Archiwum dla: Jezus Chrystus


dav

Nienawiść jest uczuciem wrogości, niechęci do ludzi, cieszeniem się z nieszczęścia innego człowieka, szkodzenia mu w każdy możliwy sposób. Nienawiść jest przeciwieństwem miłości, uczuciem, które zmierzać może do zabójstwa osoby znienawidzonej.
Jak mówi Pismo Święte: „Każdy kto nienawidzi brata swego, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie ma w sobie życia wiecznego.” (1J 3:15)

Przed wiekami nienawiść świata skupiła się na Jezusie Chrystusie. Był prześladowany przez Judejczyków, znienawidzony za prawdę, którą głosił, znienawidzony za cuda, jakich dokonywał. Jezus wskazał nam drogę, jaką powinniśmy zmierzać. Na tej drodze nie ma nienawiści, zazdrości i zawiści. Jest tylko miłość do Boga, miłość do ludzi, współczucie, szacunek, wierność, prawdomówność i uczciwość. Jeżeli czujemy do kogokolwiek nienawiść to znaczy, że zbłądziliśmy, zgubiliśmy drogę do wieczności.

Nienawiść jest trucizną dla ludzkiego umysłu i życie w nienawiści nie rzadko prowadzi do tragedii. Nienawiść jest zaprzeczeniem miłości i wywodzi się z lęku, zazdrości i zawiści. Odpowiada za nią druga jaźń człowieka, która jest siedliskiem lęku i wszelkich negatywnych emocji. Człowiek wierzący musi czuć, że inspiruje go miłość do Jezusa, a Królestwo Niebieskie jest celem jego ziemskiej wędrówki.
Owocami wiary w Boga są bowiem miłość, spokój, łagodność, uprzejmość, prawdomówność, którymi winien kierować się każdy chrześcijanin.
” Jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem. Stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.” (2 Kor 5,17)

Wielu ludzi żyje przeszłością, rozpamiętując minione dni. Są też tacy ludzie, którzy zamartwiają się, myśląc bezustannie o nadchodzącej przyszłości. Istnieje też grupa osób, która żyje nierealnymi fantazjami, które nie mają szans na urzeczywistnienie. Jak powinniśmy zatem żyć? Jezus na zboczu góry w Galilei, dał nam odpowiedź na to pytanie:
„ Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski. Dosyć ma dzień swego utrapienia.”(Ewangelia św. Mateusza 6,7-6,8).

Musimy, więc żyć teraźniejszością, albowiem tylko taka egzystencja ma sens. Człowiek na tym świecie jest tylko przez ulotną chwilę, dlatego musimy cieszyć się i delektować się każdą sekundą i minutą, upływającą z naszego życia. Nie znamy, ani dnia, ani godziny,kiedy przyjdzie nam się żegnać z tym światem, dlatego bądźmy świadomi czasu, w jakim obecnie trwamy. Żyjmy świadomie i dziękujmy Bogu za każdy kolejny dzień, kiedy budzimy się rano zdrowi i szczęśliwi. Dziękujmy Panu za naszą rodzinę, za dom, w którym mieszkamy, za pracę, za nasze radości i troski.
Zapomnijmy o przeszłości. Nie ważne, kim byłeś wczoraj, ważne jest tylko to, kim jesteś dzisiaj.Tylko to ma prawdziwe znaczenie. Wyrzućmy z siebie grzechy przeszłości, wyznajmy je przed Jezusem, prośmy o wybaczenie i łaskę. Nie myślmy też o zbliżającej się przyszłości, nie zamartwiajmy się nią na zapas. Każdy kolejny dzień będzie miał swoje własne troski. Liczy się tylko ta obecna chwila, w której teraz żyjemy. Zatrzymajmy się na moment i w Jezusie uznajmy Boga. Żyjmy tą chwilą, która trwa obecnie. Ufajmy Bogu!

Nadchodzi Święto Bożego Narodzenia. W Wigilię w symboliczny sposób czcimy narodziny Pana Jezusa, Syna Bożego. Niech, więc to Święto, będzie prawdziwym Świętem, podczas, którego oddamy hołd należny Bogu.
Święto Bożego Narodzenia, to czas wielkiej radości dla chrześcijan, czas jednoczenia się w miłości i wierze. Nie zapominajmy, że naszą siłą jest nasza wiara.
My, jako chrześcijanie musimy godnie i w modlitwie spędzić nadchodzące Święta, gdyż poprzez nasz szacunek i miłość do Boga wstępujemy na drogę do Zbawienia i Życia Wiecznego.
Bądźmy silni wiarą i duchem. Błogosławmy Święte Imię Pana, On jest bowiem naszą Mocą, Pieśnią i Zbawieniem.
Błogosławionych Świąt!

Lęk to ulubiona broń Szatana, nie zwalczaj więc lęku lękiem. Rzuć mu odważne wyzwanie i pokonaj go czystym sercem. Uświadom sobie, że Bóg odbiera lękowi wszelką siłę oddziaływania na ciebie. To co afirmujesz i w co wierzysz decyduje o twojej przyszłości. Odrzuć negatywne myślenie i módl się do Pana o pozytywne wartości. Uświadom sobie, że Bóg jest w tobie i dlatego traktuj go z szacunkiem. Nigdy nie poniżaj samego siebie. Nie myl pokory z samoudręczaniem i poniżaniem siebie. Bądź odważny i dąż do szczęscia!

 

Przekleństwa są trucizną dla naszej duszy, podobnie jak papierosy dla ciała. Można zaanieczyszczać atmosferę przekleństwami, podobnie jak powietrze dymem papierosowym. Od nas zależy, jacy będziemy. Chcemy żyć w brudzie i w smrodzie przekleństw, upokarzając w ten sposób naszą duszę, to nasz wybór. Mamy wszakże wolną wolę.
Ja wybrałem inną drogę i wszyscy wiedzą, że nie posługuję się takim językiem. Nie toleruję również takiego słownictwa w swojej obecności.
Jezus powiedział „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”.
Jezus mówi nam tymi słowami, że nasza mowa ma być prosta. Mamy być na „Tak” dla miłości i zdecydowanie na „Nie” dla grzechu.

Dzisiaj z okazji 100 – lecia niepodległości Polski byłem na koncercie uwielbienia Pana w Kościele Ewangelicko-Augsburskim św. Mateusza w Łodzi, gdzie wystąpił zespół chrześcijański Exodus 15. Podczas wieczoru uwielbienia Jezusa odbyło się wręczenie nagród „Serce Łodzi” oraz ekumeniczna modlitwa, którą prowadzili abp Grzegorz Ryś (metropolita łódzki), ks. Michał Makula (proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Łodzi) oraz pastor Leszek Wakuła (Zbór Baptystów w Łodzi).

Exodus 15 z utworem „Duszo ma Pana chwal”

Ktokolwiek uwierzy w Jezusa, będzie zbawiony! Światłość przyszła na świat, lecz ludzie z powodu zła, które czynili upodobali sobie ciemność. Ciemność jest łatwiejsza, przyjemniejsza. Zepsucie, kłamstwo, oszustwo, brak pokory, nienawiść, zawiść, zazdrość – to tylko nieliczne drogi prowadzące do Piekła.
Jezus powiedział, że każdy człowiek, który zło czyni, nienawidzi Światłości, bo jest ona przeciwieństwem jego złych czynów. Ludzie, którzy postępują zgodnie z prawdą, miłością, wiernością i uczciwością zawsze dążą do Światłości, postępując zgodnie z wolą Jezusa. Ich uczynki są dokonane w Bogu i z myślą o Bogu. Taka też powinna być droga każdego chrześcijanina. Musimy kroczyć drogą, jaką wskazuje nam Jezus. Mimo upadków, jakie niesie za sobą życie odrzućmy zło, a przyjmijmy dobro. Dobrem, a nie nienawiścią odpłacajmy innym. Umrzyjmy i narodźmy się na nowo, aby stać się nowymi ludźmi w Bogu.

Dostałem pytanie od jednego z internautów, cytuję:
„Skoro Bóg jest idealny i wszechmogący to dlaczego stworzył świat pełen cierpienia? Mógł stworzyć od razu wspaniały świat.”
……………….
Nie można winić Boga, za to co się dzieje na świecie, za wojny, morderstwa, kradzieże, oszustwa, pożądliwość, czy dewiacje seksualne. Bóg stworzył świat idealny, ale człowiekowi się to nie spodobało, gdyż czuł się niewolnikiem. Bóg dał człowiekowi wolną wolę i to człowiek z pełną świadomością ponosi pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Nie ma w tym winy Boga, lecz tylko człowieka.
Bóg stworzył człowieka z miłości. Aby mogła istnieć miłość, musi jednocześnie istnieć również wolność, dlatego też Bóg dał każdemu człowiekowi wolną wolę, aby sam mógł korzystać z wolności i wybierać pomiędzy dobrem, a złem. Ludzie dostając możliwość wyboru i pełną wolność, częstokroć wybierają nienawiść, niesprawiedliwość, nienasycone pożądanie, żądzę posiadania i żądzę mordu. Ludzie w swej zarozumiałości i chciwości, chcą mieć nieograniczoną władzę, taką jaką posiada Bóg. Bóg jest jednak czystym dobrem i miłością. Ludzie wykorzystując swoją ziemską władzę do krzywdzenia innych, korzystając z wolności danej przez z Boga, popadają w bezkres grzechu. To ich wolny i świadomy wybór.

Jak poznałem Jezusa?

Byłem ateistą. Kroczyłem drogą do zatracenia przez używki, agresję. Dwanaście lat temu poznałem Boga. Nie od razu to mnie jednak zmieniło. Moja metamorfoza była stopniowa. Ewoluowałem latami. Dwukrotnie w swoim życiu, doświadczyłem Obecności Jezusa, co spowodowało ostateczną zmianę mojej osobowości, przewartościowanie mojego życia.
Największym moim grzechem był grzech pychy. Dopiero, kiedy go odrzuciłem wszedłem na właściwą drogę prowadzącą do Boga.
Dzisiaj nauczam karate. Pracuję z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Angażuję się w rozmaite projekty charytatywne.

Pierwszy raz doświadczyłem Obecności Jezusa, gdy biegałem po lesie, modliłem się o jakiś znak od Boga i wtedy zobaczyłem świetlisty promień spływający z nieba. Stanąłem jak zauroczony. To moja relacja z tamtej chwili…

Podczas dzisiejszego biegania doświadczyłem Czegoś niezwykłego, Obecności Jezusa Chrystusa…był światłem, blaskiem, czymś pięknym, ezoterycznym i nieskazitelnie czystym. Poczułem spokój ducha, ogromną radość. Dziękowałem za ten znak, za Obecność, Objawienie się w porannym świetle, za ciszę i wiarę, jaka mnie przenikała. Modliłem się o znak z Niebios i go dostałem. To doświadczenie zmieniło mnie w jednej chwili. Chciałbym codziennie doświadczać takiego stanu i widzieć Obecność Jezusa, bo Objawienie takie buduje wiarę człowieka i wynosi ją na piedestał miłości i atencji dla Boga. Światło które widziałem było piękne, przejrzyste, czułem ogarniającą mnie Wszechmogącą i Wszechwieczną moc Jezusa emanującą ze światłości. To niesamowite przeżycie, nie dające się opisać żadnymi słowami. To trzeba poczuć!

Drugie doświadczenie Obecności Pana, było podczas ekstremalnej sytuacji, gdy byłem blisko śmierci.

Czwartego lipca wybrałem się na długie wybieganie w góry Sokole. Plan zakładał 1, 5 godzinu intensywnego biegu. Założyłem rashguarda i grubą bluzę, aby się wypocić. Nie przewidziałem jednak, że tym razem przesadzę. Po kolei pokonywałem górki i inne konkretne jurajskie wzniesienia. Pociłem się przy tym niemiłosiernie, a nie wziąłem ze sobą krzty wody. I to był wielki błąd. W pewnym momencie poczułem, że słabnę, zaczęło mi się kręcić w głowie, miałem mroczki przed oczyma, ogromne pragnienie, myślałem, że zaraz upadnę. Z nieba lał się niemiłosierny żar. Upał, skwar zabijały we mnie każdą komórkę. Było źle, naprawdę źle. Do najbliższych drzew miałem około 300 metrów, zero cienia, ucieczki przed słońcem. Było mi niedobrze, czułem, że zaraz odpłynę. Wiedziałem, że to skrajne odwodnienie. Ostatkiem sił zadzwoniłem po pomoc do rodziny, nie wiedziałem jednak, gdzie jestem. Zacząłem się modlić do Jezusa. Czułem oddech śmierci na swym karku. Ledwo szedłem, słaniając się na nogach i cały czas się modliłem mówiąc „Ufam Ci Jezu”.. Dotarłem do drzew, a potem do jakiejś drogi. Szedłem jak w amoku, cały czas się modląc do Jezusa. Czułem Jego Obecność przy mnie. Nie bardzo wiedziałem, gdzie jestem, ale zawierzyłem się Panu. Dotarłem do jakiejś piaszczystej drogi, a potem do rozstaju dróg, gdzie pośrodku był krzyż z ukrzyżowanym Jezusem. Ostatkiem sił wysłałem sms z lokalizacją miejsca, gdzie mniej więcej jestem. Położyłem się pod krzyżem i leżałem, czekając. Nie wiem, ile to trwało, ale mnie znaleźli. Dostałem wody, ale z powodu przegrzania organizmu i odwodnienia trzęsłem się z zimna. Puls miałem ledwo wyczuwalny, bardzo niskie ciśnienie. Rodzina miała wzywać pogotowie, ale uprosiłem, żeby tego nie robili. Ponad półgodziny mnie nawadniali, a potem w hotelu przez długi czas leżałem z lodem na karku i głowie i stopniowo przyjmowałem płyny.
Jestem pewien, że gdyby nie interwencja Jezusa, wyprowadzenie mnie pod Jego krzyż, dzisiaj mnie już by nie było wśród was. Gdybym padł w tym słońcu, już bym się więcej nie podniósł. Byłoby po mnie. Zanim by mnie znaleźli upłynęłoby wiele godzin. Wiele słyszy się o zgonach ludzi podczas biegania, właśnie z przegrzania organizmu i odwodnienia. Zrobiłem idiotyczną rzecz biegając w upał tak ubrany, bez butelki wody. Było to jednak dla mnie ogromne przeżycie, doświadczenie, za które jestem wdzięczny Bogu. W jaki sposób na tym odludziu trafiłem właśnie na krzyż Pański? Cały czwarty lipca spędziłem na modlitwach dziękczynnych. Życie zawdzięczam Jezusowi. Bogu niech będzie chwała!

Powered by ST.