Przedstawiamy fragment książki, którą pisze Kamil Bazelak. Publikacja całej książki planowana jest na październik/listopad 2014 roku. Prawa autorskie zastrzeżone.Wszelkie powielanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstu bez zgody autora będzie naruszeniem ustawy o prawach autorskich. W razie jakichkolwiek pytań prosimy o kontakt na email: redakcja@bodystyle.com.pl

PROLOG

W 37 roku p.n.e królem Judei  został Herod II Wielki, znany awanturnik z Idumei  mianowany na władcę z nominacji senatu Cesarstwa Rzymskiego. Judea w tym czasie znajdowała się całkowicie pod wpływami  senatu rzymskiego, którą zarządzał wprawdzie nie bezpośrednio, lecz za pomocą mianowanych przez siebie władców żydowskich. Herod zaszczycony taką nobilitacją dał się poznać senatorom i swoim podwładnym jako władca poszerzający swoje wpływy i rozbudowujący królestwo, a jednocześnie jako człowiek okrutny i bezwzględny, skazujący na śmierć nawet własne dzieci. Na rozkaz króla dokonano egzekucji przez uduszenie jego synów Arystobula i Aleksandra I za rzekome spiskowanie przeciwko ojcu . Bezlitosny król wydał również rozkaz zabicia swojej drugiej żony Mariamme. Na krótko przed śmiercią tyrana stracono za intryganctwo również jego syna Antypatra. Herod był prawdziwym wcieleniem „zła”. Nie potrafił okazać litości nawet własnym dzieciom. Do jednego z najbardziej okrutnych czynów jakich się dopuścił podczas swoich rządów była „rzeź niewiniątek” –wymordowanie w Betlejem  wszystkich chłopców do drugiego roku życia. Życie tych dzieci nie miało dla niego żadnego znaczenia. Był wyzutym z sumienia człowiekiem, któremu obca była empatia nawet wobec członków swojej rodziny. Rozkaz masowego mordu obcych mu dzieci był dla niego czymś normalnym i racjonalnym. Zagrożona była jego władza, a więc według jego przekonania miał prawo zrobić wszystko, aby zapobiec utracie tronu. Każde morderstwo było uzasadnione. Każde cierpienie konieczne. Był przecież królem i miał prawo decydować o życiu i śmierci innych ludzi. Był ich panem i władcą. Myślał, że jest nietykalny i nieśmiertelny. Ale nie był.

Sprawiedliwy los odpłacił mu za jego demoniczną tyranię śmiercią w straszliwych męczarniach. Umierał przez wiele dni cierpiąc na nowotwór nerek. Do ostatnich swoich chwil przeklinał Boga i wydawał wyroki śmierci na ludzi w tym i na swojego syna. Po śmierci nie zaznał łaski, a jego dusza została skazana na wieczne męki. Jego los stało się konsekwencją jego życia.

 

ROZDZIAŁ  I

W 6 roku p.n.e kapłan Zachariasz pełnił liturgiczną służbę w świątyni jerozolimskiej. W owym czasie kapłani z powodu ich dużej liczebności podzieleni byli na 24 oddziały. Każdy z nich dwa razy do roku przez tydzień pełnił służbę w świątyni. Zachariasz należał do oddziału Abiasza, syna Melekora, który służył w ósmym i trzydziestym drugim tygodniu w ciągu roku. Druga zmiana Zachariasza wypadała więc mniej więcej w połowie sierpnia. W trakcie liturgicznej służby kapłani z danego oddziału mieszkali tymczasowo na terenie starego miasta, a po zakończeniu posługi wracali do swoich domów.

Zachariasz był żonaty z Elżbietą jedną z córek kapłana Aarona i  na co dzień mieszkał z nią w Ain-Karim nieopodal Jerozolimy. Obydwoje żyli przykładnie, zgodnie z Dekalogiem, jednakże pomimo wieloletnich starań nie mieli jednak dzieci, gdyż Elżbieta była bezpłodna.  Zachariasz był już w podeszłym wieku podobnie jak Elżbieta, ale mimo to nie przestali marzyć o dziecku i modlić się o jego narodziny. Ich serca nadal były pełne wiary.

Nadszedł w końcu sierpień, który miał odmienić ich życie. Zachariasz w tym czasie spełniał posługę religijną w świątyni jerozolimskiej, gdyż był to trzydziesty drugi tydzień, a więc kolejna druga już w tym roku zmiana oddziału Abiasza. Podczas swej służby, gdy reszta wiernych modliła się na zewnątrz świątyni Zachariasz, który był w środku zgodnie ze zwyczajem palił kadzidła dokonując tak zwanego „okadzania” ołtarza obchodząc go z kadzielnicą raz z prawej, raz z lewej strony. W trakcie wykonywania tego rytuału ukazał mu się Archanioł Gabriel ,który stanął po prawej stronie ołtarza. Zachariasz na widok tego nagłego i niespodziewanego objawienia wystraszył się. Nie wiedział jak zareagować, jak się zachowywać, co mówić. Archanioł był wysłannikiem Boga i jednocześnie aniołem zemsty i śmierci, najwyższym rangą aniołem sprawującym władzę na rajem.

Gabriel widząc jego przerażenie przemówił:

– Nie bój się mnie Zachariaszu. Twoje modlitwy do Boga zostały wysłuchane. Twoja żona Elżbieta urodzi w końcu syna, którego nazwiesz imieniem Jan. Ogarnie cię bezmierna i bezgraniczna radość, a z narodzin twojego dziecka będzie się cieszyć wielu ludzi, gdyż wywyższony on będzie przez samego Boga. Już w łonie matki zostanie napełniony Duchem Świętym. W swoim dorosłym życiu zgodnie z przeznaczeniem Jan głosić będzie prawa Boże i wielu synów Izraela nawróci się dzięki niemu do Boga. Twój syn gloryfikować będzie imię Boże z duchem i mocą Eliasza, aby zmieniać serca ojców i kierować je ku dzieciom, a nieposłusznych prawom Bożym przywoływać do roztropności. Celem życia Jana stanie się przygotowanie ludzi do spotkania z Bogiem.

Jego głos zabrzmiał łagodnie i kojąco, niczym melodia. Płynął prosto do serca, targał za duszę, zniewalał, dawał nadzieję. Było w nim coś elektryzującego i tajemniczego. Mimo łagodności czuć było w nim ukrytą moc. Zachariasz czuł jak początkowa nerwowość i  napięcie powoli z niego opadają.  Pojawiła się ciekawość. Czego tak naprawdę mógł oczekiwać? Na co liczyć?

W jego głowie zrodził się sceptycyzm i zwątpienie. Wcześniej przecież godzinami modlił się do Boga i nie dawało to żadnego rezultatu. Nie mógł pojąć jak fizyczna bariera jaką był jego podeszły wiek mogła zostać przełamana. W jaki sposób miałby stać się ojcem, a jego bezpłodna żona matką? Przecież to było niemożliwe!

-Czy otrzymam jakiś znak potwierdzający tą obietnicę? –zapytał się – Jak mogę bowiem w to wszystko uwierzyć, skoro jestem już taki stary i moja żona również do młodych kobiet nie należy? Nie jest to możliwe, abyśmy w tym wieku jeszcze mieli dzieci.

Archanioł dostrzegłszy, że Zachariasz mu nie wierzy i ma wątpliwości zmienił nagle swój tembr głosu, który zabrzmiał teraz metalicznie i surowo. Nie było w nim ani śladu wcześniejszej łagodności – Ja jestem Gabriel, stojący przed Bogiem. Posłany zostałem do ciebie przez Boga, aby ci oznajmić to co usłyszałeś, jednakże ty nie dałeś wiary moim słowom. Nie wierząc zaś mnie okazałeś brak wiary w Boga, którego jestem tylko emisariuszem. Za to od dnia dzisiejszego staniesz się niemową i nie przemówisz, aż do dnia, kiedy się wypełni to co powiedziałem, a moje słowa spełnią się w określonej dla nich porze.

To mówiąc zniknął tak nagle jak się pojawił. Zachariasz został sam. Próbował krzyknąć, zawołać Archanioła, ale z gardła jego wydobyło się tylko nieartykułowany bełkot. Nie był w stanie powiedzieć nawet słowa. Czuł jakby sparaliżowało mu język i krtań. Był niemową. Dając wyraz swej niewiary otrzymał za to karę.

W tym samym czasie ludzie zgromadzeni przed świątynią w której Zachariasz dokonywał okadzania ołtarza czekali niecierpliwie na jego powrót z sanktuarium. Żaden wierny nie był jednak świadomy tego co  w tym czasie działo się w świątyni. Gdy kapłan wyszedł w końcu na zewnątrz okazało się, że nie był w stanie się do nich odezwać. Zadawali mu liczne pytania o przyczyny tej afazji na które nie mógł nic odpowiedzieć. Kiwał tylko głową aprobując lub negując to co do niego mówiono. Ludzie domyślili się, iż Zachariasz miał jakąś wizję lub objawienie, które spowodowały to kalectwo. Zastanawiali się czym mógł się narazić Bogu, że go tak pokarał? Zachariasz nie mógł im nic wytłumaczyć. W całkowitej bezsilności, nie mogąc wypowiedzieć nawet jednego zrozumiałego słowa kapłan zaczął żałować swej niewiary jaką okazał wysłannikowi Boga. Sam nie wiedział co w niego wstąpiło. Dlaczego tak się zachował? Dlaczego zwątpił w moc Najwyższego? Teraz ponosił tego konsekwencje.

Mimo nieprzewidzianego kalectwa Zachariasz wytrwał do końca dni swojej liturgicznej służby, która trwała tydzień. Dopiero kiedy zakończył posługę powrócił do swojego domu. W tym okresie współżył z Elżbietą, aby się wypełniło zwiastowanie Gabriela. Jak się szybko okazało jego żona zaszła w ciążę. Fakt ten początkowo ukrywała przed ludźmi, a milczenie przerwała dopiero w piątym miesiącu ciąży dziękując Bogu za wyleczenie niepłodności, która przynosiła jej niesławę i wstyd wśród innych ludzi.

**

W marcu 5 roku p.n.e , który był szóstym miesiącem od momentu poczęcia Jana czyli w Bóg posłał Archanioła Gabriela do miasta w Galilei nazywającego się Nazaret leżącego około 30 kilometrów na zachód od południowego krańca Jeziora Galilejskiego. Gabriel odwiedził dom Józefa Cieśli i Maryi. Maryja według etymologii oznaczała „Umiłowana przez Pana”, ale tak naprawdę nigdy się nie dowiemy, dlaczego Bóg wybrał właśnie ją na matkę syna Bożego.

Maryja była drugą żoną Józefa. Mimo tego, iż pozostawali w związku małżeńskim nigdy ze sobą nie współżyli, gdyż Józef pojął ją za żonę jak młodą dziewczynę, a sam był w sędziwym wieku. Maryja miał wtedy 14 lat, a Józef około 80 lat, co nie było jednak niczym niezwykłym w tamtych czasach.

Józef w poprzednim związku małżeńskim był mężem Eschy i miał z nią sześcioro dzieci Lizję, Lidię,Judę Tadeusza, Jozesa ,Jakuba i Szymona . Syn Józefa Jakub nazwany później Sprawiedliwym był w tym samym wieku co Maryja.

Kiedy Archanioł Gabriel zjawił się w Nazarecie z posłannictwem od Najwyższego i wszedł do domu Józefa Cieśli była w nim sama Maryja.

-Raduj się kobieto, obdarzona łaską Boga, Pan z tobą.

Maryja słysząc te słowa poczuła się onieśmielona i zawstydzona. Zapytała się Gabriela dlaczego ją tak pozdrawia? Co miały znaczyć te słowa, które kierował do niej?

Archanioł wyczuwając w jej głosie drżenie, a w zachowaniu obawę, odpowiedział:

-Nie bój się Maryjo, bo zyskałaś łaskę u Boga. Zajdziesz w ciążę i urodzisz syna, którego nazwiesz Jezus. Twój syn będzie: Synem Najwyższego i jemu Pan Bóg powierzy tron Dawida czyniąc go na wieki królem nad plemieniem  Jakuba, a jego panowanie nad ludźmi nigdy nie będzie mieć końca.

Słysząc to Maryja zapytała anioła:

– Jak to będzie skoro nie współżyłam nigdy z Józefem? W jaki sposób zajdę w ciążę?

Maryja była już prawnie w związku małżeńskim z Józefem, ale nigdy nie uprawiali seksu. Miała 15 lat. Dzielił ich zbyt duży dysonans wiekowy, a  ich małżeństwo było związkiem platonicznym pozbawionym relacji fizycznych.

Archanioł Gabriel wysłuchawszy pytań Maryi odpowiedział:

-Duch Święty przyjdzie do ciebie i moc Boga Najwyższego okryje cię swoim cieniem, dlatego dziecko, które się narodzi będzie Świętym Synem Bożym. Twoja krewna Elżbieta jest w tej chwili w szóstym miesiącu ciąży, w którą zaszła z Zachariaszem pomimo swej starości. Jak wiesz ludzie nazywali ją złośliwie „jałowa” czyli bezpłodna, ale Bóg zmienił ten stan rzeczy, bo dla Boga nic nie jest niemożliwe.

Maryja słysząc, co spotkało Elżbietę przestała mieć jakiekolwiek obawy i wątpliwości. Zniknęło też jej początkowe zmieszania, a jej serce napełniło się spokojem Bożym.

-Jestem służebnicą Pana –powiedziała – Oby się stało według słowa twojego.

Archanioł Gabriel widząc, że spełnił swoje posłannictwo zgodnie z wolą Boga odszedł od niej wracając przed oblicze Pana.

Maryja zostawszy zaś sama idąc za impulsem chwili postanowiła niezwłocznie wybrać się w odwiedziny do swojej krewnej, aby naocznie przekonać się o ciąży i wspomóc Elżbietę w tym ostatnim, najcięższym przed porodem okresie. Poinformowała o swoich zamiarach Józefa, który nie oponował w takiej sytuacji, po czym udała się w wielkim pośpiechu do miasta An-Karim leżącego 150km od Nazaretu i 7 km na zachód od Jerozolimy, gdzie mieszkała Elżbieta. W dniu dzisiejszym An-Karim nie jest już miastem, ale jedną z dzielnic Jerozolimy…

foto: http://www.donbosco-torino.it/pol/page8.html

http://anulka77.wordpress.com/2011/04/27/swieci-obok-nas-swieta-maryja-i-swiety-jozef/

« »