Dzisiaj porównuje się z tysiącami osób widzianych w internecie. I nie widzi ich całego życia, tylko starannie wybrane fragmenty. Widzi zdjęcia z wakacji, nowe samochody, piękne mieszkania, uśmiechnięte dzieci, idealne sylwetki, romantyczne kolacje, awanse, sukcesy i chwile szczęścia. Nie widzi natomiast zmęczenia, kredytów, kłótni, samotności, leków, zazdrości, nieprzespanych nocy i zwykłej codziennej pustki, która może znajdować się poza kadrem.

Media społecznościowe stworzyły świat, w którym niemal każdy może wystawić swoje życie na pokaz. Nawet jeśli wiemy, że to tylko wycinek rzeczywistości, emocje często reagują inaczej niż rozum. Można powtarzać sobie, że zdjęcie nie pokazuje całej prawdy, a mimo to poczuć ukłucie zazdrości. Można wiedzieć, że cudzy sukces nie odbiera nam wartości, a jednak przez chwilę poczuć się gorszym. Człowiek nie cierpi wtedy z powodu faktów, ale z powodu interpretacji, które sam dopisuje do tego, co widzi.

Porównywanie się bywa szczególnie bolesne, gdy dotyka obszarów, w których sami jesteśmy niepewni. Osoba samotna mocniej reaguje na zdjęcia szczęśliwych par. Ktoś, kto ma problemy finansowe, może z bólem patrzeć na cudzy dobrobyt. Rodzic, który martwi się o swoje dziecko, będzie szczególnie wrażliwy na opowieści o cudzych osiągnięciach wychowawczych. Człowiek niespełniony zawodowo będzie czuł napięcie, gdy inni mówią o karierze, awansach i sukcesach. Porównanie trafia najmocniej tam, gdzie już wcześniej istniała rana.

Z psychologicznego punktu widzenia porównywanie się ma związek z potrzebą orientacji. Chcemy wiedzieć, gdzie jesteśmy, czy sobie radzimy, czy jesteśmy akceptowani, czy nasze życie zmierza w dobrą stronę. Patrzymy więc na innych jak na punkty odniesienia. To może mieć także pozytywną stronę, bo cudzy przykład może inspirować, mobilizować i pokazywać, że zmiana jest możliwa. Jednak inspiracja różni się od niszczącego porównywania. Inspiracja mówi: „to dobre, może ja też mogę coś zmienić”. Zazdrość połączona z niską samooceną mówi: „on ma, a ja jestem nikim”.

Bardzo często porównujemy swoje kulisy z cudzą sceną. Znamy własne słabości, lęki, grzechy, porażki, zaniedbania, niekonsekwencję i zmęczenie. O innych wiemy tyle, ile pokazują. Widzimy ich starannie przygotowaną wersję, a potem zestawiamy ją z całą prawdą o sobie. To porównanie od początku jest niesprawiedliwe. Nikt nie wygra z cudzym wizerunkiem, jeśli przeciwstawia mu swoje najbardziej bolesne myśli o samym sobie.

Porównywanie się z innymi ma także wymiar społeczny. Żyjemy w kulturze, która często mierzy wartość człowieka widzialnym sukcesem. Liczy się wynik, tempo, atrakcyjność, zarobki, zasięgi, popularność, produktywność i umiejętność pokazania siebie. Człowiek spokojny, wierny, uczciwy, pracowity, ale niewidoczny, może zacząć czuć się przegrany tylko dlatego, że jego życie nie wygląda efektownie. Tymczasem wiele najważniejszych rzeczy w życiu nie nadaje się do łatwego pokazania. Wierność, cierpliwość, opieka nad bliskimi, modlitwa, uczciwość, codzienna praca, walka z własną słabością i przebaczenie rzadko wyglądają atrakcyjnie w internecie, ale to one budują prawdziwy charakter człowieka.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że porównywanie może zniekształcić spojrzenie na innych. Cudzy sukces zaczyna drażnić. Cudza radość wydaje się prowokacją. Cudze powodzenie budzi podejrzenie, że ktoś miał łatwiej, dostał więcej, oszukał albo tylko udaje. Zazdrość często próbuje się usprawiedliwiać moralnie. Mówimy wtedy, że ktoś się chwali, że na pewno nie jest taki szczęśliwy, że pieniądze go zepsuły, że jego życie to pozory. Czasem rzeczywiście tak bywa, ale czasem mówimy tak tylko po to, aby zmniejszyć ból własnego niespełnienia.

Warto uczciwie przyznać, że zazdrość jest trudną emocją, ale nie musi prowadzić do zła. Może stać się sygnałem. Pokazuje, za czym tęsknimy, czego nam brakuje, co uznajemy za ważne, gdzie czujemy stratę albo zaniedbanie. Jeśli zazdroszczę komuś spokoju, może sam żyję w chaosie. Jeśli zazdroszczę relacji, może potrzebuję odbudować więzi. Jeśli zazdroszczę odwagi, może od lat odkładam decyzję, którą powinienem podjąć. Zazdrość staje się niszcząca wtedy, gdy prowadzi do pogardy, plotki i niechęci. Może jednak stać się początkiem uczciwego pytania o własne życie.

Największy problem pojawia się wtedy, gdy człowiek zaczyna wierzyć, że jego życie ma wartość tylko wtedy, gdy wypada dobrze na tle innych. To bardzo kruche fundamenty. Zawsze znajdzie się ktoś mądrzejszy, bogatszy, młodszy, zdrowszy, piękniejszy, bardziej utalentowany albo bardziej lubiany. Jeśli wartość człowieka zależy od wygrywania porównań, to wcześniej czy później każdy przegra. Nikt nie jest najlepszy we wszystkim i nikt nie utrzyma przez całe życie przewagi nad innymi.

Dojrzałość polega między innymi na tym, aby przestać traktować cudzą drogę jako oskarżenie wobec własnej. Każdy człowiek ma inne warunki startu, inne doświadczenia, inne rany, inne możliwości i inne powołanie. Niektórzy szybciej osiągają stabilizację, inni dłużej szukają swojego miejsca. Jedni mają wsparcie rodziny, inni muszą wszystko budować sami. Jedni od dzieciństwa słyszeli dobre słowa, inni musieli latami uwalniać się od wstydu i krytyki. Z zewnątrz widzimy efekt, ale nie zawsze znamy drogę, która do niego prowadziła.

Dlatego warto zamienić pytanie: „dlaczego nie jestem taki jak oni?” na pytanie: „co mogę zrobić z tym, co zostało mi dane?”. To pozornie niewielka zmiana, ale bardzo ważna. Pierwsze pytanie prowadzi do frustracji, drugie do odpowiedzialności. Nie każdy będzie miał takie samo życie, takie same sukcesy i takie same możliwości. Każdy może jednak pytać, jak wiernie przeżyć własne życie, jak rozwijać dane talenty, jak naprawiać błędy, jak kochać ludzi, którzy zostali mu powierzeni, i jak nie zmarnować czasu na nieustanne patrzenie przez płot do cudzego ogrodu.

Porównywanie się niszczy także wdzięczność. Człowiek może mieć wiele powodów do radości, ale ich nie widzieć, bo skupia się na tym, czego mu brakuje. Może mieć dom, pracę, rodzinę, zdrowie, przyjaciół, wiarę, codzienne bezpieczeństwo, a mimo to czuć się biedny, bo ktoś inny ma więcej. Wdzięczność nie polega na udawaniu, że wszystko jest idealne. Polega na umiejętności zauważenia dobra, które naprawdę istnieje, nawet jeśli nie wszystko jest takie, jak byśmy chcieli.

Warto też ograniczyć kontakt z treściami, które nieustannie uruchamiają porównywanie. Nie chodzi o ucieczkę od świata ani o zazdrość wobec tych, którym się powodzi. Chodzi o ochronę własnej głowy. Jeśli po przeglądaniu mediów społecznościowych człowiek regularnie czuje się gorszy, brzydszy, biedniejszy i bardziej samotny, powinien zapytać, czy naprawdę potrzebuje codziennie karmić się takim obrazem świata. Czasami aktem mądrości jest wyciszenie niektórych profili, ograniczenie przewijania telefonu i powrót do realnych relacji.

Najzdrowsze relacje rodzą się tam, gdzie cudze dobro nie jest zagrożeniem. Przyjaciel potrafi cieszyć się z sukcesu przyjaciela, nawet jeśli sam jeszcze czeka na swoje spełnienie. Dojrzały człowiek nie musi umniejszać innym, aby samemu poczuć się wartościowym. To oczywiście nie zawsze przychodzi łatwo. Czasem trzeba świadomie walczyć z ukłuciem zazdrości i powiedzieć sobie: jego powodzenie nie zabiera mi miejsca w świecie. Jej szczęście nie oznacza mojej klęski. Cudze piękno nie odbiera mi godności. Cudzy sukces nie unieważnia mojej drogi.

Z perspektywy etycznej ważne jest również to, jak mówimy o ludziach, którym zazdrościmy. Plotka bardzo często rodzi się z porównywania. Skoro ktoś ma coś, czego my nie mamy, próbujemy go pomniejszyć słowem. To daje chwilową ulgę, ale niszczy serce. Człowiek przyzwyczaja się do patrzenia na innych przez podejrzliwość i niechęć. Z czasem coraz trudniej mu szczerze cieszyć się dobrem, jeśli nie jest jego własne.

Prawdziwa wolność zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje stale pytać, czy wypada lepiej od innych, a zaczyna pytać, czy żyje uczciwie, odpowiedzialnie i zgodnie z prawdą. Nie muszę mieć cudzego życia, aby moje życie miało sens. Nie muszę osiągnąć wszystkiego, co osiągnęli inni, aby być człowiekiem wartościowym. Nie muszę nikomu udowadniać swojej wielkości. Mogę rozwijać się bez pogardy wobec siebie i bez zazdrości wobec innych.

Porównywanie się z innymi prawdopodobnie nigdy całkowicie nie zniknie, bo jest częścią ludzkiej psychiki i życia społecznego. Można jednak nauczyć się je rozpoznawać i nie pozwolić, aby rządziło naszym sercem. Cudze życie może być inspiracją, ale nie powinno być miarą naszej godności. Cudzy sukces może uczyć, ale nie musi odbierać pokoju. Cudza droga może być piękna, ale nie jest naszą drogą.

Człowiek odzyskuje spokój nie wtedy, gdy wreszcie jest lepszy od wszystkich, ale wtedy, gdy przestaje widzieć w każdym człowieku rywala. Wtedy może zobaczyć innych nie jako zagrożenie, lecz jako ludzi, którzy także czegoś się boją, o coś walczą, coś ukrywają i czegoś pragną. Może też spojrzeć łagodniej na siebie. Nie jak na projekt, który ciągle przegrywa z cudzym sukcesem, ale jak na człowieka w drodze, który ma własne zadania, własne tempo i własną odpowiedzialność.

« »