Archiwum dla: strongman


Strongman w Rzeszowie!

Mokre i zimne wspomnienie z Rzeszowa 😉

Kamil Bazelak strongman w Rzeszowie

Kamil Bazelak strongman w Rzeszowie

Kamil Bazelak strongman w Rzeszowie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Największy rodzimy portal nazywa go wschodzącą gwiazdą polskiej prawicy. Nie boi się głosić jasno sprecyzowanych poglądów. Popiera tezę o zamachu Smoleńskim, Wałęsę nazywa „Bolkiem”, „Pokłosie” i „Idę” – obrazoburczymi dziełami. Bez ceregieli ruga lewicowe środowiska. Pisze, że wychowują one legiony zboczeńców. Radykalizm słono go kosztuje. Przez dosadnie formułowane przekonań wypadł z rozpiski pożegnalnej gali Andrzeja Gołoty. Jak sam jednak podkreśla, nie zamierza sprzeniewierzać ideałów w imię sportowej kariery.

 

Kamil Bazelak to człowiek głęboko zatroskany o losy naszego kraju. „Vanderlei” (ringowy przydomek na cześć legendy sportów walki Wanderleia Silvy) doskonale zna rodzimą historię. Studiuje ją regularne, równocześnie z naukami Chrystusa. Krytycznym okiem spogląda na zachodzące polityczne i społeczne zmiany. Nie obawia się oceniać działań rządzących obozów, powtarza, że jedną władzę w jego życiu stanowi Bóg („To do Niego należy i od Niego pochodzi”).

Nie zawsze w identyczny sposób postrzegał otaczający świat. W połowie zeszłego dziesięciolecia ganiał się po mieście z Mariuszem Pudzianowskim (mierzył się z nim także na zawodach Strongman). „Byłem zaślepiony bezrozumną nienawiścią” – przyznaje. Pisząc o wrogim sobie dziś uczuciu, cytuje Pismo Święte: „Każdy kto nienawidzi brata swego, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie ma w sobie życia wiecznego”. Obecnie nie zamierza wzbudzać swoją postawą jakichkolwiek negatywnych emocji. Mówi, że przed walką unika nawet kontaktu wzrokowego z przeciwnikiem, nie chcąc go sprowokować.

40-latek bierze na klatę 240 kilo i ma czarny pas karate. Nie zamierzam z nim niemniej rozmawiać o zacięciu do MMA, K-1, czy wrestlingu.

Od kilku dni z głowy nie mogą mi wylecieć słowa Victora Orbana. Człowiek, który uwolnił Węgry od wrogiego socjalizmu (obecny premier Madziarów) wstrząśnięty ostatnimi atakami terrorystycznymi w Paryżu zwrócił się w stronę naszego kraju: „Jeżeli naród największych bohaterów – polski naród – się nie obudzi, to Europa za 15 lat będzie islamska”.

Orban doskonale zna zapis naszych dziejów. Wie, że 12 września 1683 roku armia Jana III Sobieskiego rozbiła pod Wiedniem potężne wojska wezyra Kara Mustafy, zapobiegając tym samym islamizacji Starego Kontynentu. Jest świadom, iż 10 lat wcześniej świętowaliśmy swój największy militarny sukces studząc zapędy Imperium Osmańskiego. Dlaczego tak niewielu rodaków zna datę bitwy pod Chocimiem? Jak to możliwe, że chętniej wspominamy dziś morderczą Obronę Częstochowy? Dlaczego nie miewamy snów o potędze i często zapominamy o złotym polskim XVI wieku? Czy kolejne stulecie było dla nas wyłącznie krwawym okresem zmarnowanych szans? Czemu większą estymą darzymy Jana Kazimierza, niż Stanisława Żółkiewskiego – gościa, który zdobył Moskwę i w zasadzie w pojedynkę wskazał cara?

Aż wreszcie.

Czy współczesną „Odprawę posłów greckich” dałoby się w ogóle czytać?

Jesteśmy świeżo po obchodach 97. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Tak donośne święto skłania do refleksji i mnoży palące historyczne zagadnienia. Piątkowe zdarzenia potęgują pytania. Jaka czeka nas przyszłość? Pomimo licznych represji przetrwaliśmy 123 lata niewoli. Musimy zrobić wszystko, aby Rzeczpospolita już nigdy więcej nie zniknęła z mapy świata.

***

Hubert Kęska: Przed tygodniem świętowaliśmy 97. rocznicę odzyskania niepodległości. Jest Pan dumny z historii naszego kraju?

Kamil Bazelak: Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Że urodziłem się tu, na tej ziemi. Że w tym kraju mieszkam, pracuję, mogę realizować swoje pasje i marzenia. Nasza historia również napawa mnie dumą, choć na pewno nie wszystkie jej elementy. Nie wspominam z podziwem kolaboracji podczas drugiej wojny światowej. Uważam, że w czasie komunizmu ujawniły się najgorsze ludzkie cechy. To były dwa haniebne okresy w dziejach Polski.

H.K.: To niezłomna wiara pozwoliła nam przetrwać komunizm?

K.B.: Zdecydowanie tak. Przede wszystkim wiara. Byli ludzie, którzy tę wiarę w nas krzewili, umacniali. Mówię w tym kontekście m.in. o księdzu Popiełuszce, prałacie Jankowskim, kardynale Wyszyńskim, Janie Pawle II. W czasach komunistycznych ludzie z wielką przyjemnością chodzili do kościoła. To było niesamowite. Grono wiernych, chociaż pokaźne, wciąż się rozrastało. Wiernych, którzy żyli zgodnie z wartościami głoszonymi przez kościół. Byliśmy uciskani i kierowaliśmy swoje serca w stronę Boga.

H.K.: Pan w pełni zawierzył naukom Jezusa Chrystusa dziewięć lat temu, po długiej rozmowie z zaprzyjaźnionym księdzem. Wtedy po raz pierwszy sięgnął Pan po Ewangelię. Dziś Kamil Bazelak kojarzy się z zagorzałym chrześcijaninem.

K.B.: Jestem protestantem, który hołduje uniwersalnym wartościom katolickim. W kościele rzymskokatolickim większość wiernych jest dla siebie anonimowa. Przedstawiciele kościoła protestanckiego za to, spotykają się po nabożeństwach na „Herbatkach parafialnych, „Obiadach diakonijnych”. Dyskutują. To bardziej zwarta, zżyta grupa ludzi. Z drugiej strony, wśród protestantów nie brakuje osób, które w tak naprawdę odeszły od Boga. Proszę zwrócić uwagę na to, co dzieje się teraz w prawosławnym kościele szwedzkim. Biskupem jest tam kobieta. Kobieta żyjąca w związku z inną reprezentantką płci przeciwnej. Lesbijka. To porażające! Takiej liberalizacji religii zupełnie nie popieram. Dla mnie to nie jest już nawet chrześcijanka.

H.K.: Podziwia Pan Mieszka I, który pragnąc uniknąć siłowej chrystianizacji i faktycznego podboju polskich ziem przez Cesarstwo Niemieckie, uprzedził ruch zachodu i ożenił się z czeską księżniczką? Musiał jednocześnie zrezygnować z wygodnego życia u boku sześciu pięknych żon.

K.B.: Mieszko żył w grzechu. Nie wnikam, jakie były pobudki przyjęcia przez niego chrześcijaństwa. Formalizując związek z Dobrawą natomiast, z pewnością postąpił słusznie.

H.K.: 4 listopada Rosja obchodziła święto Jedności Narodowej. Rocznicę upamiętniającą zdobycie Kremla moskiewskiego i zakończenie okresu Wielkiej Smuty. Polacy panowali na Kremlu po zwycięstwie pod Kłuszynem. Zygmunt III Waza mógł mieć we władaniu i Rosję, i Szwecję (był jej prawnym sukcesorem), a skończył z niczym. Ostatecznie nie zgodził się, aby jego syn Władysław (miał zostać carem) przeszedł na prawosławie. Mało tego, postanowił nawracać Rosjan na wiarę katolicką. To spotkało się ze sporym sprzeciwem tubylców. Wybuchło ogólnonarodowe powstanie, które zapoczątkowało panowanie dynastii Romanowów. Zatwardziała katolicka postawa polskiego króla Panu imponuje? Czy był to po prostu strategiczny błąd?

K.B.: Wydaje mi się, że to był błąd. Od 2006 roku dokładnie studiuję Pismo Święte, analizuje poszczególne fragmenty nauk Jezusa i wiem, że nie stworzył On tylko jednego wyznania. Wszyscy jesteśmy chrześcijanami. Katolicyzm, protestantyzm, prawosławie – to są odłamy. Wierzę w jedność chrześcijan. Dla każdego z nas Jezus Chrystus jest Bogiem. Jeżeli w niego wierzysz, będziesz zbawiony. Poza tym, nakłanianie kogoś na siłę do zmiany religii to niewłaściwe podejście.

H.K.: Przedstawiciel polskiego mesjanizmu Adam Mickiewicz pisał w „Dziadach”, że Polska była przez wieki „Chrystusem narodów”. Że nasza ojczyzna wzorem syna Bożego została skazana na niezawinione cierpienie. Powinniśmy szczycić się tym, że udało się nam przeżyć? Podkreślać to historyczne męczeństwo? Czy wprost przeciwnie, starać się z tym nie obnosić i myśleć o sobie jako o narodzie zwycięzców?

K.B.: Nie powinniśmy się skarżyć. Nie można zapominać o krzywdach, jakich doświadczali nasi przodkowie, ale apoteozować, gloryfikować należy bardziej wzniosłe momenty historii, wielkie zwycięstwa Polaków.

H.K.: Podczas słynnego kazania na górze Jezus przemówił do zgromadzonych słowami: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie”. Zastanawiam się, czy takie postrzeganie świata nie staje się dziś dla masy ludzi tanim usprawiedliwieniem pogodzenia z losem, zaprzestania dążenia do samodoskonalenia, rozwoju?

K.B.: Jeżeli zubożałe rodziny usprawiedliwiają swoje kiepskie położenie trudną historią, to… poniekąd mają rację. Większość z nich przeżyło kilkadziesiąt lat sowieckiej niewoli. Polacy byli wtedy prześladowani, patrioci sądzeni, następnie skazywani na karę więzienia, torturowani, zabijani. To wszystko zostawia ślad, kładzie cień na życie w naszym kraju. Fakt, iż trzykrotnie byliśmy pod zaborami także nie pozostaje bez wpływu na pokolenia Polaków.

Inna sprawa, że nasza mentalność jest różnorodna. Od szlachty, przez czasy zaborów, aż po dzień dzisiejszy wielu rodaków kieruje się w życiu antywartościami. Mamy w sobie dużo zazdrości, zawiści –  niepożądanych, pejoratywnych cech. Jak na dłoni widać to za granicą. Emigranci w straszny sposób traktują swoich krajan.

Trzeba mieć świadomość historii, tego co doświadczyliśmy, ale należy żyć życiem teraźniejszym.

H.K.: Termin „Gloria victis” jest dla Pana szczególnie ważny. Janusz Korwin-Mikke uważa zaś, że pojęcie to powinno być zakazane. Że przejęliśmy je od Żydów, który wychwalają swoich poległych przodków broniących Masady i Jerozolimy. Europoseł mówi wprost: „Nie wolno nam mówić o przegranym Powstaniu Warszawskim, Powstaniu Listopadowym i innych klęskach”. Podaje przy tym obrazowy przykład: „Bokserowi przed walką nie mówi się jak dostał po mordzie, tylko przypomina mu się, jak dołożył innym. I tak trzeba ludzi wychowywać – świętować zwycięstwa, a nie dotkliwe przegrane”.

K.B.: Za niektórymi poglądami Janusza Korwin-Mikkego stoję murem. Tutaj akurat się myli. Nie można porównywać wolnościowych powstań z walką bokserską. Absolutnie! Wiadomo, że przed pięściarskim pojedynkiem człowiek wtłacza do głowy wyłącznie mega pozytywne myśli. Tyle że my nie jesteśmy w trakcie wojny, z nikim jej nie prowadzimy! Tym mocniej musimy pamiętać o tym, co przeżyli nasi bohaterowie podczas Powstania Warszawskiego. Jak walczyli o naszą niepodległość, jak byli mordowani.

H.K.: Radosław Sikorski twierdzi, że Powstanie Warszawskie było narodową katastrofą. Rafał Ziemkiewicz nazywa je pięknym samobójstwem. Gdy spytałem o sens wybuchu Powstania silnie związanego z Ruchem Narodowym wybitnego szermierza Ryszarda Parulskiego, odrzekł: „Z jednej strony, powstanie pochłonęło 200 tys. ofiar, doszczętnemu zniszczeniu uległ narodowy dobytek. Ja straciłem w nim matkę. Z drugiej jednak, takie wydarzenia budują tożsamość. Wie Pan czym różnimy się od narodu czeskiego? U nas legendą obrosły historie Wołodyjowskiego, Skrzetuskiego, Kmicica. A u nich za bohatera narodowego robi dobry wojak Szwejk”. Ma Pan podobny ogląd na temat nieudanych narodowościowych zrywów?

K.B.: Dokładnie, w pełni zgadzam się z panem Parulskim. Powstanie Warszawskie było potrzebne, niezależnie od tego ile ofiar pochłonęło. Przez moment odzyskaliśmy upragnioną niepodległość, byliśmy wolni. Ludzie oddawali za innych życie, dominowało braterstwo. To był okres budowania silnej świadomości narodowej, patriotyzmu. Był on bardzo widoczny nie tylko w relacjach między powstańcami, ale także normalnymi ludźmi. To było coś niesamowitego, dlatego jestem dumny z tego wydarzenia. Nie raz myślałem jak bardzo chciałbym żyć w tamtych czasach. Naprawdę, mimo wszystko, chciałbym doświadczyć takiego zjednoczenia, mobilizacji, walki w konspiracji. Darzę wielką atencją żołnierzy Armii Krajowej i innych bohaterów, którzy przeżyli ten piekielnie trudny zryw.

H.K.: Mówiliśmy o uciemiężeniu rodaków, ciężkich chwilach Polski. Porozmawiajmy teraz o wielkich zwycięstwach. Zwycięstwach, którymi przysłużyliśmy się całej Europie. Cud nad Wisłą 1920. Dzięki wygranej Bitwie Warszawskiej uratowaliśmy zachodnią część kontynentu przed rozlewem komunizmu i rozprzestrzenieniem władzy bolszewików. Przedwojenny brytyjski dyplomata Edgar Vincent D’Abernon zalicza opisaną konfrontację do piętnastu przełomowych w dziejach świata. Dlaczego Pana zdaniem dopiero niedawno zaczęto mówić o niej głośniej, szerzej? Pamiętam lekcje historii w szkole – krótka wzmianka, 15 minut. Szach-mat, kolejny temat.  

K.B.: Sam uczęszczałem do podstawówki w czasach głębokiego komunizmu. Historia była wówczas tak przekłamana, że w rzeczywistości uczyłem się jej wysłuchując relacji ojca i dziadka. Dziadek – podobnie jak bracia – służył w partyzantce, był łącznikiem AK. Jego opowieści otworzyły mi oczy i pozwoliły zupełnie inaczej spojrzeć na przeszłość. W szkole uczono mnie, że Rosjanie są naszymi przyjaciółmi. Że Katyń to zbrodnia niemiecka. Okropna obłuda! Miałem świadomość tego, jak wyglądała historia, ale nie mogłem mówić o tym w szkole, na lekcjach.

H.K.: Innym przełomowym momentem naszej historii była bitwa pod Grunwaldem. Co roku organizuje się jej inscenizację. Stała się narodowym symbolem sukcesu, uznawana jest za jedną z największych średniowiecznych bitew. Datę 1410 zna na wyrywki każdy dziesięciolatek. Historycy spierają się jednak, czy powinniśmy przykładać tak wielką wagę do zbrojnego triumfu Władysława Jagiełły. Polski publicysta Leopold Tyrmand zauważył, że wojny Greków, Persów i Rzymian nie polegały wcale na boju kilkudziesięciotysięcznych armii. Że tak naprawdę biły się dwie bandy. Nie o Troję i prześliczną Helenę, ale o stado owiec albo o zagon kapusty. Tym tropem idzie Paweł Zarzeczny, który traktuje Grunwald jako legendę oceaniczną – suche majtki na dnie morza. „To było po prostu starcie Pruszkowa z Wołominem, po którym pokonani czmychnęli do Sochaczewa” – zauważa.

K.B.: Nie rozumiem takiego deprecjonowania historii. Myślałem, że Zarzeczny ma trochę inny światopogląd, ale widocznie się myliłem. Jestem szczerze zbulwersowany tą wypowiedzią. Przecież Grunwald to była wielka bitwa, po której potężny Zakon Krzyżacki zaczął chylić się ku upadkowi! Później było starcie pod Królewcem, no i początek końca Krzyżaków. Pod Grunwaldem ich upokorzyliśmy. To w tej bitwie zginął arcymistrz zakonu Ulrich von Jungingen!

H.K.: 11 listopada nie tylko odzyskaliśmy niepodległość. 245 lat przed wycofaniem oddziałów niemieckich z terytorium Królestwa Polskiego wojska hetmana koronnego Jana Sobieskiego rozbiły armię turecką, odnosząc największe – pod względem skali zniszczenia oddziałów przeciwnika – zwycięstwo w dziejach naszego kraju. Imperium Osmańskie zostało napoczęte, by dziesięć lat później całkowicie przejść do defensywy i pożegnać się z wielkimi planami islamizacji chrześcijańskiej Europy. Czym jest spowodowane to, że tak mało osób zna datę bitwy pod Chocimiem? Znacznie większym uznaniem cieszy się u nas odparcie Potopu szwedzkiego, skuteczna Obrona Częstochowy.

K.B.: Niestety nie mówi się o wielu ważnych dla Polski bitwach. Reżimowe media przedstawiają coś zupełnie innego, sukcesy militarne kraju permanentnie pomijając. Obserwujemy postępujący proces niszczenia naszego społeczeństwa. Rujnowania wszelkich wartości, zwłaszcza tych patriotycznych. Patriotów nazywa się dziś faszystami, a chrześcijan prześladuje. W miejscach publicznych chce się zdejmować krzyże, w szkołach zlikwidować religię. Tak wygląda obecna Polska, obecny świat. Myślę, że część Polaków wzoruje się na modzie płynącej z zachodu. Zachód promuje dziś seksualizację dzieci, homoseksualizm, transseksualizm, gender.

H.K.: Szkoda, że nie przejęliśmy z Zachodu mody na szanowanie narodowych uroczystości.Zbydlęcenie amerykańskiego 4 lipca wydaje mi się niemal nierealne. Amerykanie radują się tym dniem.

K.B.: Tak, tylko że Amerykanie mają zupełnie inny komfort życia. Zarabiają więcej, żyją lepiej. Nie oszukujmy się, w Polsce większość osób ledwo wiąże koniec z końcem. Frustracja wynikająca z ciężkiej sytuacji materialnej jest przyczyną gorszących zachowań.

H.K.: Marsz Niepodległości od kilku lat nie cieszy się dobrą sławą.

K.B.: Wielu uczestników Marszu odczuwa miłość do ojczyzny, ducha patriotyzmu. Oni – jak Amerykanie – weselą się świętem odzyskania niepodległości. Inni wychodzą na ulice po to, żeby zademonstrować jak im jest w Polsce po prostu źle.

H.K.: Były szef Współorganizującej Marsz Młodzieży Wszechpolskiej – Robert Winnicki zauważa, że: „Demonstranci to żołnierze na pierwszej linii frontu walki o wolną Polskę”.

K.B.: Manifestują swoje poglądy, krzyczą o Bogu, honorze, ojczyźnie. Tak, można ich tak nazwać.

H.K.: Ale zamiast się jednoczyć, wzajemnie na siebie napuszczają wywołując zamieszki. Skąd to się bierze? Młodzi, agresywni ludzie wycierają sobie gębę państwowym świętem, czy ulegają centralnie sterowanej prowokacji?

K.B.: Tutaj wchodzą w grę dwa aspekty. Po pierwsze są to ludzie, którzy kierując się nadrzędnymi patriotycznymi wartościami nie boją się jasno i wyraźnie sprzeciwić dyktaturze, z jaką zetknęli się za rządów Platformy Obywatelskiej. Po drugie ulegają policyjnym prowokacjom. Nie ma wątpliwości, że są one sterowane politycznie. Proszę zwrócić uwagę, że budka przed rosyjską ambasadą nie została podpalona przez demonstrantów. To nie był wynik chuligańskiego wybryku, tylko celowy zabieg władzy. Informowała o tym Telewizja Republika.

H.K.: Co w dzisiejszych czasach – jak Pan zauważa: „przesiąkniętych deprawacją, hipokryzją i bałwochwalstwem” – oznacza bycie patriotą? Na blogu pisze Pan, że to współcześni Żołnierze Wyklęci.

K.B.: Tak uważam. W czasie ośmioletniej kadencji poprzedniego rządu – który sterował popierającymi go mediami, prokuraturą i sądami – patrioci byli traktowani jak Żołnierze Wyklęci. Byli szykanowani, skazywani w procesach (m.in. za skandowanie narodowych haseł na wykładzie Baumana). Wszelkie objawy patriotyzmu były tłamszone, próbowano gasić je w zarodku.

Dobrze, że nastał nowy rząd i poprzednia dyktatura przechodzi do lamusa.

H.K.: 25 października pełnię władzy w Polsce przejęło Prawo i Sprawiedliwość. Wiem, że głosował Pan na tę partię, będąc wcześniej wielkim zwolennikiem wyboru na prezydenta Andrzeja Dudy. Nie ma Pan wątpliwości, że w pierwszej kolejności PiS powinien zająć się rozliczeniem poprzedniego obozu władzy i odsunięciem od stanowisk w urzędach administracji publicznej byłych członków PZPR. Pytanie, czy stać nas na dochodzenie prawdy i pogłębianie podziałów? Może korzystniejsza byłaby tutaj postpeerelowska polityka grubej kreski?

K.B.: Myślę, że dojście do prawny będzie nam się opłacać. Należy rozliczyć się z historią. Tym bardziej, że zbrodniarze żyją cały czas wśród nas. Ludzie, którzy wydawali wyroki na Żołnierzy Wyklętych, którzy byli odpowiedzialni za represje stalinowskie pobierają wysokie emerytury. Jest tysiące takich osób! Karmi się ich z pieniędzy podatników. Chodzi o świadczenia w wysokości 5-6 tysięcy złotych. To paranoja! Normalni ludzie martwią się jak przeżyć z dziesiątego do dziesiątego, mają najniższe emerytury, AK-owcy przymierają głodem, a stalinowscy oprawcy mają u nas jak u Pana Boga za piecem. Żyją jak królowie.

H.K.: Nie lepiej zostawić pewnych spraw sądowi Bożemu? Sześć dni temu zmarł generał Kiszczak – człowiek okrzyknięty największym zbrodniarzem stanu wojennego. Nie chciał go pochować żaden katolicki ksiądz. 

K.B.: Za życia nigdy nie został sprawiedliwie osądzony. Nie odcierpiał za swoje przestępcze dokonania. Możemy tylko domniemywać co go czeka teraz, jak surowo osadzi go Bóg. Co powinniśmy zrobić po śmierci Kiszczaka? Na pewno zdegradować go do najniższego stopnia wojskowego. Żeby pośmiertnie przestać tytułować go generałem.

H.K.: Postacią, która jednoznacznie kojarzy nam się z odzyskaniem niepodległości jest Józef Piłsudski. Pisarz historyczny Sławomir Koper wyznaje, iż odkąd w jednej ze swoich książek nadmienił, że marszałek miał dwie nieślubne córki, na każdym ze spotkań autorskich napotyka protesty. Mamy problem z obiektywnym spojrzeniem na pomniki? Narodowych świętości nie wolno krytykować, nawet w sferze obyczajowej?

K.B.: Nie chodzi o to, żeby celowo coś tuszować, przemilczeć drażliwe kwestie. Ale z pewnością obyczajowość schodzi na dalszy plan, jeżeli weźmiemy pod uwagę cały dorobek Piłsudskiego. Ten jest zdecydowanie pozytywny. Posiadanie nieślubnych dzieci, choć jest niewłaściwe i godne potępienia, ma tu marginalne znaczenie.

H.K.: W książkach historycznych można znaleźć informacje na temat alkoholizmu Sasów, bo też dynastia ta politycznie bardzo źle nam się kojarzy. Ciężko jednakże odnaleźć wzmianki o nieumiarkowania w jedzeniu i piciu Bolesława Chrobrego (Zagraniczni kronikarze pisali, że był tak otyły, iż ledwo mógł usiedzieć na koniu. Nazywali go opojem), który wprowadził nas na europejskie salony; czy neutralnej relacji śmierci wybitnego gospodarczo Kazimierza Wielkiego (Złamał nogę na polowaniu. Wracając do zamku odrzucił abstynencję i mimo ostrzeżeń lekarzy pił alkohol, co skończyło się wysoką gorączką, zapaleniem płuc i przedwczesnym zgonem). Prawie nikt nie mówi również np. o degrengoladzie wspaniałego na polu bitwy Jana III Sobieskiego („Raz nietrzeźwy polecił przebudować mostki nad pobliskimi kanałami na huśtawki. Potem, stojąc w oknie rezydencji, śmiał się do łez, kiedy wszyscy, bez względu na wiek, płeć, niespodziewanie wpadali do wody”*). Moim zdaniem taka wiedza uczłowieczyłaby tamte postacie. Dałaby nam ich pełniejszy obraz.  

K.B.: Możliwe. Wszyscy jesteśmy ludźmi, prawda? Mamy swoje ułomności, mniejsze lub większe grzechy na sumieniu. Nie mogą one przykryć dokonań, niepodważalnych osiągnięć. Wszyscy wymienieni przez Pana ludzie wydatnie przysłużyli się Polsce. Niezależnie od tego czy pili i czy żyli rozpustnie.

H.K.: Chyba najbardziej rozwiąźli byli piastowscy książęta dzielnicowi. Od Leszka Białego (Odmówił krucjaty do Ziemi Świętej, ponieważ nie było tam piwa, a bez tego napoju nie potrafił funkcjonować), przez księcia śląskiego Władysława (Nie przyjął godności biskupa Pasawy, gdyż uważał, że tamtejsze piwo jest podłej jakości), aż po rządzącego Legnicą Bolesława III Rozrzutnego. Rozwiąźli to może złe słowo. W średniowieczu ściśle przestrzegano przecież Wielkiego Postu. Po 40 dniach odrzucania przyjemności, sowicie to sobie odbijano. Ostatni z wymienionych książąt zmarł podczas trwającego w nieskończoność śniadania wielkanocnego. Zjadł trzynaście kurczaków, popił je ogromną ilością piwa oraz wina, po czym wyzionął ducha. Czy to nie charakterystyczne dla naszej sarmackiej natury? Wyrzeczenia i postanowienia ponad wszystko, a później uczta i zabawa na całego?

K.B.: Często tak u Polaków niestety bywa. (śmiech) Widząc cel potrafimy się faktycznie zdyscyplinować, ale trwa to zazwyczaj krótko. Z czasem wracamy do starych nawyków. Nie mówię o sobie, bo ja poszczę przez cały rok. Sześć lat temu całkowicie odrzuciłem jedzenie mięsa.

H.K.: Profesjonalny sportowiec może sobie na to pozwolić? Nie ma obaw o anemię? Pytam pomny historii Tomasza Garguli.

K.B.: Jak najbardziej. Nie mam potrzeby jedzenia mięsa i nie obawiam się anemii. Można np. pić mleko, jeść jajka, które zawierają wszystkie potrzebne człowiekowi aminokwasy egzogenne, endogenne i są bardziej wartościowe niż mięso.

H.K.: Chce się Panu jeszcze walczyć? W marcu sprawił Pan nie lada sensację pokonując rywalizującego jeszcze w zeszłym roku w Bellatorze Karla Etheringotna. Kilka miesięcy później wyraźnie uległ Pan znanemu z KSW Oliemu Thompsonowi. Po tym pojedynku donośnie pytał Pan sam siebie: „Może faktycznie jestem już za stary na sporty walki?”.

K.B.: To była chwilowa refleksja. Czarne myśli minęły, w czwartek wyjeżdżam na Litwę (rozmawialiśmy 10 listopada – przyp. HK). Nie mogę się doczekać aż odwiedzę Wilno. To miasto, w którym zostawiliśmy kawał naszej historii. Stoczę tam najbliższy pojedynek z Tomasem Pakutinskasem (Litwin wygrał z Bazelakiem przed czasem – przyp. HK). Co dalej z karierą? W marcu ponownie zmierzę się z Lloydem Bakerem. Ostatni nasz pojedynek został bezzasadnie przerwany przez sędziego. Jeżeli zdrowie pozwoli, chciałbym walczyć do pięćdziesiątki. W dniu pięćdziesiątych urodzin z satysfakcją zdmuchnąć świeczki

* Znajomość historycznych ciekawostek zawdzięczam w dużej mierze pracom wzmiankowanego Sławomira Kopra.

Źródło: www.sporteuro.pl Rozmawiał: Hubert Kęska (obserwuj na Twitterze)

Kamil Bazelak

Kamil Bazelak

 

23 sierpnia 2015 roku odbędzie się II Bieg Charytatywny, msza święta i impreza charytatywna wraz charytatywnym turniejem piłki nożnej. Cały event odbywa się pod patronatem Wójta Gminy Igołomia Wawrzeńczyce. Patronem honorowym imprezy został strongman i zawodnik MMA Kamil Bazelak, który wystąpi z charytatywnym pokazem sztuk walki. Zebrane podczas tej imprezy pieniądze zostaną przekazane dla osób niepełnosprawnych z WTZ Pobiednik Mały.

 

 Mam przyjemność objęcia patronatem honorowym biegu i imprezy charytatywnej w Igołomia- Wawrzeńczyce . Będę miał również swój wkład sportowy w to wydarzenie, gdyż wykonam charytatywny pokaz karate. Zapraszam wszystkich serdecznie do włączenia się w uczestnictwo w Biegu Charytatywnym i turnieju piłki nożnej. Organizatorzy tej szczytnej imprezy nie ukrywają, że liczą również na wsparcie finansowe uczestników tego wydarzenia, jak i gości, którzy zawitają dopingować sportowców. Pieniądze zebrane podczas imprezy charytatywnej zostaną uroczyście przekazane osobom niepełnosprawnym.
Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów
Kamil Bazelak

Wszystkie informacje o imprezie:

www.facebook.com/biegorazimpreza

Weź udział w tym wydarzeniu:

Bieg i impreza charytatywna

Kamil Bazelak (l.40) podczas swojej kilkuletniej kariery strongmana dokonał kilku niezwykle spektakularnych demonstracji swojej siły min. przeciągając podczas pokazów w Łodzi przy ul.Tramwajowej  38 tonowy tramwaj.
Z kolei w jednym z portów Hurghady w Egipcie Kamil Bazelak scholował siedząc 27 tonowy jacht „Barrag” na odcinku 15 metrów.
Podczas pokazów w Warszawie strongman podniósł w martwym ciągu 1000kg na specjalnej platformie. Wyczyny siłowe z platformą Kamil Bazelak powtórzył w 2008 roku na pokazach we Włocławku na lotnisku Kruszyn i na pokazach z okazji Dnia Dziecka w Kawęczynie.  Na swoim koncie Bazelak miał również przeciąganie 14 tonowych tirów siedząc i 20-sto tonowego wozu strażackiego w specjalnych szelkach. Strongman słynął również z przedzierania grubych książek telefonicznych.

źródło: stsport.pl

17 stycznia 2015 roku na gali Time of Masters w Sopocie były strongman Kamil Bazelak skrzyżuje rękawice z kulturystą Akopem Szostakiem.

Walka odbędzie się w formule MMA, na dystansie 3 rund po 5 minut. Akop przygotowuje się do pojedynku pod czujnym okiem weterana KSW Antoniego Chmielewskiego.

– W styczniu zmierzę się w formule MMA z Akopem Szostakiem. Walka odbędzie się w Sopocie. Niech wygra lepszy! Pozdrawiam – napisał na facebooku Kamil Bazelak.

Portal katolicki DEON.pl opublikował wywiad ze znanym strongmanem i zawodnikiem sportów walki Kamilem Bazelakiem (l.39), który nie kryje swoje zaangażowania w sprawy religijne.

„Bóg na siłę nie ingeruje w nasze życie, nie można więc Go winić za nasze porażki. Człowiek sam kształtuje swój los i przeznaczenie. Jeżeli ktoś mocno wierzy, jego miłość do Boga jest ponad wszystko” – mówi słynny strongman, Kamil Bazelak.

Piotr Kosiarski: Kiedy zacząłeś swoją przygodę ze sportem?

Kamil Bazelak: Sportem interesowałem się od najmłodszych lat. Zacząłem od karate Kyokushin. Później był boks, kulturystyka, Strong Man, K-1, wrestling i MMA. Nie ma chyba sportu walki, z jakim bym nie miał do czynienia. Wynikało to tylko i wyłącznie z tego, że zawsze lubiłem trudne wyzwania. Im większe kłody rzucano mi pod nogi, tym bardziej ochoczo przez nie przeskakiwałem.

A jak kształtowała się Twoja wiara? Czy zawsze starałeś się być blisko Chrystusa?

Niestety, chociaż pochodzę z katolickiej rodziny, długi czas miałem awersję do Kościoła. Byłem wierzący, lecz nie praktykujący. Nie mogłem się przemóc, aby zajrzeć do Kościoła choćby w święta. Przełom w moim życiu nastąpił w 2006 roku, po rozmowie z księdzem katolickim z parafii Świętej Teresy i Jana Bosko w Łodzi. Wtedy też odnalazłem w swoim życiu Jezusa i zacząłem czytać Ewangelię. Jednocześnie odkryłem, że istnieje Kościół Ewangelicki, z którym ostatecznie się związałem.

Dlaczego wybrałeś właśnie Kościół Ewangelicki?

Bardzo spodobały mi się w nim między innymi dwie zasady: Sola scriptura -„Tylko Pismo” i Solus Christus -„Tylko Chrystus”. Biblia jest przecież jedynym źródłem przesłania Boga dla ludzi, a Jezus jedynym pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludźmi. Dlatego wybrałem ten Kościół.

Mam nadzieję, że znasz jednak jakieś osoby, które są katolikami i świadczą swoim życiem o Chrystusie?

Znam wielu katolików, którzy są dla mnie przykładem tego, jak należy żyć. Mam kilku znajomych księży katolickich, którzy są ludźmi o niesamowitej charyzmie i głębokiej wierze w Jezusa. To jest niesamowite! Być księdzem to powołanie, głos Boga w ich sercach i duszach. Człowiek, który wierzy w Boga, pielęgnuje i gloryfikuje wartości chrześcijańskie, niezależnie od wyznania, jest moim bratem w wierze.

Sporty walki i wiara w Boga to połączenie dość nietypowe. Jak udaje Ci się pogodzić jedno z drugim?

Te dwie rzeczy nie stoją ze sobą absolutnie w żadnej opozycji. Można być wierzącym sportowcem. To wiara determinuje mnie do tego, abym robił dalej to co robię. Przed każdą walką zdaję się na Boga i jeśli nawet przegrywam, to przyjmuję to z pokorą. Bóg wie, co w danej chwili jest lepsze dla mnie.

Jak modli się zawodnik sportów walki?

Modlę się w różnych porach dnia. Częstokroć po prostu prowadzę dialog z Jezusem. Proszę o oczyszczenie mojej duszy, ze złych i grzesznych myśli.

Czy jest jakiś fragment Pisma Świętego, który dodaje Ci siły?

Tak. To słowa :”Wszystko mogę w Tym, Który mnie umacnia” (Flp. 4, 13)

Czy deklarowanie wiary w środowisku zawodników uprawiających sporty walki jest trudne?

Nie spotkałem się przejawami krytyki wśród sportowców z powodu mojej deklaracji wiary. Wielu zawodników jest wierzących, choć nie każdy potrafi przyznać się publicznie do tej wiary.

W mediach często można spotkać się ze stwierdzeniem, że wiara w Boga jednoznacznie związana jest z obciachem. Zgadzasz się z tym?

Absolutnie się z tym nie zgadzam. Bycie katolikiem, protestantem, czyli po prostu chrześcijaninem to powód do dumy, a nie wstydu. Jestem dumny z tego, że wierzę i żal mi ludzi, którzy pozbawieni są tej najwyższej wartości, jaką jest miłość do Boga.

Jakie było najtrudniejsze doświadczenie w Twoim życiu. Jak sobie wtedy poradziłeś?

Miałem wiele trudnych chwil w swoim życiu, zawsze jednak kiedy mam jakiś wielki problem to powtarzam afirmacje Boskie: „Bóg wypełnia moją duszę i serce, otacza mnie swoją zbroją, jedyną władzę w moim życiu sprawuje Bóg. Wszystko mogę w Chrystusie, Który mnie umacnia”.
Te słowa pomagają.  Otwierają drzwi do innego wymiaru. Do Boga…

Wiele osób gubi dzisiaj sens życia lub zmaga się z depresją. Ich sytuację pogłębiają często trudne doświadczenia z przeszłości, zranienia, brak akceptacji, a czasem po prostu fizyczne cierpienie. Czy jako zawodnik uprawiający sporty walki możesz powiedzieć coś co zmotywuje ludzi dotkniętych takimi kryzysami?

Bóg na siłę nie ingeruje w nasze życie. Na pewno nie można więc Go winić za nasze porażki. Człowiek sam kształtuje swój los i przeznaczenie. Jeżeli ktoś mocno wierzy, jego miłość do Boga jest ponad wszystko. Wtedy jego serce nie przepełnia depresja, zwątpienie, lecz Boskie światło i moc. Wtedy nasza wiara przenosi góry! Nie wystarczy prosić Boga o coś, trzeba po prostu w Niego wierzyć.

Na społeczeństwo można jednak spojrzeć także w sposób całościowy. Kryzysy jakie zaczynają się wtedy rysować wydają się być równie niepokojące. Rozpad rodziny, problemy związane z tożsamością, odwrócenie biegunów w ocenie dobra i zła… Czy Twoim zdaniem jesteśmy jeszcze w stanie jakoś sobie z tym poradzić?

Trwa wojna z pogaństwem, demoralizacją, zezwierzęceniem i totalną degrengoladą, jaką usiłują wprowadzić do naszego życia bezwartościowi ludzie, pozbawieni elementarnych wartości. Mają za sobą wielkie pieniądze i mainstreamowe media.  Próbują oni zniszczyć rodzinę i zdeprawować nasze dzieci, wprowadzając do szkół i przedszkoli pedofilię i homoseksualizm pod przykrywką ideologii gender. Ludzie ci chcą mieć totalną kontrolę nad wszystkim, usiłują zalegalizować w pełni mordowanie ludzi chorych, starszych i nienarodzonych dzieci. To chory świat, z którym trzeba walczyć, poprzez głoszenie Ewangelii. Wierzę, że w końcu prawda i miłość zwyciężą z aberracjami seksualnymi i lewackimi ideologiami.

Ufając w Bożą miłość do człowieka wierzymy, że Jezus Chrystus obdarza każdą i każdego z nas powołaniem lub wezwaniem do służby, którym najpełniej możemy uwielbić Boga i odpowiadać na potrzeby innych ludzi. W jaki sposób przejawia się Twoja służba?

Staram się, poprzez działalność charytatywną, pomagać innym. Angażuję się w rozmaite mecze i pokazy dla chorych dzieci, apeluję o pomoc finansową dla potrzebujących. Biorę również udział w akcjach pomocy dla bezdomnych. Ponadto w licznych wykładach staram się wskazać młodym ludziom właściwą drogę z dala od przemocy, narkotyków i alkoholu. Każdy człowiek wyciągnięty z bagna, to mój osobisty wielki sukces, pokazujący celowość takiego działania, czyniony zawsze w imię Boga i dla Jego chwały.

Jak sądzisz, na czym polega szczęście człowieka? Jak możemy je osiągnąć?

Szczęście polega na harmonii, jedności z Bogiem, stworzeniu rodziny i wychowaniu dzieci w wierze chrześcijańskiej, na wskazywaniu im odpowiednich wartości i celów. Czegoż więcej do szczęścia potrzeba? Miłości, bo tylko ona jest wieczna.

Zdradzisz jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Właśnie skończyłem pisać książkę „Żywot Jezusa Chrystusa”, nad którą pracowałem od 2006 roku. W tej chwili jest w korekcie. W tym miesiącu idzie do druku. Jakie mam plany? Mam w głowie kilka kolejnych projektów pisarskich, będę się starał je na pewno zrealizować. Ponadto chciałbym niezależnie od wyników, o ile mi na to oczywiście zdrowie pozwoli, rywalizować w sportach walki przynajmniej do 50 roku życia. Marzę też o studiach. Konkretnie o teologii. Zobaczymy jednak, co z tego wyjdzie, gdyż musiałbym studiować w Warszawie. Ponadto w procedurach przyjęcia na teologię protestancką wymagane jest poparcie księdza ze swojej parafii.  Kiedy rozmawiałem na ten temat, jakieś dwa lata temu, ksiądz proboszcz uświadomił mnie, że nie jestem jeszcze gotów. Dlatego, cały czas nad sobą pracuję, staram się zmienić negatywne cechy i przyzwyczajenia. Pragnę być jak najbliżej Boga. Sam wiem doskonale, że ogrom pracy przede mną. Jestem jednak pewny swojej drogi życiowej.

źródło: Deon/Rozmawiał Piotr Kosiarski

Smoleńsk? „Zamach”. Premier? Jarosław Kaczyński. Adam Michnik? „Czołowy propagandysta”. Kamil Bazelak to strongman, który ścinał się z Mariuszem Pudzianowskim. Jest także zawodnikiem MMA i bokserem, który w październiku wystąpi przed pożegnalną walką Andrzeja Gołoty. „Vanderlei” staje się właśnie wschodzącą gwiazdą prawicy. Przez poglądy, a nie dzięki 240 kg, które bierze na klatę.

Wanderlei Silva to brazylijski zabijaka – zawodnik mieszanych sztuk walki. Były mistrz w wadze średniej. 35 zwycięstw (w tym 24 przez nokauty),12 porażek. To jego imię – „Vanderlei” – przyjął za swój pseudonim Kamil Bazelak (rocznik 1975). I jako „Vanderlei” wchodzi na każdą walkę: do klatki albo na ring. Zawsze przy melodii „Furia” duetu raperów Ługo/Redzi.

Ale walka to nie wszystko. Bazelak pisze bowiem książkę „Żywot Jezusa Chrystusa”, opartą na czterech Ewangeliach, apokryfach i przekazach historycznych. Jak deklaruje, jest ona już niemal gotowa i we wrześniu ma trafić na półki.

Powód? Z oficjalnej biografii: – Rok 2006 okazał się przełomowy w życiu Kamila, który postanowił diametralnie zmienić swoje życie duchowe. Po długich rozmowach z księdzem (…) odnalazł sens w swoim życiu. Odnalazł Jezusa.

Radykalizm neofity widać po publikacjach w sieci.

– Moje poglądy z całą pewnością są radykalne. Zawsze mówię to, co myślę – prosto z serca, niezależnie od konsekwencji. Jestem patriotą i chrześcijaninem, ale nie katolikiem – tylko protestantem. Mimo różnic wyznaniowych zawsze stoję murem za Kościołem katolickim – mówi Onetowi Kamil Bazelak.

Do wartości, które wyznaje, przywiązany jest tak bardzo, że byłemu pastorowi Johnowi Godsonowi, który został wyrzucony z partii Jarosława Gowina, zarzucił brak ortodoksji. – Przykre jest to, że człowiek, który powołuje się na słowo Boże, tak mało ma wspólnego z Jezusem i wartościami, jakimi on się kierował – pisał Bazelak.

Od czasu przemiany strongman spotyka się z młodzieżą i opowiada o zgubnym wpływie narkotyków i o życia na ulicy. Nawet jeśli słowa nie robiłyby wrażenia, to wymiary już tak: biceps – 50 cm, klatka piersiowa – 130 cm, łydka – 50 cm. Wyciskanie sztangi leżąc: 240 kg. Ale bilans walk ma mieszany: wrestling – cztery wygrane i żadnej porażki; formuła K-1: 3:0 (wszystkie przez KO); MMA – 1-3, a w boksie zawodowym: 0-2.

Jako młodzian miał jednak wypadek – na obozie treningowym – i pękniętą podstawy czaszki. Kariera zawisłą więc na włosku. Ale wyszedł z tego i za pomoc dziękuje Włodzimierzowi Smolarkowi. Na zdjęciach, gdy miał 18 lat, kopie worek treningowy – zawieszony bardzo wysoko. Na ścianach plakaty: Bruce Lee i Jane Claude van Daame.

Trenował też kulturystykę. A do rywalizacji strongmanów włączył się w 2004 r. – mierzył się m.in. z Mariuszem Pudzianowskim (z „Pudzianem” zresztą wadził się i poza zawodami). W 2008 r. w europejskich zawodach Extreme Strongman BSN zajął drugie miejsce. W 2007 r. zajął pierwsze miejsce w zawodach w Janowie Lubelskim.

Jego późniejsze gladiatorskie walki mają w sobie coś z teatru. A Bazelak w graniu – może nie na scenie, ale jednak przed kamerą – jest zaprawiony. Statystą w filmach bywał już dawno – w 1989 r. pojawił się w filmie „Janka”, w scenach na wyścigach konnych i w kościele. W serialu „Malanowski i partnerzy” – gangsterem. W „Gwiazdy tańczą na lodzie” był gladiatorem. A to tylko niektóre epizody.

Bazelak oprócz książki o Jezusie pisze też o „zamachu w Smoleńsku” – krócej, bo na blogu, a nie w książce. I o polityce. A pisze tak ostro – i jednocześnie sprawnie językowo – że na swoje łamy biorą go prawicowe media jak wPolityce.pl i Stefczyk.info. Ten pierwszy serwis zagaja, że „zawodnik MMA, strongman, karateka, zapaśnik, dziennikarz sportowy i działacz społeczny bez ogródek komentuje najnowsze ustalenia ws. tragedii 10/04”.

Jak? Cytat: – Trzeba powiedzieć jasno, rosyjskie służby specjalne na rozkaz Władimira Putina zamordowały naszego prezydenta. Albo: – Donald Tusk przybijając piątki z Putinem po katastrofie w Smoleńsku, dobrze wiedział, kto jest odpowiedzialny za śmierć naszych obywateli.

Strongman formułuje zresztą wiele ostrych sądów. Premier Donald Tusk? „Antypolski i antychrześcijański”. Sprawa Smoleńska? „Tuszowana”. Polityka PO? „Promocja aberracji seksualnych i pedofilii pod postacią gender”. Rządy lewicy? „Wychowywanie legionów zboczeńców”.

A dla odmiany: Antoni Macierewicz? „Wbrew niektórym opiniom nie uważam go za oszołoma”.

Na Stefczyku (Fratria) – stronie, jak wynika ze stopki redakcyjnej, kierowanej przez Jacka Karnowskiego – pojawia się obok Jana Pospieszalskiego, Cezarego Mecha, Piotra Semki i Wojciecha Wencla. Częstym bohaterem tej witryny – i zarazem pozytywnym – jest z kolei Grzegorz Bierecki, senator PiS, który zbił ogromny majątek na kasach oszczędnościowych.

A Bazelak? Przedstawiany jest tu jako „polski strongman aktywnie włączający się w życie publiczne”. Albo „polski strongman przywiązany do Polski i polskości”. Jeśli ktoś wyraża wątpliwość co do jego zaangażowania, to odpór dają internauci: – Antypolacy są niestety wśród nas – piszą.

Strongman chce PiS-u, więc staje się postacią cytowaną przez prawicowe serwisy www.

W rozmowie z Onetem Bazelak zapewnia: – Nie należę do żadnej partii politycznej, ale nie ukrywam, że popieram zjednoczoną prawicę. Zdecydowanie najbardziej na polskiej scenie politycznej odpowiada mi polityka światopoglądowa, jaką reprezentuje Prawo i Sprawiedliwość – z uwagi na wartości, którymi kieruje się ta partia.

Dodaje jednak, że popieram także Ruch Narodowy i partię Jarosława Gowina (Polska Razem). – Chciałbym, żeby zakopano wszelkie antagonizmy pomiędzy nimi i aby pozostałe ugrupowania prawicowe utworzyły z PiS wielką prawicową siłę. Moim zdaniem prawica powinna się jednak zjednoczyć jeszcze bardziej, wtedy stanowić będzie potęgę, ogromny obóz patriotyczno- chrześcijański – myślę więc także o Ruchu Narodowym, który potrafi wyprowadzić na ulicę po kilka tysięcy osób. PiS jest w stanie na manifestacje ściągnąć po kilkadziesiąt tysięcy ludzi, więc RN byłby dla partii Jarosława Kaczyńskiego cennym sprzymierzeńcem – mówi Bazelak.

A myślał Pan, by zaangażować się w politykę?

– Jeszcze nie, bo cały czas jestem czynnym sportowcem. Teraz będę walczył na gali, na której walkę stoczy także Andrzej Gołota. Chciałbym jeszcze kilka pojedynków stoczyć, realizować w ten sposób swoje pasje, ale – nie ukrywam – cały czas będę komentował naszą polską politykę i zamierzam uważnie patrzeć politykom wszystkich opcji na ręce.

– Tomasz Adamek też walczy na ringu, ale pierwsze kroki w polityce postawił, startując w wyborach do PE. Więc można łączyć jedno z drugim – wskazuję.

– Adamek zdobył mistrzostwo świata – to największy polski pięściarz w historii. Nawet Andrzej Gołota, przy całej swojej legendzie, mistrzostwa nie wywalczył. Ja niestety mistrzem nie jestem i nigdy nie będę. A Adamka szanuję i jako boksera, i jako chrześcijanina. On, wchodząc do polityki, mógłby wnieść dużo dobrego z uwagi na ideały i uniwersalny system wartości chrześcijańskich, jakie stosuje w swoim życiu – odpowiada strongman.

– To kto w takim razie miałby przejąć władzę?

– Najbardziej charyzmatycznym politykiem obozu prawicowego jest Jarosław Kaczyński, dlatego też uważam, iż byłby on najbardziej adekwatną i wiarygodną osobą na stanowisku premiera – mówi Bazelak.

Niektórym jednak słowa Bazelaka o Bogu i Kaczyńskim zazgrzytały z jego wizerunkiem ringowego zabijaki. A także z wizerunkami, które strongman nosi na klacie. Internauci wytknęli pięściarzowi, że choć tak wiele mówi o wierze, to prezentuje się w demonicznej koszulce (a na niej m.in. czaszka i rogata postać).

– Czy nikt nie zwrócił panu uwagi na niestosowność koszulki, którą pan nosi? Demonizm, satanizm, magia, kult pogańskich wierzeń – to wszystko można z niej wyczytać. Za to katolicyzmy za grosz – napisał jeden z internautów. Inni jednak sparowali cios, podkreślając, że to firmowa koszulka sponsora – producenta odżywek.

Bo Bazelak na serio stara się trzymać swojego konserwatyzmu. Działa też społecznie – np. przekazując dochody z niektórych gali walk na cele społeczne. W jednym z listów do pewnej redakcji sportowej Bazelak pisał: – W dzisiejszych czasach następuje degradacja podstawowych wartości. Dominuje kasa, seks, chciwość, obojętność pogarda, zazdrość. Ludzie żyją (…) jakby wierzyli w wieczne życie na ziemi.

Teraz trenuje przed wyjątkowym pojedynkiem. W październiku ma stanąć w ringu – albo w klatce – podczas gali, na której pożegnalną walkę stoczy też Andrzej Gołota.

 źródło: Jacek Gądek/onet.pl

Kamil Bazelak

Kamil Bazelak

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz Waltz z Platformy Obywatelskiej, która mieni się być Katoliczką zwolniła ze stanowiska profesora Bogdana Chazana, który wystąpił w obronie życia nienarodzonego dziecka i odmówił aborcji. Fakt, iż lekarz zdecydował się na to, żeby nie zabijać, co notabene było zgodne z jego sumieniem i wiarą, spowodowało to, że został stłamszony, dyskredytowany przed media manstreamowe finansowane milionami złotych przez rząd PO. Atakowali go  politycy z SLD, PO i Twojego Ruchu.

Do cholery, czy lekarz  musi być mordercą? Jakie mam zapisy Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej?
Art 38 mówi, że Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia. Więc jak to się ma do nakazu zabijania dzieci? Czy ci politycy i dziennikarze, którzy nawołują do zabijania nie znają Konstytucji? Co za wstrętna hipokryzja rządu, jego urzędników i partii lewicowych mu kibicujących!

O czym mówi Dekalog – Dziesięcioro Przykazań danych nam przez Boga? Nie zabijaj! To święto prawo, które obowiązuje każdego chrześcijanina. I nie dotyczy tylko zabijania ludzi, ale także zwierząt. Jezus powiedział ” Cokolwiek byście złego uczynili tym najmniejszym moim braciom , to mnie byście uczynili”. Należy to wziąść pod uwagę, gdyż każdy człowiek niezależnie od jego wiary, światopoglądu stanie kiedyś przed Panem Bogiem i odpowie za swoje czyny.

Wróćmy jednak to profesora Chazana. W Polsce nie ma przyzwolenia społecznego na mordowanie dzieci. Mówią o tym zapisy prawne w Konstytucji RP i moralne w Dekalogu. Partie antychrześcijańskie czyli SLD, Twój Ruch i Platforma Obywatelska kierują się zaś najwyraźniej ideologią nazistowską. W przeszłości faszyści mordowali dzieci, które były niepełnosprawne. Mordowali również zdeformowanych fizycznie czy psychicznie dorosłych.  To była czystka, eliminacja ludzi niepełnosprawnych , aby Naziści mogli mieć czystą rasę Nadludzi pozbawioną elementów ułomnych w społeczeństwie. Do tego samego dążą najwidoczniej PO, SLD i Twój Ruch? Czym się kierowała Hanna Gronkiewicz Waltz zwalniając obrońcę życia profesora Chazana?
Czy prezydent Warszawy jest nazistką, która popiera mordowanie dzieci i ludzi niepełnosprawnych? Za tą decyzję Kościół w Polsce powinien ją natychmiast ekskomunikować.Taki los powinien spotkać każdą osobę, która udaje chrześcijanina a w sercu ma zbrodnie przeciwko ludziom. Należy w tym momencie zadać sobie pytanie czy Twój Ruch, SLD i PO popierają ideologię Adolfa Hitlera? W Polsce media mainstremowe atakują narodowców nazywając polskich patriotów faszystami. A tymczasem prawdziwych faszystów mamy w rządzie PO, w partiach SLD i Twój Ruch. To jest realny problem.

Wczoraj lekarze we Wrocławiu, chcieli odłączyć od aparatury podtrzymującej życie 17 letniego Kamila. Jego narządy wewnętrzne, chcieli zaś wyciąć i przeznaczyć do transplantacji. Kto im dał moralne prawo do zabijania i decydowania o ludzkim losie? Tacy lekarze to mordercy wpisujący się doskonale w krajobraz polityki partii lewicowych i obecnego rządu. Gdyby rzecz dotyczyła kogoś z mojej rodziny to musieliby mnie zabić na miejscu, bo dopóki bym oddychał i ruszał kończynami, to nie dopuściłbym w życiu do tego, aby lekarze zamordowali kogoś mi bliskiego. Dlatego też chylę czoła przed heroicznym czynem matki Kamila i znajomych tego chłopca, którzy wczoraj stoczyli istna batalię o jego życie.

Co się w naszym kraju dzieje? Ataki na Kościół i chrześcijan, obrazoburcze spektakle „Golgota Picnic” szydzące z Jezusa są ochraniane przez rząd i policję. Lekarze jak profesor Chazan broniący ludzkiego życia są niszczeni i dezawuowani. W szpitalach lekarze bez sumienia chcą mordować naszych bliskich. W szkołach i przedszkolach pedofile dają upust swoim fantazjom realizując swoje pragnienia seksualne przez Gender, które daje im swobodę molestowania naszych najmłodszych pod pozorami chorej ideologii. Transwestyta i komunista Krzysztof Bęgowski zwany Anną Grodzką chce wprowadzić do Polski pedofilię postulując obniżenie zgody na inicjację seksualną z dziećmi od 13 roku życia. Z całą pewnością marzy się Annie Grodzkiej, taki młody chłopiec, albo dziewczynka, bo z kosmosu takie postulaty i pragnienia się nie biorą. To jest wstrętne, obrzydliwe i amoralne.

Co się dzieje z Polską, mającą takie tradycje chrześcijańskie? Nie jestem wprawdzie katolikiem, lecz protestantem, ale stoję murem za chrześcijaństwem. Z naszego kraju pochodzi największy w historii Polak, prawdziwy wzór moralności papież Jan Paweł II, który jako pierwszy powiedział o cywilizacji śmierci odzwierciedlającej stosunek ludzi do życia. Niech więc nasza Cywilizacja Życia walczy z „cywilizacją śmierci”. Musimy ta walkę wygrać stawiając na Boga, rodzinę, miłość, szacunek dla życia i moralność.

Pozdrawiam wszystkich patriotów i chrześcijan

Kamil Bazelak

Portal STsport przeprowadził wywiad z z byłym strongmanem i karateką Kamilem Bazelakiem. „Vanderlei” opowiedział między innymi o swoich początkach w zawodach siłowych, a także co sądzi o pracy na planie filmowym.

Maciej Adamski : Witaj Kamilu. Upłynęło sporo czasu od naszej ostatniej rozmowy. Na początek chciałbym Cię zapytać o twoje video-blogi. Jest szansa, że powrócą i dalej będą pomagać początkującym ?

Kamil Bazelak : Niestety ostatnio nie miałem zbytnio czasu na porady, które dawałem na wideoblogach. Doba ostatnio jest dla mnie za krótka. Bardzo chciałbym do tego jednak powrócić.

Wróćmy na chwilę do czasów, gdy sporty siłowe gromadziły tłumy kibiców. Rok 2004 – twój debiut w zawodach strong-man. Jak go wspominasz ? Była trema?

Była ogromna trema, tym bardziej, że zadebiutowałem u siebie w Łodzi. Zawody odbywały się na hali około kilometra od mojego miejsca zamieszkania, więc na imprezie były tłumy ludzi, dużo znajomych hala dosłownie pękała w szwach. Zająłem wtedy piąte miejsce na sześciu zawodników, a startowałem z weteranami tego sportu min. z Robertem „Maximusem” Szczepańskim.

W jaki sposób Artur Kwiatkowski Cię przekonał, byś spróbował swoich sił w tym kierunku? Wcześniej trenowałeś karate.

Artur Kwiatkowski był silnym facetem. Ważył 160kg, wcześniej razem trenowaliśmy boks na łódzkiej Gwardii, potem za namową Michała Kopcika zająłem się na chwilę kulturystyką zajmując czwarte miejsce na Debiutach Kulturystycznych w Bydgoszczy. Artur Kwiatkowski pchnął mnie z kolei w kierunku rywalizacji w zawodach strongman. Razem ćwiczyliśmy, przerzucaliśmy opony, nosiliśmy walizki, belki. Było hardocorowo, bo miejsce, w którym trenowaliśmy miało klimat mocno „zajezdniowy”.

Jako bokser amatorski, zająłeś między innymi 2 miejsce w Ogólnopolskim Turnieju Bokserskim ( Łódź luty 1997 ). Z kolei na gali Marcina Najmana miałeś swój debiut zawodowy. Jak wiele zapomniałeś od czasów swoich amatorskich osiągnięć ?

Jako amator byłem na pewno lepszy, szybszy. Zresztą ważyłem wtedy 81kg, a nie 125kg. Boksowałem z wieloma utalentowanymi pięściarzami amatorskimi min. z Piotrem Ścieszko. Powrót do boksu po tylu latach  na pewno był ciekawy, ale muszę dużo jeszcze nad sobą popracować. Przede wszystkim nad szybkością i pracą nóg.

Twój ostatni udział na szklanym ekranie jako aktor, to występ w serialu „Czyja wina?” ( odcinek „Rdzawy spadek” ). Ale masz na koncie również udział w takich produkcjach jak „Ukryta prawda”, czy „Malanowski i partnerzy”. Czujesz się aktorem ? Chciałbyś jeszcze wrócić na plan filmowy ?

Miałem ostatnio okazję, aby zagrać w serialu „Detektywi”, „Dlaczego ja” .Dwukrotnie miałem propozycje głównych ról, niestety nie mogłem zagrać z uwagi na niedogodne dla mnie terminy. Z całą pewnością, jeszcze wrócę do aktorstwa. Lubię ten klimat, kamery. Jest to naprawdę fajna zabawa.

Zostając jeszcze przy temacie filmów. Masz ulubionego aktora ?

Mam ich kilku, są to na pewno Al. Pacino, Robert de Niro, Sylwester Stallone i z komediowych Ben Stiller i Jim Carrey.

Na zakończenie naszej rozmowy, zadam Ci pytanie z innej „beczki”. Maciej Maleńczuk twierdzi, że człowiek, który nie zna na pamięć ani jednego wiersza – nie jest człowiekiem. Co o sądzisz o tych słowach ? Znasz zatem na pamięć choć jeden wiersz ?

Może Maciej Maleńczuk zbytnio to generalizuje, jednakże ma rację co do jednego, ludzie, którzy nie znają poezji w naturalny sposób są pozbawieni empatii. I to jest fakt. Znam wiele wierszy na pamięć. Napisałem ich trochę w przeszłości, choć nigdy ich nie publikowałem. Wiersze te są odzwierciedleniem moich różnych stanów duchowych, przeżywanej miłości, tęsknoty czy cierpienia. Piszę je do tej pory z różnym natężeniem. Pierwszy stworzyłem w 1994 roku, a więc robię to jakieś 20 lat.

źródło: stsport.pl

Rozmawiał : Maciej Adamski 

 

Kamil Bazelak pisze książkę „Żywot Jezusa Chrystusa” opracowywaną na podstawie czterech Ewangelii Nowego Testamentu. Książka łączy ze sobą fakty historyczne i przekazy ewangeliczne skomasowane w jedną logiczną i spójną całość odzwierciedlającą wiarę, nadzieję, miłość i wszechobecne miłosierdzie Boże.

Jak powiedział Kamil Bazelak -Do końca wakacji 2014  skończę pisać książkę, która okazała się największym wyzwaniem mojego życia.

Pozostało nam, więc tylko czekać…

Kamil Bazelak

Kamil Bazelak

Fragment książki możecie przeczytać
TUTAJ

Powered by ST.