Wpisy z: Listopad, 2015


29 listopada 2015 roku na zaproszenie wspólnoty Zarażę Cię Bogiem, Stowarzyszenia Dobry Przekaz i księdza Marcina odwiedziłem Kielce, gdzie w Kościele św. Wojciecha dałem Świadectwo swojego Nawrócenia i obecności Jezusa w moim codziennym życiu. Spotkałem wielu ludzi, którzy dzięki interwencji Boga, doświadczyli prawdziwej duchowej metamorfozy i niesłychanej wewnętrznej radości, wynikającej z czystej miłości do Boga. Ludzie, którzy byli obecni w Kościele szukali swojej tożsamości w wierze, pragnęli jej umocnienia, identyfikacji z kimś, kto kocha Boga równie mocno, jak oni.
Swoim świadectwem pragnąłem wskazać drogę, jaką winni kroczyć ludzie wiary wbrew wszelkim przeciwnościom i przeszkodom życiowym. Mówiłem o swoich doświadczeniach, upadku moralnym, jakiego doświadczyłem, momencie Nawrócenia, szukania Jezusa, odnalezienia właściwej drogi w życiu i Ewangelizacji, jakiej się podejmuję.
Pobyt w Kielcach, Świadectwo, jakie dzięki natchnieniu Ducha Świętego mogłem dać, niesamowita życzliwość ludzi, a także rozmowy o Bogu, wartościach i o upadku wartości, jakie toczyłem po zakończeniu oficjalnego spotkania, z księdzem Marcinem, Grzegorzem Prokopem i członkami wspólnoty, na długo zapadną w mojej pamięci.
Dzięki uprzejmości organizatorów miałem przyjemność zwiedzić również Dawny Pałac Biskupów i zajrzeć do Bazyliki katedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kielcach. Dziękuję!

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów
Kamil Bazelak

W sobotę moja najmłodsza grupa karateków (4-7 lat) wystartowała w swoich pierwszych zawodach Karate.

Najlżejsza uczestniczka turnieju ważyła 17kg, a najcięższy zawodnik 27kg.Walki toczone były w formule „grappling” na dystansie 2 minut. Dozwolone były obalenia, podcięcia i walka w parterze na pozycje. Wszystkie pojedynki sędziował sensei Robert Musierowicz (1 Dan).
W tych zawodach nie było przegranych, każdy uczestnik turnieju otrzymał pamiątkowy, złoty medal. Najmłodsi karatecy wspięli się na wyżyny swoich możliwości, walcząc z pełnym zaanagażowaniem i sportową konsekwencją.
Jestem z nich naprawdę dumny! Osu!

Największy rodzimy portal nazywa go wschodzącą gwiazdą polskiej prawicy. Nie boi się głosić jasno sprecyzowanych poglądów. Popiera tezę o zamachu Smoleńskim, Wałęsę nazywa „Bolkiem”, „Pokłosie” i „Idę” – obrazoburczymi dziełami. Bez ceregieli ruga lewicowe środowiska. Pisze, że wychowują one legiony zboczeńców. Radykalizm słono go kosztuje. Przez dosadnie formułowane przekonań wypadł z rozpiski pożegnalnej gali Andrzeja Gołoty. Jak sam jednak podkreśla, nie zamierza sprzeniewierzać ideałów w imię sportowej kariery.

 

Kamil Bazelak to człowiek głęboko zatroskany o losy naszego kraju. „Vanderlei” (ringowy przydomek na cześć legendy sportów walki Wanderleia Silvy) doskonale zna rodzimą historię. Studiuje ją regularne, równocześnie z naukami Chrystusa. Krytycznym okiem spogląda na zachodzące polityczne i społeczne zmiany. Nie obawia się oceniać działań rządzących obozów, powtarza, że jedną władzę w jego życiu stanowi Bóg („To do Niego należy i od Niego pochodzi”).

Nie zawsze w identyczny sposób postrzegał otaczający świat. W połowie zeszłego dziesięciolecia ganiał się po mieście z Mariuszem Pudzianowskim (mierzył się z nim także na zawodach Strongman). „Byłem zaślepiony bezrozumną nienawiścią” – przyznaje. Pisząc o wrogim sobie dziś uczuciu, cytuje Pismo Święte: „Każdy kto nienawidzi brata swego, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie ma w sobie życia wiecznego”. Obecnie nie zamierza wzbudzać swoją postawą jakichkolwiek negatywnych emocji. Mówi, że przed walką unika nawet kontaktu wzrokowego z przeciwnikiem, nie chcąc go sprowokować.

40-latek bierze na klatę 240 kilo i ma czarny pas karate. Nie zamierzam z nim niemniej rozmawiać o zacięciu do MMA, K-1, czy wrestlingu.

Od kilku dni z głowy nie mogą mi wylecieć słowa Victora Orbana. Człowiek, który uwolnił Węgry od wrogiego socjalizmu (obecny premier Madziarów) wstrząśnięty ostatnimi atakami terrorystycznymi w Paryżu zwrócił się w stronę naszego kraju: „Jeżeli naród największych bohaterów – polski naród – się nie obudzi, to Europa za 15 lat będzie islamska”.

Orban doskonale zna zapis naszych dziejów. Wie, że 12 września 1683 roku armia Jana III Sobieskiego rozbiła pod Wiedniem potężne wojska wezyra Kara Mustafy, zapobiegając tym samym islamizacji Starego Kontynentu. Jest świadom, iż 10 lat wcześniej świętowaliśmy swój największy militarny sukces studząc zapędy Imperium Osmańskiego. Dlaczego tak niewielu rodaków zna datę bitwy pod Chocimiem? Jak to możliwe, że chętniej wspominamy dziś morderczą Obronę Częstochowy? Dlaczego nie miewamy snów o potędze i często zapominamy o złotym polskim XVI wieku? Czy kolejne stulecie było dla nas wyłącznie krwawym okresem zmarnowanych szans? Czemu większą estymą darzymy Jana Kazimierza, niż Stanisława Żółkiewskiego – gościa, który zdobył Moskwę i w zasadzie w pojedynkę wskazał cara?

Aż wreszcie.

Czy współczesną „Odprawę posłów greckich” dałoby się w ogóle czytać?

Jesteśmy świeżo po obchodach 97. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Tak donośne święto skłania do refleksji i mnoży palące historyczne zagadnienia. Piątkowe zdarzenia potęgują pytania. Jaka czeka nas przyszłość? Pomimo licznych represji przetrwaliśmy 123 lata niewoli. Musimy zrobić wszystko, aby Rzeczpospolita już nigdy więcej nie zniknęła z mapy świata.

***

Hubert Kęska: Przed tygodniem świętowaliśmy 97. rocznicę odzyskania niepodległości. Jest Pan dumny z historii naszego kraju?

Kamil Bazelak: Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Że urodziłem się tu, na tej ziemi. Że w tym kraju mieszkam, pracuję, mogę realizować swoje pasje i marzenia. Nasza historia również napawa mnie dumą, choć na pewno nie wszystkie jej elementy. Nie wspominam z podziwem kolaboracji podczas drugiej wojny światowej. Uważam, że w czasie komunizmu ujawniły się najgorsze ludzkie cechy. To były dwa haniebne okresy w dziejach Polski.

H.K.: To niezłomna wiara pozwoliła nam przetrwać komunizm?

K.B.: Zdecydowanie tak. Przede wszystkim wiara. Byli ludzie, którzy tę wiarę w nas krzewili, umacniali. Mówię w tym kontekście m.in. o księdzu Popiełuszce, prałacie Jankowskim, kardynale Wyszyńskim, Janie Pawle II. W czasach komunistycznych ludzie z wielką przyjemnością chodzili do kościoła. To było niesamowite. Grono wiernych, chociaż pokaźne, wciąż się rozrastało. Wiernych, którzy żyli zgodnie z wartościami głoszonymi przez kościół. Byliśmy uciskani i kierowaliśmy swoje serca w stronę Boga.

H.K.: Pan w pełni zawierzył naukom Jezusa Chrystusa dziewięć lat temu, po długiej rozmowie z zaprzyjaźnionym księdzem. Wtedy po raz pierwszy sięgnął Pan po Ewangelię. Dziś Kamil Bazelak kojarzy się z zagorzałym chrześcijaninem.

K.B.: Jestem protestantem, który hołduje uniwersalnym wartościom katolickim. W kościele rzymskokatolickim większość wiernych jest dla siebie anonimowa. Przedstawiciele kościoła protestanckiego za to, spotykają się po nabożeństwach na „Herbatkach parafialnych, „Obiadach diakonijnych”. Dyskutują. To bardziej zwarta, zżyta grupa ludzi. Z drugiej strony, wśród protestantów nie brakuje osób, które w tak naprawdę odeszły od Boga. Proszę zwrócić uwagę na to, co dzieje się teraz w prawosławnym kościele szwedzkim. Biskupem jest tam kobieta. Kobieta żyjąca w związku z inną reprezentantką płci przeciwnej. Lesbijka. To porażające! Takiej liberalizacji religii zupełnie nie popieram. Dla mnie to nie jest już nawet chrześcijanka.

H.K.: Podziwia Pan Mieszka I, który pragnąc uniknąć siłowej chrystianizacji i faktycznego podboju polskich ziem przez Cesarstwo Niemieckie, uprzedził ruch zachodu i ożenił się z czeską księżniczką? Musiał jednocześnie zrezygnować z wygodnego życia u boku sześciu pięknych żon.

K.B.: Mieszko żył w grzechu. Nie wnikam, jakie były pobudki przyjęcia przez niego chrześcijaństwa. Formalizując związek z Dobrawą natomiast, z pewnością postąpił słusznie.

H.K.: 4 listopada Rosja obchodziła święto Jedności Narodowej. Rocznicę upamiętniającą zdobycie Kremla moskiewskiego i zakończenie okresu Wielkiej Smuty. Polacy panowali na Kremlu po zwycięstwie pod Kłuszynem. Zygmunt III Waza mógł mieć we władaniu i Rosję, i Szwecję (był jej prawnym sukcesorem), a skończył z niczym. Ostatecznie nie zgodził się, aby jego syn Władysław (miał zostać carem) przeszedł na prawosławie. Mało tego, postanowił nawracać Rosjan na wiarę katolicką. To spotkało się ze sporym sprzeciwem tubylców. Wybuchło ogólnonarodowe powstanie, które zapoczątkowało panowanie dynastii Romanowów. Zatwardziała katolicka postawa polskiego króla Panu imponuje? Czy był to po prostu strategiczny błąd?

K.B.: Wydaje mi się, że to był błąd. Od 2006 roku dokładnie studiuję Pismo Święte, analizuje poszczególne fragmenty nauk Jezusa i wiem, że nie stworzył On tylko jednego wyznania. Wszyscy jesteśmy chrześcijanami. Katolicyzm, protestantyzm, prawosławie – to są odłamy. Wierzę w jedność chrześcijan. Dla każdego z nas Jezus Chrystus jest Bogiem. Jeżeli w niego wierzysz, będziesz zbawiony. Poza tym, nakłanianie kogoś na siłę do zmiany religii to niewłaściwe podejście.

H.K.: Przedstawiciel polskiego mesjanizmu Adam Mickiewicz pisał w „Dziadach”, że Polska była przez wieki „Chrystusem narodów”. Że nasza ojczyzna wzorem syna Bożego została skazana na niezawinione cierpienie. Powinniśmy szczycić się tym, że udało się nam przeżyć? Podkreślać to historyczne męczeństwo? Czy wprost przeciwnie, starać się z tym nie obnosić i myśleć o sobie jako o narodzie zwycięzców?

K.B.: Nie powinniśmy się skarżyć. Nie można zapominać o krzywdach, jakich doświadczali nasi przodkowie, ale apoteozować, gloryfikować należy bardziej wzniosłe momenty historii, wielkie zwycięstwa Polaków.

H.K.: Podczas słynnego kazania na górze Jezus przemówił do zgromadzonych słowami: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie”. Zastanawiam się, czy takie postrzeganie świata nie staje się dziś dla masy ludzi tanim usprawiedliwieniem pogodzenia z losem, zaprzestania dążenia do samodoskonalenia, rozwoju?

K.B.: Jeżeli zubożałe rodziny usprawiedliwiają swoje kiepskie położenie trudną historią, to… poniekąd mają rację. Większość z nich przeżyło kilkadziesiąt lat sowieckiej niewoli. Polacy byli wtedy prześladowani, patrioci sądzeni, następnie skazywani na karę więzienia, torturowani, zabijani. To wszystko zostawia ślad, kładzie cień na życie w naszym kraju. Fakt, iż trzykrotnie byliśmy pod zaborami także nie pozostaje bez wpływu na pokolenia Polaków.

Inna sprawa, że nasza mentalność jest różnorodna. Od szlachty, przez czasy zaborów, aż po dzień dzisiejszy wielu rodaków kieruje się w życiu antywartościami. Mamy w sobie dużo zazdrości, zawiści –  niepożądanych, pejoratywnych cech. Jak na dłoni widać to za granicą. Emigranci w straszny sposób traktują swoich krajan.

Trzeba mieć świadomość historii, tego co doświadczyliśmy, ale należy żyć życiem teraźniejszym.

H.K.: Termin „Gloria victis” jest dla Pana szczególnie ważny. Janusz Korwin-Mikke uważa zaś, że pojęcie to powinno być zakazane. Że przejęliśmy je od Żydów, który wychwalają swoich poległych przodków broniących Masady i Jerozolimy. Europoseł mówi wprost: „Nie wolno nam mówić o przegranym Powstaniu Warszawskim, Powstaniu Listopadowym i innych klęskach”. Podaje przy tym obrazowy przykład: „Bokserowi przed walką nie mówi się jak dostał po mordzie, tylko przypomina mu się, jak dołożył innym. I tak trzeba ludzi wychowywać – świętować zwycięstwa, a nie dotkliwe przegrane”.

K.B.: Za niektórymi poglądami Janusza Korwin-Mikkego stoję murem. Tutaj akurat się myli. Nie można porównywać wolnościowych powstań z walką bokserską. Absolutnie! Wiadomo, że przed pięściarskim pojedynkiem człowiek wtłacza do głowy wyłącznie mega pozytywne myśli. Tyle że my nie jesteśmy w trakcie wojny, z nikim jej nie prowadzimy! Tym mocniej musimy pamiętać o tym, co przeżyli nasi bohaterowie podczas Powstania Warszawskiego. Jak walczyli o naszą niepodległość, jak byli mordowani.

H.K.: Radosław Sikorski twierdzi, że Powstanie Warszawskie było narodową katastrofą. Rafał Ziemkiewicz nazywa je pięknym samobójstwem. Gdy spytałem o sens wybuchu Powstania silnie związanego z Ruchem Narodowym wybitnego szermierza Ryszarda Parulskiego, odrzekł: „Z jednej strony, powstanie pochłonęło 200 tys. ofiar, doszczętnemu zniszczeniu uległ narodowy dobytek. Ja straciłem w nim matkę. Z drugiej jednak, takie wydarzenia budują tożsamość. Wie Pan czym różnimy się od narodu czeskiego? U nas legendą obrosły historie Wołodyjowskiego, Skrzetuskiego, Kmicica. A u nich za bohatera narodowego robi dobry wojak Szwejk”. Ma Pan podobny ogląd na temat nieudanych narodowościowych zrywów?

K.B.: Dokładnie, w pełni zgadzam się z panem Parulskim. Powstanie Warszawskie było potrzebne, niezależnie od tego ile ofiar pochłonęło. Przez moment odzyskaliśmy upragnioną niepodległość, byliśmy wolni. Ludzie oddawali za innych życie, dominowało braterstwo. To był okres budowania silnej świadomości narodowej, patriotyzmu. Był on bardzo widoczny nie tylko w relacjach między powstańcami, ale także normalnymi ludźmi. To było coś niesamowitego, dlatego jestem dumny z tego wydarzenia. Nie raz myślałem jak bardzo chciałbym żyć w tamtych czasach. Naprawdę, mimo wszystko, chciałbym doświadczyć takiego zjednoczenia, mobilizacji, walki w konspiracji. Darzę wielką atencją żołnierzy Armii Krajowej i innych bohaterów, którzy przeżyli ten piekielnie trudny zryw.

H.K.: Mówiliśmy o uciemiężeniu rodaków, ciężkich chwilach Polski. Porozmawiajmy teraz o wielkich zwycięstwach. Zwycięstwach, którymi przysłużyliśmy się całej Europie. Cud nad Wisłą 1920. Dzięki wygranej Bitwie Warszawskiej uratowaliśmy zachodnią część kontynentu przed rozlewem komunizmu i rozprzestrzenieniem władzy bolszewików. Przedwojenny brytyjski dyplomata Edgar Vincent D’Abernon zalicza opisaną konfrontację do piętnastu przełomowych w dziejach świata. Dlaczego Pana zdaniem dopiero niedawno zaczęto mówić o niej głośniej, szerzej? Pamiętam lekcje historii w szkole – krótka wzmianka, 15 minut. Szach-mat, kolejny temat.  

K.B.: Sam uczęszczałem do podstawówki w czasach głębokiego komunizmu. Historia była wówczas tak przekłamana, że w rzeczywistości uczyłem się jej wysłuchując relacji ojca i dziadka. Dziadek – podobnie jak bracia – służył w partyzantce, był łącznikiem AK. Jego opowieści otworzyły mi oczy i pozwoliły zupełnie inaczej spojrzeć na przeszłość. W szkole uczono mnie, że Rosjanie są naszymi przyjaciółmi. Że Katyń to zbrodnia niemiecka. Okropna obłuda! Miałem świadomość tego, jak wyglądała historia, ale nie mogłem mówić o tym w szkole, na lekcjach.

H.K.: Innym przełomowym momentem naszej historii była bitwa pod Grunwaldem. Co roku organizuje się jej inscenizację. Stała się narodowym symbolem sukcesu, uznawana jest za jedną z największych średniowiecznych bitew. Datę 1410 zna na wyrywki każdy dziesięciolatek. Historycy spierają się jednak, czy powinniśmy przykładać tak wielką wagę do zbrojnego triumfu Władysława Jagiełły. Polski publicysta Leopold Tyrmand zauważył, że wojny Greków, Persów i Rzymian nie polegały wcale na boju kilkudziesięciotysięcznych armii. Że tak naprawdę biły się dwie bandy. Nie o Troję i prześliczną Helenę, ale o stado owiec albo o zagon kapusty. Tym tropem idzie Paweł Zarzeczny, który traktuje Grunwald jako legendę oceaniczną – suche majtki na dnie morza. „To było po prostu starcie Pruszkowa z Wołominem, po którym pokonani czmychnęli do Sochaczewa” – zauważa.

K.B.: Nie rozumiem takiego deprecjonowania historii. Myślałem, że Zarzeczny ma trochę inny światopogląd, ale widocznie się myliłem. Jestem szczerze zbulwersowany tą wypowiedzią. Przecież Grunwald to była wielka bitwa, po której potężny Zakon Krzyżacki zaczął chylić się ku upadkowi! Później było starcie pod Królewcem, no i początek końca Krzyżaków. Pod Grunwaldem ich upokorzyliśmy. To w tej bitwie zginął arcymistrz zakonu Ulrich von Jungingen!

H.K.: 11 listopada nie tylko odzyskaliśmy niepodległość. 245 lat przed wycofaniem oddziałów niemieckich z terytorium Królestwa Polskiego wojska hetmana koronnego Jana Sobieskiego rozbiły armię turecką, odnosząc największe – pod względem skali zniszczenia oddziałów przeciwnika – zwycięstwo w dziejach naszego kraju. Imperium Osmańskie zostało napoczęte, by dziesięć lat później całkowicie przejść do defensywy i pożegnać się z wielkimi planami islamizacji chrześcijańskiej Europy. Czym jest spowodowane to, że tak mało osób zna datę bitwy pod Chocimiem? Znacznie większym uznaniem cieszy się u nas odparcie Potopu szwedzkiego, skuteczna Obrona Częstochowy.

K.B.: Niestety nie mówi się o wielu ważnych dla Polski bitwach. Reżimowe media przedstawiają coś zupełnie innego, sukcesy militarne kraju permanentnie pomijając. Obserwujemy postępujący proces niszczenia naszego społeczeństwa. Rujnowania wszelkich wartości, zwłaszcza tych patriotycznych. Patriotów nazywa się dziś faszystami, a chrześcijan prześladuje. W miejscach publicznych chce się zdejmować krzyże, w szkołach zlikwidować religię. Tak wygląda obecna Polska, obecny świat. Myślę, że część Polaków wzoruje się na modzie płynącej z zachodu. Zachód promuje dziś seksualizację dzieci, homoseksualizm, transseksualizm, gender.

H.K.: Szkoda, że nie przejęliśmy z Zachodu mody na szanowanie narodowych uroczystości.Zbydlęcenie amerykańskiego 4 lipca wydaje mi się niemal nierealne. Amerykanie radują się tym dniem.

K.B.: Tak, tylko że Amerykanie mają zupełnie inny komfort życia. Zarabiają więcej, żyją lepiej. Nie oszukujmy się, w Polsce większość osób ledwo wiąże koniec z końcem. Frustracja wynikająca z ciężkiej sytuacji materialnej jest przyczyną gorszących zachowań.

H.K.: Marsz Niepodległości od kilku lat nie cieszy się dobrą sławą.

K.B.: Wielu uczestników Marszu odczuwa miłość do ojczyzny, ducha patriotyzmu. Oni – jak Amerykanie – weselą się świętem odzyskania niepodległości. Inni wychodzą na ulice po to, żeby zademonstrować jak im jest w Polsce po prostu źle.

H.K.: Były szef Współorganizującej Marsz Młodzieży Wszechpolskiej – Robert Winnicki zauważa, że: „Demonstranci to żołnierze na pierwszej linii frontu walki o wolną Polskę”.

K.B.: Manifestują swoje poglądy, krzyczą o Bogu, honorze, ojczyźnie. Tak, można ich tak nazwać.

H.K.: Ale zamiast się jednoczyć, wzajemnie na siebie napuszczają wywołując zamieszki. Skąd to się bierze? Młodzi, agresywni ludzie wycierają sobie gębę państwowym świętem, czy ulegają centralnie sterowanej prowokacji?

K.B.: Tutaj wchodzą w grę dwa aspekty. Po pierwsze są to ludzie, którzy kierując się nadrzędnymi patriotycznymi wartościami nie boją się jasno i wyraźnie sprzeciwić dyktaturze, z jaką zetknęli się za rządów Platformy Obywatelskiej. Po drugie ulegają policyjnym prowokacjom. Nie ma wątpliwości, że są one sterowane politycznie. Proszę zwrócić uwagę, że budka przed rosyjską ambasadą nie została podpalona przez demonstrantów. To nie był wynik chuligańskiego wybryku, tylko celowy zabieg władzy. Informowała o tym Telewizja Republika.

H.K.: Co w dzisiejszych czasach – jak Pan zauważa: „przesiąkniętych deprawacją, hipokryzją i bałwochwalstwem” – oznacza bycie patriotą? Na blogu pisze Pan, że to współcześni Żołnierze Wyklęci.

K.B.: Tak uważam. W czasie ośmioletniej kadencji poprzedniego rządu – który sterował popierającymi go mediami, prokuraturą i sądami – patrioci byli traktowani jak Żołnierze Wyklęci. Byli szykanowani, skazywani w procesach (m.in. za skandowanie narodowych haseł na wykładzie Baumana). Wszelkie objawy patriotyzmu były tłamszone, próbowano gasić je w zarodku.

Dobrze, że nastał nowy rząd i poprzednia dyktatura przechodzi do lamusa.

H.K.: 25 października pełnię władzy w Polsce przejęło Prawo i Sprawiedliwość. Wiem, że głosował Pan na tę partię, będąc wcześniej wielkim zwolennikiem wyboru na prezydenta Andrzeja Dudy. Nie ma Pan wątpliwości, że w pierwszej kolejności PiS powinien zająć się rozliczeniem poprzedniego obozu władzy i odsunięciem od stanowisk w urzędach administracji publicznej byłych członków PZPR. Pytanie, czy stać nas na dochodzenie prawdy i pogłębianie podziałów? Może korzystniejsza byłaby tutaj postpeerelowska polityka grubej kreski?

K.B.: Myślę, że dojście do prawny będzie nam się opłacać. Należy rozliczyć się z historią. Tym bardziej, że zbrodniarze żyją cały czas wśród nas. Ludzie, którzy wydawali wyroki na Żołnierzy Wyklętych, którzy byli odpowiedzialni za represje stalinowskie pobierają wysokie emerytury. Jest tysiące takich osób! Karmi się ich z pieniędzy podatników. Chodzi o świadczenia w wysokości 5-6 tysięcy złotych. To paranoja! Normalni ludzie martwią się jak przeżyć z dziesiątego do dziesiątego, mają najniższe emerytury, AK-owcy przymierają głodem, a stalinowscy oprawcy mają u nas jak u Pana Boga za piecem. Żyją jak królowie.

H.K.: Nie lepiej zostawić pewnych spraw sądowi Bożemu? Sześć dni temu zmarł generał Kiszczak – człowiek okrzyknięty największym zbrodniarzem stanu wojennego. Nie chciał go pochować żaden katolicki ksiądz. 

K.B.: Za życia nigdy nie został sprawiedliwie osądzony. Nie odcierpiał za swoje przestępcze dokonania. Możemy tylko domniemywać co go czeka teraz, jak surowo osadzi go Bóg. Co powinniśmy zrobić po śmierci Kiszczaka? Na pewno zdegradować go do najniższego stopnia wojskowego. Żeby pośmiertnie przestać tytułować go generałem.

H.K.: Postacią, która jednoznacznie kojarzy nam się z odzyskaniem niepodległości jest Józef Piłsudski. Pisarz historyczny Sławomir Koper wyznaje, iż odkąd w jednej ze swoich książek nadmienił, że marszałek miał dwie nieślubne córki, na każdym ze spotkań autorskich napotyka protesty. Mamy problem z obiektywnym spojrzeniem na pomniki? Narodowych świętości nie wolno krytykować, nawet w sferze obyczajowej?

K.B.: Nie chodzi o to, żeby celowo coś tuszować, przemilczeć drażliwe kwestie. Ale z pewnością obyczajowość schodzi na dalszy plan, jeżeli weźmiemy pod uwagę cały dorobek Piłsudskiego. Ten jest zdecydowanie pozytywny. Posiadanie nieślubnych dzieci, choć jest niewłaściwe i godne potępienia, ma tu marginalne znaczenie.

H.K.: W książkach historycznych można znaleźć informacje na temat alkoholizmu Sasów, bo też dynastia ta politycznie bardzo źle nam się kojarzy. Ciężko jednakże odnaleźć wzmianki o nieumiarkowania w jedzeniu i piciu Bolesława Chrobrego (Zagraniczni kronikarze pisali, że był tak otyły, iż ledwo mógł usiedzieć na koniu. Nazywali go opojem), który wprowadził nas na europejskie salony; czy neutralnej relacji śmierci wybitnego gospodarczo Kazimierza Wielkiego (Złamał nogę na polowaniu. Wracając do zamku odrzucił abstynencję i mimo ostrzeżeń lekarzy pił alkohol, co skończyło się wysoką gorączką, zapaleniem płuc i przedwczesnym zgonem). Prawie nikt nie mówi również np. o degrengoladzie wspaniałego na polu bitwy Jana III Sobieskiego („Raz nietrzeźwy polecił przebudować mostki nad pobliskimi kanałami na huśtawki. Potem, stojąc w oknie rezydencji, śmiał się do łez, kiedy wszyscy, bez względu na wiek, płeć, niespodziewanie wpadali do wody”*). Moim zdaniem taka wiedza uczłowieczyłaby tamte postacie. Dałaby nam ich pełniejszy obraz.  

K.B.: Możliwe. Wszyscy jesteśmy ludźmi, prawda? Mamy swoje ułomności, mniejsze lub większe grzechy na sumieniu. Nie mogą one przykryć dokonań, niepodważalnych osiągnięć. Wszyscy wymienieni przez Pana ludzie wydatnie przysłużyli się Polsce. Niezależnie od tego czy pili i czy żyli rozpustnie.

H.K.: Chyba najbardziej rozwiąźli byli piastowscy książęta dzielnicowi. Od Leszka Białego (Odmówił krucjaty do Ziemi Świętej, ponieważ nie było tam piwa, a bez tego napoju nie potrafił funkcjonować), przez księcia śląskiego Władysława (Nie przyjął godności biskupa Pasawy, gdyż uważał, że tamtejsze piwo jest podłej jakości), aż po rządzącego Legnicą Bolesława III Rozrzutnego. Rozwiąźli to może złe słowo. W średniowieczu ściśle przestrzegano przecież Wielkiego Postu. Po 40 dniach odrzucania przyjemności, sowicie to sobie odbijano. Ostatni z wymienionych książąt zmarł podczas trwającego w nieskończoność śniadania wielkanocnego. Zjadł trzynaście kurczaków, popił je ogromną ilością piwa oraz wina, po czym wyzionął ducha. Czy to nie charakterystyczne dla naszej sarmackiej natury? Wyrzeczenia i postanowienia ponad wszystko, a później uczta i zabawa na całego?

K.B.: Często tak u Polaków niestety bywa. (śmiech) Widząc cel potrafimy się faktycznie zdyscyplinować, ale trwa to zazwyczaj krótko. Z czasem wracamy do starych nawyków. Nie mówię o sobie, bo ja poszczę przez cały rok. Sześć lat temu całkowicie odrzuciłem jedzenie mięsa.

H.K.: Profesjonalny sportowiec może sobie na to pozwolić? Nie ma obaw o anemię? Pytam pomny historii Tomasza Garguli.

K.B.: Jak najbardziej. Nie mam potrzeby jedzenia mięsa i nie obawiam się anemii. Można np. pić mleko, jeść jajka, które zawierają wszystkie potrzebne człowiekowi aminokwasy egzogenne, endogenne i są bardziej wartościowe niż mięso.

H.K.: Chce się Panu jeszcze walczyć? W marcu sprawił Pan nie lada sensację pokonując rywalizującego jeszcze w zeszłym roku w Bellatorze Karla Etheringotna. Kilka miesięcy później wyraźnie uległ Pan znanemu z KSW Oliemu Thompsonowi. Po tym pojedynku donośnie pytał Pan sam siebie: „Może faktycznie jestem już za stary na sporty walki?”.

K.B.: To była chwilowa refleksja. Czarne myśli minęły, w czwartek wyjeżdżam na Litwę (rozmawialiśmy 10 listopada – przyp. HK). Nie mogę się doczekać aż odwiedzę Wilno. To miasto, w którym zostawiliśmy kawał naszej historii. Stoczę tam najbliższy pojedynek z Tomasem Pakutinskasem (Litwin wygrał z Bazelakiem przed czasem – przyp. HK). Co dalej z karierą? W marcu ponownie zmierzę się z Lloydem Bakerem. Ostatni nasz pojedynek został bezzasadnie przerwany przez sędziego. Jeżeli zdrowie pozwoli, chciałbym walczyć do pięćdziesiątki. W dniu pięćdziesiątych urodzin z satysfakcją zdmuchnąć świeczki

* Znajomość historycznych ciekawostek zawdzięczam w dużej mierze pracom wzmiankowanego Sławomira Kopra.

Źródło: www.sporteuro.pl Rozmawiał: Hubert Kęska (obserwuj na Twitterze)

Kiedy postanowisz działać w zgodzie z wolą Bożą, żadna siła na ziemi cię nie powstrzyma. Będziesz spotykał na swojej drodze przeszkody, wielokrotnie upadniesz, będziesz na granicy zwątpienia, ale nigdy się nie zniechęcaj i nie poddawaj. Z pomocą Jezusa pokonasz każdy dotykający cię problem trudność, jakie napotykasz na co dzień. On cię uskrzydli i doda sił w krytycznych momentach twojego życia. Poczujesz ogromną wewnętrzną siłę i radość z obietnicy Zbawienia.
Droga przez życie, zgodnie z oczekiwaniami Pana, nie jest łatwa, ale jej ostateczny cel, jakim jest Królestwo Niebieskie, stanowi sens naszego życia. Zapraszam wszystkich serdecznie na mszę święta w Kościele św. Wojciecha w Kielcach i na spotkanie ze mną…już 22 listopada w niedzielę o godzinie 18:00.
SPOTKAŁEM JEZUSA

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów
Kamil Bazelak

Ostatni weekend polskiego MMA był bardzo gorący, szczęśliwy ale także pechowy. Działo się tak nie tylko ze względu na galę UFC 193 i obronę pasa mistrzowskiego Joanny Jędrzejczyk, ale także z uwagi na występy kilku zawodników wagi ciężkiej i półciężkiej na kilku galach tak w Polsce jak i za granicą. Nie zawsze były one udane niestety. Siła polskiego MMA to siła Joanny Jędrzejczyk i bez wątpienia to zawodniczka, która przerosła wszystkich panów zajmujących się walkami. Ona nie zawiodła a oni i owszem.

Jako pierwszy „czarną serię” porażek otworzył w piątek 13-go listopada Tomasz Kowalkowski (5-2) z Mighty Bulls Gdynia. Na gali EFC 45 w Cape Town w RPA został zmuszony do poddania trójkątnym duszeniem nogami przez Afrykanera Brendona Groenewalda (7-3). Był to drugi występ Polaka w EFC i niestety 13 w dacie okazała się dla niego pechowa. Na dodatek był to piątek, więc karma zadziała podwójnie i Kowalkowski przegrał mając przewagę w tej walce.

Passę podtrzymał w sobotę na Litwie Kamil Bazelak (2-7), który starł się z doświadczonym Litwinem Tomasem Pakutinskasem (11-11-1) na gali Bushido Heros Series & KOK World GP 2015 w Wilnie w sobotę 14-go listopada. Były strogman popełnił błąd i wszedł na kluczową technikę rywala jaką jest gilotynowe duszenie i przegrał po minucie walki.

Z kolei w polsko-polskiej walce wieczoru Extra Gali „Swarzędz Heavyweight Fight Night”, która odbyła się także w sobotę w hali SCSiR w Swarzędzu k. Poznania, Michał Andryszak (15-6 1 NC) z Ankosu MMA Poznań znokautował wysokim kopnięciem Andrzeja Kulika (0-3, 1 NC) z For Fit Gdańsk już na początku pojedynku. Obaj mają za sobą międzynarodowe walki, ale tym razem po prażkach za granicami stoczyli wewnętrzny bój.

Do udanych weekendu nie zaliczy także Marcin Łazarz (8-2), który bronił pasa wagi półciężkiej na gali BAMMA 23: Night of Champions. Jego przeciwnikiem był niepokonany Szkot Paul Craig (8-0) i takim pozostał poddając trójkątnym duszeniem w pierwszej rundzie Polaka i odbierając mu pas.

Bliski przełamania passy pięciu porażek był weteran KSW Wojciech Orłowski (3-7 1 NC), który 14-ego listopada na gali Cage Mania 6 w Mijas Costa w Hiszpanii spokojnie radził sobie z miejscowym zawodnikiem Danielem Palomo Diazem (3-2 1 NC). Niestety Hiszpan trafił Orłowskiego w tył głowy i walka została zatrzymana. Zamiast dyskwalifikacji pojedynek unieważniono przy przewadze Polaka.

źródło: fightsport.pl

W dniu dzisiejszym w hali Siemens Arena w Wilnie odbyło się oficjalne ważenie przed galą King of the Kings.

Juz po ważeniu w hali Siemens Arena w Wilnie. Tomas Pakutinskas wniósł na wagę 110kg, a ja 114kg. Jutro transmisja gali na zywo w telewizji Fightbox i Europort od godziny 18:00. Idę troche pozwiedzać Wilno Z Bogiem!

Pozdrawiam wszystkich patriotów i chrześcijan
Kamil Bazelak

Gala King of Kings, jedna z najlepiej rozpoznawalnych marek w kickboxingu, tym razem odbędzie się w swoim macierzystym Wilnie. Emocjonujące walki kickbokserskie i MMA rozegrają się w tamtejszej Siemens Arenie w sobotę 14 listopada. Transmisja na żywo w FightBox HD rozpocznie się o 18:00.

Jedną z najciekawszych walk wieczoru będzie starcie na zasadach MMA naszego rodaka Kamila Bazelaka (2-6 MMA) z przedstawicielem gospodarzy Tomasem Pakutinskasem (10-11 MMA) w kategorii ciężkiej. Walki Bazelaka, znanego z odważnych wypowiedzi byłego strongmana, niemal zawsze kończyły się w dyskusyjnych okolicznościach, a żadna z nich nie trwała dłużej niż jedną rundę. Faworytem jest Litwin, nie tylko dysponujący 10-centymetrową przewagą wzrostu, ale też znacznie bardziej doświadczony od Bazelaka.
Drugi Polak, Dawid Mirkowski, zmierzy się w kickbokserskim pojedynku z ulubieńcem litewskich fanów Herkusem Lukosiunasem. To będzie druga zawodowa walka Mirkowskiego. Na gali King of Kings w Kiszyniowie Polak przegrał co prawda na punkty z Alexandrem Prepelitą, ale trzeba pamiętać o jego sukcesach amatorskich: był mistrzem Polski K-1 Juniorów i wicemistrzem Europy w muay thai, zajął też I miejsce w Pucharze Świata WAK-1F. Zwycięstwo w wileńskiej gali z pewnością doda impetu jego profesjonalnej karierze.

Poniżej pełna karta walk.
Bushido Series – na żywo w FightBox HD:
-71 kg, Kickboxing KOK: Jordy Laret (Holandia) vs. Martynas Jasiunas (Litwa)
-71 kg, Kickboxing KOK: Dawid Mirkowski (Polska) vs. Herkus Lukosiunas (Litwa)
-83 kg, Kickboxing KOK: Raimond Aukstikalnis (Łotwa) vs. Valdemar Kulda (Litwa)
-96 kg, MMA: Alexander Grebenkin (Rosja) vs. Teodoras Aukstuolis (Litwa)
-71 kg, Kickboxing KOK: Kurtis Allen (Wielka Brytania) vs. Henrikas Viksraitis (Litwa)
+93 kg, MMA: Kamil Bazelak (Polska) vs. Tomas Pakutinskas (Litwa)

King of Kings to wydarzenia na najwyższym poziomie, przyciągające do największych aren światowej klasy zawodników i najbardziej oddanych kibiców sportów walki. KOK zdobywa licznych fanów dzięki swojej niezwykłej intensywności i widowiskowości. Niemal 80% walk kończy się nokautem – to przyciąga miłośników silnych sportowych wrażeń.
Oprócz bezpośredniej transmisji na kanale FightBox HD w przeszło 40 krajach na całym świecie, galę będzie można zobaczyć na żywo także w Internecie: w ramach abonamentu platformy VoD FilmBox Live oraz w systemie pay-per-viev na www.fightboxlive.com.

źródło: stsport.pl

Niech żyje Polska!

97 lat temu odzyskaliśmy Niepodległość. Euforia Polaków nie miała granic, gdyż po 123 latach zniewolenia odebraliśmy najeźdźcom Polskę.  Dzisiejsza data jest dla mnie również symbolem odzyskania wolności, po 8 latach dyktatury Platformy Obywatelskiej. W końcu odsuneliśmy od władzy postkomunistów, sowieckich pachołków i zdrajców narodu polskiego. Czas budować lepszą Polskę, poprawić byt ciężko pracujących ludzi, zapewnić odpowiednie wsparcie, każdej polskiej rodzinie. Uczcijmy dzisiejszy dzień marszami, manifestacjami naszego patriotyzmu. Zapalmy znicze na grobach tych, którzy walczyli i ginęli za Wolną i Niepodległą Polskę. Cześć i chwała bohaterom! Niech żyje Polska!

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów
Kamil Bazelak

Cmentarz wojenny w Witkowicach

Odwiedziłem cmentarz wojenny w Witkowicach. Na cmentarzu znajdują się groby żołnierzy poległych w 1914 roku podczas Bitwy o Łódź. Najbardziej zaciekła bitwa odbyła się w lesie gałkowskim 23 listopada 1914 roku, podczas, której zginęło około 10 tysięcy żołnierzy. Niemcy wtedy rozbili 24 Pułk Syberyjski, z którego ocalało zaledwie kilkunastu żołnierzy.

Na cmentarzu w Witkowicach znajdują się płyty i kamienie nagrobne, na których znajdują się inskrypcje z nazwiskami żołnierzy i stopniami wojskowymi, jakie mieli w momencie śmierci. Wśród pochowanych jest wielu żołnierzy pochodzenia polskiego, wcielanych siłą do armii niemieckiej. Spoczywają tutaj: Wiktor Wilkowski, H.Stachowiak, L.Łabęda, F. Kamiński, Bruno Kucharzewski, A. Janowski, Adolf Kulka.

cmentarz-wojenny-w-Witkowicach-10

cmentarz-wojenny-w-Witkowicach-11

Kamil-Bazelak-na-cmentarzu-wojennym-w-Witkowicach

Bruno-Kucharzewski-i-Janowski-cmentarz-wojenny-w-Witkowicach

Po upadku reżimu liberalnej lewicy reprezentowanej przez PO i PSL, nadszedł czas na rzetelne wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej. W pierwszym rzędzie należy rozliczyć członków tzw. komisji Millera i Laska, za kłamstwa i szerzenie propagandy sowieckiej. Nadszedł czas na gigantyczne śledztwo, a następnie przedstawienie zarzutów i sformułowanie aktu oskarżenia do sądu, przeciwko wszystkim politykom, urzędnikom i tak zwanym ekspertom z owych komisji, którzy wystąpili przeciwko polskiej racji stanu i zdradzili Polskę dla paru srebrników, chcąc przypodobać się Rosji i największemu dyktatorowi XXI wieku Władidmirowi Putinowi.

W Warszawie 14 listopada 2015 roku odbędzie się IV Konferencja Smoleńska. Jej celem jest przedstawienie zgromadzonych badań naukowych, opracowanych przez niezależnych ekspertów. Badania te całkowicie podważają kłamliwe informacje serwowane nam przez prorosyjski rząd Platformy Obywatelskiej i powołaną przez niego komisję Laska i Millera.
W skład komitetu naukowego konferencji wchodzi 47 wybitnych profesorów różnych specjalności, w tym eksperci mechaniki i konstrukcji, matematyki i informatyki, fizyki i geotechniki, lotnictwa i aerodynamiki, chemii i badań strukturalnych, a także geodezji i archeologii. Naukowcy udowadniają, że przez 5 lat karmieni byliśmy kłamstwem i rosyjską propagandą powielaną przez reżimowe media TVN, Polsat, TVP, Gazetę Wyborczą i Newsweek.
Ludzi walczących o prawdę smoleńską nazywano fanatykami, oszołomami, pisowcami. Zbezczeszczono pamięć wielu ofiar tej tragedii, w tym dobre imię generała Błasika, którego rząd PO wraz z usłużnymi mu mediami, oskarżał o pijaństwo i spowodowanie katastrofy lotniczej. Jak wykazały badania prokuratury, we krwi generała nie było ani śladu alkoholu. Do dzisiaj nikt nie przeprosił za te kłamstwa i tańczenie „kankana” na grobie dowódcy sił powietrznych RP. Ani były prezydent Bronisław Komorowski, ani byli premierzy Donald Tusk i Ewa Kopacz, nie mieli w sobie odrobiny honoru i przyzwoitości, aby zdobyć się na publiczne przeprosiny żony generała Ewy Błasik i jej dzieci, pogrążonych w głębokiej żałobie, po tragicznej śmierci męża i ojca. Opluwanie w mediach generała Andrzeja Błasika zasługuje na najwyższą naganę i potępienie.
Żywię głęboką nadzieję, że zgodnie z deklaracjami Zjednoczonej Prawicy, podczas kadencji tego Sejmu zostanie wyjaśniona dogłębnie sprawa katastrofy smoleńskiej, a winni tej tragedii poniosą wszelkie możliwe konsekwencje prawne.
Przywróćmy ofiarom ich dobre imię! Ukażmy winnych!

Pozdrawiam wszystkich chrześcijan i patriotów
Kamil Bazelak

Powered by ST.